Wasilij huknął Francuza w głowę, nad lewym uchem, jego własnym pistoletem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- 187mo¿emy przyj¹æ jako zasadê, ¿e ka¿dy kraj wymieniony wœród owych affines le¿a³ na zewn¹trz granic tego pañstwa, jako jego „bok" (tatuœ] Kieruj¹c siê t¹ zasad¹,...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- I nagle, jakby zmysły postradał, porwał się z siedzenia i chwyciwszy w obie ręce chudego dryblasa, co kawę roznosił i węgle do fajek, począł głową jego tłuc o...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- klientów spośród ogółu klientów jego sklepu...
- Pomijaj¹c bardziej szczegó³ow¹ analizê procesu sekularyzacji, omówiony zostanie sam pluralizm, a tak¿e proces jego nasilania siê...
- 9 W książce tej termin „hitlerowski holokaust" odnosi się do wydarzeń historycznych, natomiast termin „holokaust" oznacza jego ideologiczne...
- WIANO ŒWIÊTEJ KINGI28Zaledwie trzynaœcie lat mia³ ksi¹¿ê Boles³aw, zwany póŸniej Wstydliwym, gdy panowie w jego imieniu rz¹dy sprawuj¹cy, postanowili mu ¿onê...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nogi mordercy zamieniły się w watę, z rany trysnęła krew. Taleniekow pociągnął nieprzytomne, zwiotczałe ciało kawałek korytarzem, po czym je puścił - upadło prostopadle do ściany, blokując przejście. Kiedy kierownik z lekarzem wyjdą z pokoju 213, powita ich kolejny nieoczekiwany widok. Panika wzrośnie i może on, Taleniekow, znów zyska trochę na czasie.
Winda po lewej, wezwana przez Francuza, już czekała. Wasilij pognał do niej, wskoczył do środka i nacisnął trójkę. Drzwi zaczynały się zamykać, kiedy z pokoju 213 na końcu korytarza wypadło dwóch podnieconych ludzi. Jednym z nich był kierownik; zobaczył Francuza leżącego w kałuży krwi na środku podłogi i krzyknął.
Scofield ściągnął kurtkę, czapkę, cisnął je w kąt i włożył marynarkę. Winda zatrzymała się na trzecim piętrze. Do środka weszła tęga pokojówka z kilkoma ręcznikami przerzuconymi przez ramię; skinęła Brayowi głową, ale nie zareagował, jedynie bacznie się jej przyglądał. Drzwi zasunęły się. Kiedy dojechali na czwarte piętro, pokojówka wysiadła. Bray szybko nacisnął szóste; szóste i ostatnie.
Jeśli to tylko było możliwe, chciał przynajmniej część tego szaleństwa zakończyć raz na zawsze. Nie zamierzał uciec z hotelu; gdyby uciekł, żyłby w niepewności, nie wiedząc, kiedy Taleniekow zastawi kolejną pułapkę. Rosjanin był tu gdzieś w pobliżu i w tej chwili tylko to liczyło się dla Braya.
Apartament pięćset pięć. Taki numer Taleniekow podał mu przez telefon; powiedział, że będzie czekać. Bray wątpił, żeby Rosjanin mówił prawdę; po co miałby ułatwiać wrogowi zadanie? Skupił się, usiłując sobie przypomnieć, czy przypadkiem numer pięćset pięć nie odpowiadał jakiemuś szyfrowi czy kodowi, ale nic mu nie przychodziło do głowy. Pięćset pięć.
Pięć - Zero - Pięć.
Pięć - Śmierć - Pięć?
Czekam na ciebie na piątym piętrze. Jeden z nas umrze.
Czyżby tylko o to chodziło? Czyżby Taleniekowa stać było tylko na powtórzenie wyzwania? Czy ego Rosjanina było tak wybujałe lub jego znużenie tak silne, że potrafił tylko wyznaczyć miejsce pojedynku?
Do jasnej cholery, załatwimy to raz na zawsze! Zaraz tam będę, Taleniekow! Może i jesteś dobry, ale gdzie ci tam równać się z człowiekiem zwanym Beowulf Agate!
Ego. Tak konieczne. Tak nużące.
Winda stanęła na szóstym piętrze. Bray wstrzymał oddech: do środka weszło dwóch elegancko ubranych mężczyzn. Mówili o interesach; tematem ich nudnej rozmowy były wyniki uzyskane przez firmę w ubiegłym roku. Obaj zerknęli nieprzychylnie na Braya; nie dziwił się. Nie ogolone policzki, przekrwione oczy. Przycisnął teczkę do piersi, unikając ich wzroku. Kiedy drzwi zaczęły się zamykać, postąpił do przodu, nie wyjmując drugiej ręki z kieszeni. - Przepraszam - mruknął. - To moje piętro.
Na długim korytarzu, cztery piętra nad apartamentem 211 i pokojem 213, nie było żywej duszy. Daleko na prawym końcu znajdowały się podwójne metalowe drzwi z okrągłymi szybkami. Za nimi mieściła się winda dla służby. Jedne skrzydło drzwi kołysało się; przed chwilą ktoś je musiał pchnąć. Scofield już miał wyciągać pistolet zza paska, kiedy za metalowymi drzwiami rozległ się brzęk talerzy. Po prostu służba usuwała brudne naczynia; gdyby skrył się tam morderca, nie czyniłby najmniejszego hałasu.
Na wprost, po lewej stronie korytarza, sprzątaczka skończyła porządkować pokój. Zatrzasnęła za sobą drzwi i pchając wózek, znużonym krokiem ruszyła do następnych.
Pięć-zero-pięć.
Pięć-śmierć-pięć.