Nabonidus, trzęsąc się jak liść osiki, cofnął się i uchwyciwszy kurczowo ramię Conana zapytał szeptem:- Człowiecze, czy odważysz się wystawić swój...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- dzy koteriami, ciągłe walki o przywileje, ciągłe wydzierki i rwactwo, a to z powodu owej potrzeby rajskiego ptaka wy-pełniającej każdego człowieka...
- człowiek czuje siępewniejszy w lasach pełnych dzikiego zwierza aniżeli wWarszawie, „gdzie sądowe pałace, gdzie majestat, gdzie miejsce sejmowe”...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- – Czy jesteście w stanie podjąć długi marsz w tym deszczu?Młoda kobieta o całkiem ludzkim wyglądzie i człowiek – diabeł jęknęli...
- ponieważ dopóki nie będziemy wiedzieli więcej o tkwiących w człowieku siłach, nie możemy mieć nadziei, iż dowiemy się czegoś więcej o przyszłości i...
- bool move_uploaded_file (string filename, string destination)msqlZwraca dodatni identyfikator wyniku zapytania mSQL, lub False w przypadku wystpienia...
- Krzysztof przetarł palcami oczy i powtórzył bezdźwięcznym głosem: – Precz, precz, zabierzcie stąd tego człowieka...
- ““Zabij go, Tanneguy!”“ A teraz - de Giac roześmiał się konwulsyjnie - teraz ten człowiek, pod którego władzą było tyle prowincji, że można by nimi...
- RELIGIE ZBAWIENIATen typ religii jest zwizany z refleksj czowieka nad mierci i pragnieniem szczcia wiecznego...
- gołymi rękami orać stepy porośnięte kłującą trawą – do spółki z ogromnymi wołami, których jedno poruszenie może zabić człowieka...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Szybko! - syknął kapłan popychając Conana ku ścianie, za zasłonę. - Gdy nas odkryje, co nastąpi lada moment, ja i młodzieniec ściągniemy na siebie uwagę. Jeśli zdołasz, zatop swój nóż w jego plecach, kiedy będzie przebiegał obok ciebie. Ty, Murilo, pokaż mu się, a później uciekaj korytarzem. Mitra wie, że nie mamy nawet cienia nadziei na zwyciężenie Thaka w otwartej walce, ale i tak bylibyśmy zgubieni, wkrótce bowiem odnalazłby nas.
Murilo poczuł, jak krew uderza mu do głowy, ale szybko opanował się i zdecydowanym ruchem odsunął kotarę, na krok wychylając się z korytarza. Thak, buszujący właśnie po przeciwnej stronie komnaty, odwrócił się, spojrzał i skoczył w stronę Murila z grzmiącym rykiem. Szkarłatny kaptur zsunął mu się na plecy, odsłaniając czarną, niekształtną głowę; czarne łapy i tkanina habitu unurzane były w jaśniejszej czerwieni. Gdy tak szarżował w poprzek komnaty obnażywszy kły, wyglądał jak czarno-czerwony upiór, a krótkie, krzywe nogi zaskakująco lekko unosiły ogromne cielsko.
Murilo odwrócił się i śmignął w górę korytarza; choć strach dodał jeszcze chyżości jego nogom, kosmaty potwór już mu siedział na karku.
Gdy Thak mijał kotarę, Conan wystrzelił spoza niej, spadając na ramiona małpoluda i w tym samym momencie pogrążając puginał w jego plecach. Thak zawrzasnął przerażająco, a impet zwalił go z nóg; sczepieni przeciwnicy huknęli o podłogę, natychmiast tworząc wir splecionych w straszliwych zapasach członków, z trzaskiem kości przemieszczający się po komnacie.
Murilo spostrzegł, że barbarzyńca zacisnął nogi na torsie bestii i starając się utrzymać pozycję na jej plecach raz za razem zadawał ciosy puginałem. Thak usiłował tak przemieścić uwieszonego na swych plecach wroga, by ten znalazł się w zasięgu olbrzymich kłów, szczękających co chwila z dziką żądzą zmiażdżenia ciała napastnika. W huraganie ciosów, spowici w strzępy szkarłatnej szaty walczący przeciwnicy przetoczyli się korytarzem, a poruszali się tak szybko, iż Murilo, obawiając się, że mógłby porazić Conana, nie odważył się użyć krzesła, które zdążył schwycić.
