wał swój triumf...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Zaistnienie filozofii jako dziedziny kultury narodowej, w której nacja wyra|a swój [wiatopogld, byBo mo|liwe, pojawiB si bowiem system okre[lonych poj i metod
- - A to oznacza, że albo Snaplaunce należy do spisku, albo wszyscy wiedzą, że często pożycza swój prom ważnym gościom...
- Pani Hunter regularnie co miesi¹c wystawia³a czeki za swój pobyt w klinice; bez mrugniêcia w³asnorêcznie wpisywa³a odpowiednie sumy, mimo ¿e czasami nawet...
- Ja wykorzystywałem swój czas na droczenie się z inżynierami, technikami, elektrykami i cholernie głupim delegatem związku zawodowego, który obstawał przy tym,...
- Nabonidus, trzęsąc się jak liść osiki, cofnął się i uchwyciwszy kurczowo ramię Conana zapytał szeptem:- Człowiecze, czy odważysz się wystawić swój...
- Inna autorka ma poczucie rozpoczynającej się starości, co zresztą staje się źródłem interesujących przemyśleń: „Uzmysłowiwszy sobie swój wiek, nagle...
- 304 czego posłowie porozumieli się z dowódcami wojsk Cezara i wszyscy wspólnie wysłali do Lucjusza poselstwo z żądaniem, by spór swój z Cezarem...
- Lecz Gardel ponad wszystko lubił bawić się na swój sposób, między swymi, w swoim kółku...
- Również Zala wydawała się przystosowywać na swój sposób do nowych warunków...
- szony był również, tym nade wszystko, że osiągnął swój cel...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Będzie znowu próbował mnie zabić. Obaj o tym wiemy. Może
nauczył się, że nie jest równym przeciwnikiem dla księcia Szczerego, może bę-
dzie respektował władzę starszego brata i pozycję jego małżonki. Wątpię jednak, by zostawił w spokoju mnie. Będę dla niego stanowił jeszcze jedną możliwość
uderzenia w ksiÄ™cia Szczerego. A kiedy przyjdzie do mnie, co zrobiÄ™? Nic! BÄ™dÄ™ siedziaÅ‚ przy kominku jak bezradny starzec i nie zrobiÄ™ nic! Wszystkie lata nauki stracone! Treningi z CzernidÅ‚em, ćwiczenia w piÅ›mie u Krzewiciela, nawet twoje wskazówki, opieka nad zwierzÄ™tami — wszystko stracone! Nic nie mogÄ™ robić.
Brus, jestem znowu tylko bękartem. Ktoś mi kiedyś powiedział, że królewskie
bÄ™karty żyjÄ… tak dÅ‚ugo, jak dÅ‚ugo sÄ… potrzebne! — WykrzyczaÅ‚em ostatnie sÅ‚owa, a przecież nawet w tym wÅ›ciekÅ‚ym wybuchu furii i rozpaczy nie wspomniaÅ‚em
sÅ‚owem o Cierniu, o nauce fachu skrytobójcy. W tej dziedzinie także byÅ‚em teraz bezużyteczny. Zawodowe tajemnice, sprawność dÅ‚oni, precyzyjne sposoby zabijania dotykiem, pracowite mieszanie trucizn — wszystko legÅ‚o w gruzach z winy
mojego własnego, drgającego ciała.
Brus słuchał w milczeniu.
Wreszcie straciłem oddech, mój gniew się wypalił. Siedziałem na łóżku dy-
sząc ciężko i zaciskając drżące zdradziecko dłonie.
— Czyli — odezwaÅ‚ siÄ™ spokojnie — nie wracamy do Koziej Twierdzy?
Zbił mnie z pantałyku.
— My?
