U nas som zdrowi w hałupie, niemoze ino Jagnieska Bartkowej Maryny...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- — To niemożliwe, panie — przestraszył się Rizzett...
- Komisja Światowej Organizacji Zdrowia przeprowadziła badania w kilku klasztorach w Tybecie...
- • Propozycja Liddy'ego była bardzo kosztowna - wymagała 250 tysięcy dola rów w gotówce, o niemożliwym do wyśledzenia pochodzeniu...
- Jednake ze zdrowiem jej byo gorzej...
- Razi cie ludzko pycha? No boś sóm pysny? Razi cie ludzkie skąpstwo? No boś sóm skąpy...
- Mahomet nie miał najmniejszego zamiaru stworzyć dzieła literackiego...
- - Powiedziałem âźtakie jak stadnikiâ...
- Pewne typy właściwości, na przykład tablice, wymagają własnych edytorów właściwości...
- Faktycznie, celne pytanie — myśli Katarzyna...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Niek cię Bóg strzeże i Najświętsa Panna Ludźmirska. Twoja tu ostaję - Anna
38
SERIA TRZECIA 1898
OGRÓD LESBIJSKI
Noc księżycowa. Ogród pełen cienia,
gmach na kolumnach wykutych w marmurze, świateł szafiry, topazy i róże,
alabastrowe sale i przedsienia,
kwiaty w wazonach rżniętych w ametyście, kielichy z piany, ze szmaragdu liście.
Wśród świateł, kwiatów, wśród kolumn szeregu stoją posągi. Podstawy z marmuru
srebrniejącego mają blask lazuru.
Na ścian gładzonych kryształowym śniegu zwierciadła w jaspis oprawne je dwoją -
rzędem wśród kolumn nieruchome stoją.
I tylko zda się, że ich oczy żyją
i patrzą ciche, a pełne płomieni;
i tylko zda się, że się im rumieni
pierś i faluje pod wysmukłą szyją.
Rzędem wśród kolumn stoją nagie, czyste - -
o Afrodyto! o bóstwo świetliste!...
O Safo! Twoją ten ogród świątnicą!
Patrz! jakie cudne a potworne sploty!
Patrz! Marmurowy twój posąg spod groty
39
laurowej wielką spogląda źrenicą, a na twej harfy złotostrunnej struny
biją od świateł płomienie i łuny.
Kamiennym palcem uderz w harfę złotą:
niech zabrzmi pieśń... miłości pieśń... A owe ockną się białe bóstwa marmurowe
i żywym z sobą uściskiem się splotą...
Promienne bóstwa rozkoszy, zaklęte
w głaz, nieruchome, cudowne i święte.
O zejdź z marmurów twego postumentu,
Afrodis biała! zrzuć zazdrosne szaty!
Na bujną trawę między wonne kwiaty
zejdź safickiemu przypatrzeć się świętu -
Eros skrzydlaty, stanąwszy w podziwie,
zdumioną strzałę wstrzyma na cięciwie...
Zbudź się, łabędziu! podnieś skrzydła śnieżne, splot ramion poczuj, co jak miękkie fale objęły ciebie; te dłonie, co w szale
na barkach twoich zawisły lubieżne,
niechaj ci gładzą pióra; ta pierś biała pod twoją piersią niech drży, dyszy, pała...
Noc księżycowa. Z dala szumi morze
swoją pieśń cichą, wieczną i olbrzymią, kratery ogniem błyskają i dymią,
woń róż, jak obłok, zawisa w przestworze 40
i palm kopuły ciemne się kołyszą - -
cyt - jaką wszystko przepojone ciszą...
O SONECIE
Lubię sonetu trudną, misterną budowę:
zda mi się, że mi kawał marmuru odkuto, w którym swobodnie rzeźbić może moje dłuto w rozmiarach wiecznie jednych kształty coraz nowe.
Lubię te dźwięki pełne, szerokie, brązowe, brzmiące wiecznie tą samą melodyjną nutą, a w nieskończoną różność motywów rozsnutą, jak mgły na jednym niebie w przeróżną posnowę.
Lubię ten mały kościół, w którym jednak może olbrzymi Bóg się zmieścić, jak w potężnym tumie; lubię to górne, wąskie, naskalne wydroże, skąd runie, kto stóp pewnie położyć nie umie; lubię tę gwiazdę małą, co świeci jak zorze, dźwięk dzwonu, co nie głuchnie w huraganów szumie.
