Również Zala wydawała się przystosowywać na swój sposób do nowych warunków...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W pewien sposób cieszyła się, że Egwene oraz jej przyjaciółek tu nie ma, cieszyła się, że nie może widzieć ich twarzy, a na nich, być może, piętna...
- Windows), — podstawy routingu statycznego i dynamicznego, — podstawowa znajomość IOS oraz sposobu konfigurowania urządzeń Ci- sco,...
- Artyku 105 1 EgzAdmU wymienia sposoby sprzeday rzeczy zajtej w toku egzekucji z ruchomoci:1) sprzeda w drodze licytacji publicznej,2) sprzeda po cenie...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Polecenie traceroute zwykle jest wykorzystywane w ten sposób, jak polecenie ping – jako parametr należy podać nazwę hosta docelowego...
- bynajmniej jedynie o to, by wszyscy si bali, i bali si w ten sam sposb...
- jaki sposób w małej zbiorowości lokalnej obrotny przedsiębiorca bogaci się, inwestuje, uzależnia od siebie innych, prowadzi wystawny tryb życia, wchodzi do...
- Analiza ta wyjania nam rwnie, dlaczego poziom produkcji odpowiadajcy naturalnej stopie bezrobocia jest rwnoznaczny z potencjalnym poziomem produkcji danego...
- Żal, że dał się podkupić mojemu bratu i że w sposób typowy dla naszego rodzinnego konfliktu zaraz po złotych triumfach - Hary był pierwszy także ze sztafetą...
- Autorzy tego badania wysunęli przypuszczenie, że leki te mogły uniemożliwić pacjentom poleganie na sobie i zakłócić przebiegający w naturalny sposób proces...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Miejscowe panie nauczyły ją korzystać z pieca na drewno w sposób nie wywołujący niebezpieczeństwa oparzeń i nie niosący groźby spalenia całego domu. Pokazały jej, na czym polegają najważniejsze prace domowe. Ponieważ w tym upale i w tych warunkach nie można było niczego przechowywać, chodziła codziennie na rynek i nauczyła się nawet sztuki targowania. Zafascynowana była rękodziełem; ani jej świat, ani jej dotychczasowe doświadczenia nie przygotowały jej na możliwość wykonywania strojów od samego początku, na możliwość ich projektowania i szycia przez pojedyncze osoby na prostych maszynach, nie przygotowały jej na możliwość ręcznego wytwarzania ceramiki, na używanie koła garncarskiego, na ręczne jej ozdabianie i pokrywanie glazurą. Rzuceni nagle tysiące lat wstecz pod względem cywilizacyjnym odkryliśmy, że istnieją całe dziedziny sztuki poświęcone takim właśnie sprawom. Wytwory rękodzieła posiadały na dodatek ową szczególną jakość, której żadne – nawet najlepsze – maszynowe i masowe produkty dorównać nie mogły.
Moje obowiązki zajmowały mi znacznie więcej czasu niż przewidywałem, między innymi dlatego, iż obejmowały podróże do Firm, w celu sprawdzenia ich księgowości, zaplanowania przyszłości i takiego zapoznania się z ich działalnością, które umożliwiłoby dokonanie ewentualnych usprawnień. Pieniędzy nie mieliśmy zbyt dużo, bowiem konstrukcja tego systemu nie przewidywała raczej sytuacji, w której jedna osoba utrzymuje dwie. Zala, co trzeba jej oddać, rozwiązała ten problem ucząc się ręcznego tkactwa i wstępując do Cechu, którego członkowie tkali w skomplikowane wzory koce, kilimki, narzuty na łóżka i tym podobne, po czym sprzedawali je po ustalonej cenie temuż Cechowi. Cech, za pośrednictwem mojego biura, sprzedawał je na terenie całego Charona.
Ludzie byli przyjacielscy, otwarci i wyglądali na zadowolonych z życia, a my nie dawaliśmy im najmniejszego powodu do irytacji, szczególnie po tym, jak zobaczyliśmy kilku odmieńców. Łatwo było zauważyć tych nieszczęśników, tym bardziej że często powodziło im się całkiem nieźle i funkcjonowali w normalnym społeczeństwie, a nie poza nim. Większość z nich zakrywała się jak mogła, ale nie zawsze z najlepszym skutkiem. Bowiem w społeczeństwie tak dobrze chronionym przez „organizmy Wardena”, że nawet skaleczenia nie krwawiły i nie pozostawiały blizn i nawet amputowane członki odrastały, szpotawa stopa, uschnięte ramię, blizny na twarzy, czy jakiekolwiek inne deformacje były bardzo widoczne.
Świadomość, że wielu spośród mieszkańców miasteczka potrafiło rzucać przekleństwa i czary powodujące tego rodzaju oszpecenia nie była przyjemna, a fakt, że można je było kupić na rynku potęgował jedynie to nieprzyjemne uczucie. Pewna starsza kobieta handlująca nimi na małym straganie wyjaśniła mi, że dochody z ich sprzedaży są, co prawda, niższe niż z tkactwa, ale da się z nich wyżyć.
Odmieńcy, dla których moc miejscowych samouków nie była groźna (a zapewniano mnie o tym), przedstawiali sobą jeszcze bardziej niesamowity widok. W większości składali się oni z byłych czeli, którzy dokonali owych eksperymentów sami na sobie albo z jakichś psychologicznych powodów, albo przez pomyłkę albo też narazili się Kokulowi, czy komuś innemu, posiadającemu podobną do niego moc i umiejętności. Powiadano, iż Kokul był najpotężniejszym w tej okolicy, jednak każda z Firm miała własnego potężnego czarca powiększającego stale populację odmieńców, i ten, w przeciwieństwie do Kokula, jako pracownik Firmy, a nie rządu, często chętnie spełniał okrutne życzenia swego pracodawcy, z równą łatwością wymierzając nagrody, jak i kary. Bardzo chciałem poznać ową moc, ale nie miałem ani czasu, ani nauczyciela, przynajmniej na tym etapie rozgrywki.