Telefon zaterkotał ponownie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- dobiegÅ‚ do jej wytężonego sÅ‚uchu — cichy jak brzÄ™czenie komara daleki dzwonek, za chwilÄ™ ponowny • dzwonek, już bliżej, potem stukot...
- Farmer usiadł ponownie na kamieniu, zgarbiony i przybity...
- tak swobodnie jak dawniej...
- noc z pięciominutowymi odpoczynkami co pół godziny, o kilku łykach wody...
- Czarodziejka uspokajała ją zaklęciami i eliksirami, usypiała, tuląc i kołysząc w ramionach...
- — Tylko trzeba coÅ› kupić...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
- 5690 5 14 36...
- Gdy Helikopter podszedł do drzwi Michela i zapukał, Hans zerknął znad studzienki...
- Patrzyła uważnie na mnicha, lecz tym razem na jego twarzy widziała tylko szczery wyraz troski...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jeśli nie odpowie, nie dowie się, o co chodzi, a to znacznie groźniejsze niż fakt, że go wyśledzono. W końcu wciąż trzyma w rękach karty, którymi może grać. A przynajmniej dać tak do zrozumienia matarezowcom. Podniósł słuchawkę.
- SÅ‚ucham?
- Pokój dwieście dwanaście?
- O co chodzi?
- Mówi dyrektor hotelu, proszę pana. To nic wielkiego, ale telefonistka z centrali międzynarodowej, co całkiem naturalne, podawała naszej recepcji sumy za pańskie zagraniczne rozmowy. Ponieważ, jak wiemy, nie używa pan karty kredytowej, zapewne woli pan, aby dopisać je do pańskiego rachunku. Pomyśleliśmy, że chciałby pan wiedzieć, że opłata wynosi obecnie ponad trzysta dolarów.
Scofield spojrzał na uszczuploną butelkę whisky. Niedowiarstwo Jankesów nie zmieni się do końca świata, a potem księgowi z Nowej Anglii wytoczą Panu Bogu proces.
- Może zechce pan przyjść do mnie osobiście, to od razu wszystko ureguluję. Gotówką.
- Och nie, nie. To wcale niepotrzebne, proszę pana. Właściwie jestem już w domu, nie w hotelu - umilkł zakłopotany. - Myśleliśmy tylko...
- Dziękuję za informację - przerwał Bray, odkładając słuchawkę i wracając do stołu do butelki whisky.
Pięć minut później był gotów; czując, jak ogarnia go lodowaty spokój, usiadł przy telefonie. Słowa same się znajdą, podyktowane wypełniającą go wściekłością; nie potrzebował się zastanawiać, co powie. Musiał jednak zastanowić się nad kolejnością. Szantaż, kompromis, ustępstwo, wymiana. Ktoś z organizacji chciał z nim rozmawiać i zwerbować go dla najoczywistszych w świecie powodów; da więc temu komuś - kimkolwiek był - szansę. Była to część wymiany, wstęp do ucieczki. Ale pierwszy krok na linie zrobi nie Beowulf Agate, lecz syn pasterza.
Wziął słuchawkę; trzydzieści sekund później usłyszał słynny głos o wyraźnym bostońskim akcencie, który tak wielu przypominał pewnego młodego prezydenta zabitego w Dallas.
- Halo? Halo? - Senator został zerwany z łóżka, słychać to było w jego zaspanym głosie. - Kto mówi, na miłość boską?
- W szwajcarskiej wiosce Col du Pillon jest pewien grób. Jeśli w złożonej tam trumnie znajduje się ciało, to nie należy ono do mężczyzny, którego nazwisko widnieje na nagrobku.
Mężczyzna po drugiej stronie wciągnął ze świstem powietrze i zaniemówił; krzyk uwiązł mu w gardle.
- Kto...? - Senator był w szoku, nie mógł sformułować pytania.
- Nie musisz nic mówić, Julianie...
- Dość! - krzyk oswobodził się z krtani.
- Dobrze, bez nazwisk. Wie pan, kim jestem. Jeśli nie, to znaczy, że pasterz nienależycie informuje swego syna.
- Nie będę tego słuchał!
- Owszem, będzie pan, senatorze. Słuchawka telefoniczna jest przyrośnięta do pana ręki; musi pan słuchać, czy pan chce, czy nie. Niech więc pan słucha. Jedenastego listopada tysiąc dziewięćset czterdziestego trzeciego roku, pan i pański bliski przyjaciel poszliście do tego samego dentysty na Main Street w Andover. Zrobiono panu wtedy rentgena. - Scofield umilkł dokładnie na sekundę. - Mam te zdjęcia, senatorze. Pański sekretariat może to sprawdzić jutro rano. Może także sprawdzić, że wczoraj goniec z Wydziału Rozliczeń wziął zestaw nowszych zdjęć od pańskiego obecnego dentysty w Waszyngtonie. W końcu, jeśli ma pan ochotę, może też sprawdzić w przechowalni zdjęć w szpitalu stanowym w Massachusetts. Przekonacie się, że klisza ze zdjęciem przednich zębów sprzed dwudziestu pięciu lat znikła z kartoteki Appletona. Wszystkie są w moim posiadaniu.
Na linii dal się słyszeć cichy żałosny jęk, lament bez słów.
- Niech pan słucha dalej, senatorze - kontynuował Bray. - Nie wszystko stracone. Jeśli dziewczyna żyje, ma pan jeszcze szansę, jeśli nie, to nie ma pan. Co zaś do Rosjanina, jeżeli ma zginąć, to z mojej ręki. Myślę, że wie pan, dlaczego. Jak więc pan widzi, może uda nam się dojść do porozumienia. Mogę zapomnieć o tym, co wiem. Wasze poczynania to nie moja sprawa, już nie. Osiągnęliście, co chcecie, a ludzie tacy jak ja zwykle kończą, pracując dla takich jak wy; tak to już jest. W końcu, niewielka między nami różnica. Jakby nie spojrzeć. - Scofield zamilkł; przynęta była aż nadto rzucająca się w oczy, czyją połknie?
Połknął; ochrypłym szeptem złożył próbną propozycję: