- A to oznacza, że albo Snaplaunce należy do spisku, albo wszyscy wiedzą, że często pożycza swój prom ważnym gościom...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Najczęściej wolno ci tylko kopiować pliki z serwera, ale często możesz także kopiować własne pliki na serwer do specjalnie w tym celu utworzonego katalogu...
- maczugi i siekiery z krzemienia; jedni rozpalali ogie pod ogromnymkotem, inni gotowali roen, a wszyscy krzyczeli: "Jezuita! Jezuita!pomcimy si i podjemy...
- bynajmniej jedynie o to, by wszyscy si bali, i bali si w ten sam sposb...
- — Wszyscy będziemy sobie potrzebni, i to już niedługo — odparł tonem prze- powiedni Amerykanin...
- Idąc wzdłuż rzędów tych prowizorycznych łóżek, Harry naliczył osiemnastu pacjentów, z których wielu było niezbyt starannie opatrzonych, a wszyscy...
- Wszyscy przypomnieli sobie starą przepowiednię: kiedy dzikie zwierzęta pić będą z rzeki, zapanuje niesprawiedliwość i szczęście opuści kraj...
- Takiego wszyscy bardzo zawsze lubili, bo choć sam nie podpowiadał, umiał jednak zrobić hałas, wywrócić się z ławką, pomagał na wszystkie sposoby...
- Uciszenie skoro do swojej pełni doszło, i gdy wszyscy się spokojnie na siedzeniach swoich znaleźli, Redaktor w sposób następujący do rzeźbiarza...
- Zaistnienie filozofii jako dziedziny kultury narodowej, w ktrej nacja wyra|a swj [wiatopogld, byBo mo|liwe, pojawiB si bowiem system okre[lonych poj i metod
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Luke’owi nie podobał się ten scenariusz, a po minach Bena i Vestary poznał, że czują to samo.
- Tato, ile może nam zająć naprawa promu? I ile mieliśmy prowiantu?
- Dwudniową rację dla przeciętnie łakomego człowieka. A naprawa... nie wiem. Po
zachodzie słońca przejdziemy się do promu i ocenimy, jak się sprawy mają. Możemy
zaimprowizować jakieś grzejniki i podłączyć je do silnika. Mam tylko nadzieję, że sabotażyści zostawili narzędzia.
Luke nie musiał już dodawać tego, czego para nastolatków z pewnością była świadoma: że ludzie odpowiedzialni za tę dywersję doskonale wiedzieli, co robią. Tak, ich trójce udało się przetrwać atak Statku, ale nie wiadomo, jak długo będą teraz zdani na własne siły. Sabotażyści mogli wykorzystać ten czas, zbierając drochy albo pomagając Abeloth skorumpować Theran Nasłuchiwaczy. Lub też robiąc obie te rzeczy naraz.
Uświadomił sobie coś jeszcze.
- Chyba pozostała nam jeszcze jedna droga łączności, z której istnienia tamci nie zdają sobie sprawy.
Ben się ożywił.
- To znaczy?
- Komunikacja z tsilami.
ROZDZIAŁ 18
„Zrodzony w Ogniu”, przestrzeń Huttów
Grunel Ovin pomyślał, że na oko fregaty CC-7700 robiły ogromne wrażenie. Swoim
trójkątnym kształtem przywoływały wspomnienia o gwiezdnych niszczycielach, ale miały ostrzejsze dzioby i wyglądały groźniej od nich. Było to poniekąd złudzenie; ta fregata, ze swoim lekkim uzbrojeniem i opancerzeniem, wyposażona dodatkowo w generator studni grawitacyjnej pełniła głównie funkcję sił wsparcia, na przykład o wyznaczonej porze zajmując pozycję przy konkretnej trasie nadprzestrzennej i przechwytując wybrany statek.
Ale brak siły ogniowej nie miał wpływu na wygląd fregaty. Światła pozycyjne starzejącego się już okrętu floty Sojuszu Galaktycznego lśniły w ciemnościach kosmosu, przyćmiewając swoim blaskiem gwiazdy, a turbolasery rozbłyskiwały, wystrzeliwując salwy ostrzegawcze - jak na przykład wtedy, gdy zmusili transportowiec Grunela do zatrzymania się i złożenia broni.
W środku, zwłaszcza z perspektywy kabin więziennych, statek nie był już tak imponujący.
Podłóg i innych powierzchni nie utrzymywano w takiej czystości, jakiej wymagaliby co bardziej bezwzględni oficerowie floty Sojuszu. Załoga nie miała mundurów wyprasowanych na blachę.