— Moje życie należy do czÅ‚owieka, który nosi ten kolczyk. Wiąże siÄ™ z tym
długa historia, może któregoś dnia ci ją opowiem. Powinien był się znaleźć w grobie razem z księciem Rycerskim. Księżna Cierpliwa nie miała prawa ci go dać,
lecz o tym nie wie. Potraktowała go jak zwykły klejnocik i uznała, że do niej na-leży decyzja, czy go zatrzymać, czy ofiarować. . . Tak czy inaczej, teraz jest twój.
Gdzie ty pójdziesz, tam ja podążę za tobą.
UniosÅ‚em dÅ‚oÅ„ do ucha. ZaczÄ…Å‚em rozpinać kolczyk — drobny niebieski ka-
myk złapany w pajęczynę srebrnej siatki.
— Nie rób tego — rzekÅ‚ Brus cicho, lecz groźnie.
Opuściłem rękę, niezdolny zaprotestować. Dziwne mi się zdało, że czło-
wiek, który wychowywaÅ‚ mnie, porzucone dziecko, teraz skÅ‚adaÅ‚ swojÄ… przyszÅ‚ość w moje rÄ™ce. SiedziaÅ‚ przed kominkiem, skÄ…pany w taÅ„czÄ…cym blasku ognia. NiegdyÅ› wydawaÅ‚ mi siÄ™ prawdziwym olbrzymem — mrocznym i przerażajÄ…cym,
choć jednocześnie zapamiętałym moim obrońcą. Teraz chyba po raz pierwszy pa-
trzyÅ‚em na niego jak na zwykÅ‚ego czÅ‚owieka. Ciemne wÅ‚osy i oczy — powszech-
10
ne u ludzi, w których żyłach płynęła krew Zawyspiarzy. W tym byliśmy do siebie podobni. On jednak miał oczy brązowe, nie czarne, a nad kędzierzawą brodą na
policzkach wykwitÅ‚ mu od wiatru rumieniec — zdarzyli siÄ™ wiÄ™c w jego rodzie
przodkowie o jaśniejszej karnacji. Utykał na jedną nogę, w zimne dni nieco mocniej. Taka mu została pamiątka po dniu, kiedy ściągnął na siebie atak odyńca,
szarżującego na księcia Rycerskiego. I nie był tak wysoki, jak mi się zawsze wydawało. Jeśli mimo choroby miałbym nadal rosnąć, za rok, najdalej dwa będę od
niego wyższy. Nie był potężnie zbudowany, chociaż czuło się w nim siłę, a dotyczyło to zarówno ciała, jak i umysłu. Strach i respekt w Koziej Twierdzy budził
nie powierzchownością, ale wyjątkowo hardym usposobieniem. Kiedyś, gdy by-
łem jeszcze mały, zapytałem go, czy przegrał w życiu jakąś walkę. Akurat kiełznał
narowistego młodego ogiera. Jego twarz lśniła od potu, który spływał w ciemną
brodÄ™.
— Czy przegraÅ‚em walkÄ™? — powtórzyÅ‚, spoglÄ…dajÄ…c na mnie ponad Å›ciankÄ…
boksu. WyszczerzyÅ‚ zÄ™by, lÅ›niÄ…ce jak u wilka. — Walka nie jest skoÅ„czona, do-
póki nie wygrasz. Wystarczy, jeśli zapamiętasz tyle. I nieważne, co o tym sądzi przeciwnik. Albo koń.
Czy przypadkiem nie traktował wychowywania mnie jak walki, którą musiał
wygrać? Często mi powtarzał, że byłem ostatnim zadaniem, jakim obarczył go
książę Rycerski. Mój ojciec, okryty hańbą mojego istnienia, zrezygnował z praw do korony, ale oddał mnie pod opiekę zaufanemu słudze i nakazał wyprowadzić
na ludzi. Może Brus uważał, że nie wykonał jeszcze tego polecenia.
— Co powinienem zrobić twoim zdaniem? — zapytaÅ‚em pokornie. Ani pyta-
nie, ani pokora nie przyszły mi łatwo.
— Zdrowieć — odparÅ‚ po jakimÅ› czasie. — Dać sobie czas na wyzdrowienie.