41
WĘDROWCY
Przez ogród idą pełen cudnych kwiatów,
na piersi twarze zadumane kłonią,
nie upajają się czarowną wonią
ani wieńcami stroją się szkarłatów.
Pojmują rozkosz barw i aromatów,
nęci ich ona, lecz nie sięgną po nią;
chwytają ciernie pokrwawioną dłonią
i liczą ślady bolesnych stygmatów.
Aż przed bramami stanąwszy ogrodu,
rzekną: „Otośmy, zaufani w Słowie,
drogę żywota przecierpieli całą,
wściekłego naszych żądz nie sycąc głodu -
otocz nas nagród obiecanych chwałą
Panie!...” Lecz jeśli nikt im nie odpowie?...
W KOŚCIELISKACH W NOCY
I
Cisza. Noc. Na zaćmioną dolinę Kościelisk idą z gór lasem zrosłych, z upłazów i jarów tajemnicze milczenia w mgławicach oparów wznoszących się po cichu z wodnych oparzelisk.
42
Głucho warczą strumienie po głazach swych ścielisk, las śpi. Na nieruchomą, czarną toń konarów padł, wschodząc przez wyrwany wśród wapieni parów, miesięcznego przedświatła srebrzysty obelisk.
Fosforyczną białością powlekły się ściany nagich, skrzesanych turni; wielka cieniu rzeka ogarnie je i niesie w mroku oceany.
Wszedł księżyc: na wierzchołku zaczepił się smreka, rozdarł się na olbrzymich dwóch gwiazd błyskawico i kiście świetlnych kolców wbił w nieba ciemnicę.
II
Jaka cisza! Jak dziwnie wyglądają drzewa - -
jaki dziwny szum wody - - coś, co niepokoi, snuje się po dolinie, wśród gęstwin się roi - -
lęk ciche mgły swych skrzydeł w powietrzu rozwiewa..
Jakie dziwne niewidny księżyc światło zlewa - -
jaki dziwny, posępny, wielki cień tam stoi -
zda się, widmo u groty głębokich podwoi - -
jak dziwnych głosów echo skądś wśród gór pobrzmiewa...
Zda się, że coś zawodzi, skowyczy i płacze -
cicho!... jaki dreszcz szybko przemknął się gęstwiną -
gdzieś w lesie zajęczały ponuro puchacze...
43
Tu - mogiła pod stosem chrustu i smreczyną -
zwierzę jakieś ze stosu w ciemną gęstwę skacze - -
jaki dziwny czar idzie Kościelisk doliną...
DANAE TYCJANA
Na miękkim puchu białego posłania
promienna cała od słońca pozłoty,
Danae, Zeusa spragniona pieszczoty,
z osłon swe ciało dziewicze odsłania.
Z niebios się ku niej świetlny obłok słania i nagle deszcz zeń na nią spada złoty:
to bóg, miłosnej czując żar tęsknoty,
zwisł nad cichego pełną pożądania.
Nagie jej ciało widzi i błękitu
jej wielkich cudnych źrenic blask przymglony, senny, wśród boskiej rozkoszy zachwytu.
Przed złotym deszczem, od słonecznej strony, u stóp jej białych, podobny do świtu,
gdy dnieje: Amor uchodzi spłoniony.
VIRGINI INTACTAE
Ust twych więc usta nie tknęły niczyje?
Nikt nie uścisnął twojej drżącej ręki?
44
Nikt się nie oplótł w twoich włosów pęki ani się wessał w twoją białą szyję?
Nikt się nie wsłuchał, jak twe serce bije, jak omdlewają słów błękitne dźwięki,
a ciała twego kształt smukły i miękki
zdrój tylko widział i wodne lilije?
I nigdy dumne to królewskie ciało
w niczyich ramion uścisku nie drżało?
Pragnienie twoje jest jak blask o wschodzie?
Nigdy w tych oczu słonecznym ogrodzie
nie trysła rozkosz kwiatami złotem! ?
Pójdź! Tyś jest szczęściem najwyższym na ziemi!
DYSKOBOL
Tłum widzów. On spokojnym wzrokiem metę mierzy - -
wyprostował się, ramion wiązanie natężył, głowę wzniósł, stopy w ziemię wrył, nogi naprężył, w ręce trzyma dysk krągły - - wstał pierwszy z szermierzy.
Jeszcze chwila - kołysze dysk, zanim uderzy -
wysunął lewe ramię, biodra, zda się, zwężył, na prawej nodze całym ciężarem zaciężył -
rzuci - i laur zdobędzie znów na skronie świeży.
45