Pomimo przewagi wynikającej z zaskoczenia i pierwszego chwytu Conana, pomimo czerwonej szaty omotującej członki małpoluda i krępującej przez to jego ruchy nadnaturalna siła Thaka zaczęła przeważać - wolno, lecz nieubłaganie przyciągał Cymmeryjczyka ku swej dyszącej żądzą mordu paszczęce.
Małpolud otrzymał już tyle ciosów, iż, równo obdzielone, mogłyby zabić tuzin ludzi. Puginał Conana raz za razem tonął w plecach, torsie i byczym karku krwawiącej już obficie z licznych ran bestii; gdyby jednak ostra stal nie sięgnęła lada chwila jakiegoś witalnego organu, nadludzka żywotność Thaka wystarczyłaby do rozszarpania Conana, a po nim dwóch jego towarzyszy. Cymmeryjczyk także walczył jak dzika bestia - w kompletnej ciszy, z rzadka tylko przerywanej sapnięciami z wysiłku; czarne pazury potwora darły ciało Conana, a stalowy uchwyt niekształtnych łap nieuchronnie przybliżał twarz barbarzyńcy do mierzących w jego gardło kłów.
Wtem Murilo dojrzał właściwy moment - skoczył, zamachnąwszy się krzesłem i z siłą wystarczającą do zmiażdżenia ludzkiej czaszki, uderzył. Ciężkie krzesło odbiło się od kosmatego łba, lecz zamroczony na ułamek sekundy potwór rozluźnił dusicielski uścisk, a wtedy dyszący i broczący krwią Conan zadał cios, pogrążając puginał aż po rękojeść w sercu bestii.
Konwulsyjny skurcz przebiegł ciało małpoluda; chciał jeszcze powstać z podłogi, ale zdążył tylko unieść się nieco, wytrzeszczył oczy i opadł bezwładnie, a członki jego zadrżały w ostatnim skurczu. Znieruchomiał.
Conan z wolna dźwignął się na nogi i zatoczył lekko; wierzchem dłoni otarł pot i krew zalewające mu oczy; krew kapała z jego palców i z puginału, a z ramion, ud i torsu ściekała cieniutkimi strużkami. Murilo doskoczył doń, by go podtrzymać, ale barbarzyńca odpędził go niecierpliwym gestem:
- Kiedy nie będę mógł ustać o własnych siłach, będzie to znak, że umieram - wymamrotał opuchniętymi wargami. - Ale puchar wina z chęcią bym wychylił.
Nabonidus wbił wzrok w leżącego sztywno Thaka, jak gdyby nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Czarny, odrażająco kosmaty potwór przedstawiał widok groteskowo-makabryczny: leżał spowity w strzępy szkarłatnej szaty, bardziej jednak ludzki niż zwierzęcy i to przydawało jego martwemu ciału szczególnego patosu.
Nawet Cymmeryjczyk uległ podobnemu wrażeniu, ozwał się bowiem przerywając ciszę:
- Pokonałem dziś człowieka, nie zwierzę; zaliczę go pomiędzy najmężniejszch spośród tych, których dusze wysłałem w krainę wiecznej ciemności, a moje kobiety będą śpiewać o nim pieśni.
Nabonidus schylił się i podniósł pęk kluczy na złotym łańcuchu, spadły one z szyi małpoluda podczas walki. Skinął na swych towarzyszy, by poszli za nim i poprowadził ich do komnaty. Tu Nabonidus otworzył jedne z drzwi i pierwszy wszedł do środka. Izba ta, podobnie jak inne, była rzęsiście oświetlona; Czerwony Kapłan wziął ze stołu flakon z winem i napełnił kryształowe puchary; gdy zaś jego goście łapczywie gasili pragnienie, rzekł:
- Cóż za noc mamy za sobą! Już prawie świta; co zamierzacie czynić?
- Jeśli dasz mi bandaże i resztę potrzebnych do tego rzeczy, opatrzę rany Conana - rzekł Murilo, na co Nabonidus skinął głową i ruszył w stronę wyjścia.
Jakaś ulotna zmiana w pochyleniu głowy kapłana zwróciła uwagę Murila...
Stojący w drzwiach Nabonidus odwrócił się nagle z odmienioną twarzą: oczy zalśniły mu triumfalnym blaskiem, a okrutne usta wykrzywił bezgłośny śmiech:
- Tacy sami łajdacy - w głosie brzmiała nuta drwiny. - Lecz nie tacy sami głupcy! Głupcem jesteś ty, Murilo!