Gdyby to Grunelowi zasalutowano w sposób, jaki tu był powszechny, jego podwładni doczekaliby się srogiej kary.
Przewodząc desperackiej ofensywie, zmierzającej do wyzwolenia zniewolonej kultury,
trzeba być zdyscyplinowanym, twardym i bezwzględnym. Grunel posiadał wszystkie te cechy.
Otuchy dodawał mu fakt, że żołnierze Sojuszu Galaktycznego, z którymi miał tutaj styczność, nie byli równie stanowczy jak jego podwładni. Trafi do więzienia... ale ruch przetrwa, a na jego czele stanie może brat Grunela. Kiedy urośnie w siłę, nawet bez niego osiągnie zwycięstwo.
Grunel wiedział, że podczas procesu będzie wyjątkowo dobrze prezentował się w
HoloWiadomościach - był potężnym Klatooinianinem o oliwkowej skórze, rozbudowanej
muskulaturze i surowej, nieco zwierzęcej twarzy, charakterystycznej dla tego gatunku. Może nie przysłuży się sprawie tak, jak by mógł... ale coś jednak zrobi.
Otworzyły się drzwi jego małej, szarej izolatki. Siedząc na swojej pryczy, zobaczył
smukłego, żywiołowego Falleena w mundurze kapitańskim i stojących za nim trzech strażników, którzy zniknęli mu z oczu, gdy drzwi się zasunęły.
Grunel znowu wbił wzrok w sufit.
- Jesteś moim adwokatem? - zainteresował się.
- Nie. Nazywani się kapitan Hunor. Chcę omówić otwierające się przed tobą możliwości.
Falleen usiadł na jedynym w celi krześle, patykowatej konstrukcji z durastalowych rurek.
- Wybieram tę, w której odchodzę wolny i niszczę waszą flotę.
- Ten wariant, niestety, nie jest dostępny.
Grunel posłał mu znużony uśmiech. Wiedział, że ludzie i rasy humanoidalne odbierały go jako coś w rodzaju zwierzęcia; twarze Klatooinian, zbliżone wyglądem do pyska psa bojowego -
choć od niego krótsze - potrafiły przerazić rasy o gładkich policzkach.
- Musi być panu przykro z tego powodu.
- Racja. Jestem rozdarty między zobowiązaniami wobec floty a powinnością względem
inteligentnych gatunków. I coraz bardziej skłaniam się ku tym drugim.
Zaintrygowany Grunel ponownie przeniósł na niego wzrok.
- A jak zamierza pan postąpić tym razem?
- Zabić pana... przy pańskiej współpracy. I nadać tej śmierci znaczenie.
Opuszczony ośrodek obróbki skalnej kości słoniowej, Nam Chorios
Po zapadnięciu zmroku, gdy przycichł wiatr, Luke, Ben i Vestara przenieśli się na prom TIE
i zabrali się do pracy.
Luke pozostawił młodym próbę przywrócenia promu do stanu funkcjonowania.
Dysponowali sporymi talentami technicznymi, a gdyby i one nie wystarczyły, zawsze mogli zawołać Luke’a.
On sam rozpoczął wspinaczkę po skałach w poszukiwaniu kryształów. Nie tych
zwyczajnych, a tych rezonujących Mocą. Tsilów.
Udało mu się znaleźć kilka wśród skomplikowanych, przypominających komin
kryształowych formacji, które niegdyś zbiorczo nazywano tsilami - zanim jeszcze zmieniło się znaczenie tego słowa. Potem zaczęło się ono odnosić do opartych na krzemie, inteligentnych form życia tej planety. Komin rezonował Mocą, sugerując, że wewnątrz znajdują się dwa lub trzy duszki; kolejny kryształ dostrzegł na zakurzonej ziemi, niecały metr od podstawy komina. Całą tę formację znalazł niedaleko promu. Teraz Luke przysiadł na ziemi ze skrzyżowanymi nogami i owinął się płaszczem. Nadal słyszał rozmowę Bena i Vestary.
Jak zwykle się kłócili.
- Trzeba mu przyznać, że jest skuteczny.
- Wcale nie jest, Ben... O kim mówisz?
- O sabotażyście. Wygląda na to, że podłączył kondensator o dużej mocy do elektroniki promu. Aktywował go długi sygnał nadany na oficjalnym kanale łączności władz portu. Gdy się podłączył, usmażył wszystkie obwody scalone i połowę instalacji elektrycznej. Przygotowanie tego trwało pewnie jakieś pięć minut... ale naprawa może zająć nawet całe tygodnie.