(wiadoma komu zabieranym) i potem oddał to zloto na zbudowanie kościoła we wsi...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — WierzÄ™, ĹĽe ci siÄ™ uda — przyznaĹ‚a, a potem spytaĹ‚a: — A co ze mnÄ…?— Cóż, z tobÄ… to inna sprawa...
- dobiegĹ‚ do jej wytężonego sĹ‚uchu — cichy jak brzÄ™czenie komara daleki dzwonek, za chwilÄ™ ponowny • dzwonek, juĹĽ bliĹĽej, potem stukot...
- Nałgała mu coś o jednym jedynym weekendzie w łóżku z narzeczonym, który poszedł do wojska i zginął, co potem okazało się szczerą prawdą, gdyż...
- że jest tam taki, prawda? To wcale nie jest żaden z tych kościołów, nie są to nawet wspólne ruchy ludzi, to jest bardzo ważne, drodzy bracia, bardzo ważne...
- Wróciłem do pokoju, zmyłem naczynia po śniadaniu, posłałem łóżko, a potem usiadłem przy stole, wypisałem czek na pięćdziesiąt funtów, napisałem...
- zostając przy władzy - fakt bez precedensu - na trzecią kadencję, a potem odegrało istotną, być może decydującą rolę w podtrzymaniu oporu Armii...
- * * * — Wiadomość z obozu Charon, towarzyszu admirale — zameldowaĹ‚ porucznik Fraiser i widzÄ…c gest Tourville’a, odczytaĹ‚ jej...
- Will zacisnął zęby, sama myśl o tej czynności była obrzydliwa, ale ją wykonał, potem dołożył starań, by odnosząc młodzieńca na posłanie nie narażać go...
- Z początku wcale o nich nie myślał, potem, gdy mu coraz częściej wpadały w oczy lub pod rękę, zaczął doświadczać wyrzutów sumienia...
- Poniewa¿ ta regu³a daje nam w rezultacie program wysy³aj¹cy, wiadomoœæ jest przekazywana temu programowi do dostarczenia...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Polacy
wysiedlali także "Bogu ducha winnych Ukraińców i Łemków" na Ziemie Zachodnie (zmuszając ich
do wynoszenia się z glinianych i drewnianych chałup i wprowadzania do wyposażonych, murowanych
gospodarstw poniemieckich - przyp. G.D.). Polacy, też, kiedy Niemcy wywozili żydów do gazu
(oczywiście tylko i wyłącznie żyd6w - przyp. G.D.), zabierając im najcenniejszy dobytek, zajmowali
jeszcze ciepłe żydowskie domy i łóżka. Żydzi nie dostali za to zadnych odszkodowań od Polaków.
Tego steku polakożerczych bzdur nie warto nawet komentować, podałam je tylko dla zilustrowania
mentalności i poziomu występującego. Słuchają,. jednak tych i tym podobnych "rewelacji"
przesyconych nienawiścią do Polaków, przyglądając się rozradowanym twarzom żydów (oraz
śmiejącym się Niemcom, którzy w rozmowie ze mną, uznali, że był to ,,fantastyczny mityng")
upewniłam się już na dobre, że dla tego gremium nie są ważne ofiary mordu w Jedwabnem czy
prawda (na zakończenie Gross zaznaczyl, że rozstrzygnięcia prokuratorów nie są rozstrzygnięciami,
które ja z koniecznosci przyjmę jako ostateczne) albo sprawiedliwe.
Ale przede wszystkim maksymalne upokorzenie Polaków, rzucenie ich na kolana, wzbudzenie w nas
kompleksu za nie popelnione winy. Ponadto - po wyciśnięciu z Niemców i innych krajów Zachodu
wszelkich możliwych odszkodowań, wymuszenie ich na Polakach poszkodowanych przez hitleryzm,
Sowietów, żydokomunę. Wymuszenie także większych świadczeń na rzecz "zaprzyjaźnionego"
Izraela, na który Europa Zachodnia nie chce łożyć w związku ze zbrodniami przezeń popelnianymi.
Szum
wokół Jedwabnego ma także odwrócić uwagę opinii światowej od tych właśnie zbrodni i bestialstw
popelnianych przez izraelskich żydów na cywilnej ludności palestyńskiej, szczególnie na dzieciach, a
w tym trucia ich gazami bojowymi.
180
Nie pozwolę oczerniać Jedwabnego!
Grażyna Dziedzińska opublikowała w "Naszym Dzienniku" (2 kwietnia 2001) opowieść mieszkanki
Jedwabnego, wówczas jedenastoletniej Leokadii Błajszczak z domu Lusinska, córki powszechnie
szanowanego w Jedwabnem kowala, w czasie wojny
członka Narodowych Sił Zbrojnych. W rozmowie z dziennikarką, p. Błajszczak powiedziała: Nie
pozwolę oczerniać Jedwabnego!
Taki też tytuł widnieje nad tym wywiadem. Oto jego obszerne fragmenty:
-Pani Leokadia Błajszczak z domu Lusińska, córka Franciszka i Zofii, urodzona 24 listopada 1930 r. w
Jedwabnem, w czasie okupacji niemieckiej i sowieckiej łączniczka Narodowych Sił Zbrojnych,
ekonomistka z wykształcenia. Od 50 lat mieszka
z mężem w Warszawie, nigdy jednak nie zapomina o miasteczku, w którym przyszła na świat,
spędziła dzieciństwo i w którym znajduje się grób jej matki. Miała 11 lat, kiedy Niemcy dokonali
mordu na żydach w Jedwabnem. Po przeczytaniu książki Grossa na ten temat, oburzona stekiem
kłamstw w niej zawartych, sama zgłosiła się jako naoczny świadek wydarzenia, ponieważ - jak
powiedziała: "Nie pozwolę nikomu oczerniać Jedwabnego!"
W tych dniach miałam sposobność spotykać się z panią Błajszczak na rozmowie o tamtej - jednej z
wielu - hitlerowskiej zbrodni. Kiedy opowiadam, że na konferencji prasowej w Żydowskim Instytucie
Historycznym prof. Jan Tomasz Gross oświadczył:
"Połowa mieszkańców Jedwabnego - Polaków, wymordowała połowę mieszkańc6w Jedwabnego -
żydów",(1) pani Leokadia zdecydowanie protestuje. - Po pierwsze, żyd6w wymordowali Niemcy a nie
Polacy -stwierdza kategorycznie. - Po drugie, wiele stwierdzen i liczb podawanych przez Grossa nie
jest prawdziwych.
1. W swoim sprawozdaniu z tego sabatu w ŻIH p. Grażyna Dziedzińska oszczędziła czytelnikom opisu kilku najbardziej
drastycznych antypolskich wyskoków zebranych tam żydów. Jak i tego, że nauczycielka szkoły żydowskiej przyprowadziła tam
grupkę żydowskich dzieci i wyjasniała im, jacy to straszni są ci Polacy!
181
-W tamtym czasie - mówi pani Leokadia – Jedwabne było małym miasteczkiem, składającym się z 12
ulic i dwóch rynk6w.
Przeważała ludność polska. Moja ulica, 11 Listopada, obecnie Sadowa, należała do ulic średniej