— Tylko trzeba coÅ› kupić...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProszÄ™ pani, jeÅ›li pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy PięćdziesiÄ…tej PiÄ…tej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Tak wiÄ™c nie można też ustalić, czy pewne rodzaje literackie uksztaÅ‚towaÅ‚y siÄ™ raczej pod naciskiem zjawisk realnych, czy raczej — norm kulturowych jako...
- dobiegÅ‚ do jej wytężonego sÅ‚uchu — cichy jak brzÄ™czenie komara daleki dzwonek, za chwilÄ™ ponowny • dzwonek, już bliżej, potem stukot...
- Niemniej obawiaÅ‚em siÄ™ wyjść z lasu — choć skÄ…dinÄ…d byÅ‚o oczywiste, że prÄ™dzej albo później wyjść muszÄ™...
- par³ margraf — ale nie jeno przeto, jeno ¿e przez Odrê³acniej siê przeprawiæ, w górnym biegu...
- ciekawe i co mnie osobiÅ›cie bardzo zaskoczyÅ‚o — zdaÅ‚em sobie spra- wÄ™, że czasami pracujÄ…c mniej i krócej, można byÅ‚o zrobić wiÄ™cej, niż...
- le jest potrzebny), niedostÄ™pnej dla użytkowników i przeznaczonej wy- Å‚Ä…cznie na potrzeby administratora, — skonfigurowanie portów...
- wyreperowaÅ‚ dach i Å›ciany, wybiÅ‚ otwory i wstawiÅ‚ okna, żeby byÅ‚ przewiew — zmieniÅ‚ caÅ‚e pomieszczenie tak, że wyglÄ…daÅ‚o prawie jak mieszkanie...
- — Od dawna panowaÅ‚o przekonanie, że rzeka Nil wypÅ‚ywa z wielkich jezior leżących u stóp Gór Księżycowych[46]...
- mogÅ‚a umknąć uwagi czatowników pilnujÄ…cych granicy — i niepostrzeżenie prze- dostać siÄ™ w gÅ‚Ä…b terenów Armektu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
No nic, to po drodze… Bubel istotnie już się rwał do odwiedzin, aczkolwiek przyjechał zaledwie przed godziną. Niepewna sytuacji Krystyna z całej siły próbowała go zatrzymać, przyjąwszy do wiadomości suchy komunikat, że tym razem przywiózł ze sobą dwie pary spodni. Karpiowski ją wspomagał, Bubel wymykał im się z rąk, na szczęście pojawiła się Elżbieta i sprawę rozstrzygnięto w pięć minut. Jadą wszyscy, tyle że wciąż jeszcze bez Krystyny. Bubel nie wydawał się zadowolony, ale uległ przemocy, we czworo zmieścili się w jednym samochodzie. Tadzio swojego na wszelki wypadek wolał nie brać.
Zostali wpuszczeni nawet bez długiego oczekiwania, Elżbieta zrezygnowała z wypatrywania dzieci, a Bubel rzucił się do całowania rączek.
— ProszÄ™, proszÄ™ — zachÄ™ciÅ‚a dość Å‚askawie pani Bogusia, zÅ‚ym okiem Å‚ypiÄ…c na pasierba. — Elżuni moje pierożki siÄ™ podobaÅ‚y, może teraz kotlecików spróbuje? ProszÄ™ siadać, proszÄ™.
Bubel wyciągnął butelkę wina, Elżbieta lody. Zaofiarowała się z pomocą. Pani Bogusia nawet i bez żadnej pomocy umiała zastawić stół w tempie imponującym, świeżutko usmażone kotleciki były jeszcze gorące, prawie skwierczały. Tadzio stanowił na razie jakby zgęszczone powietrze, z obowiązku obdarzone talerzem i sztućcami.
WyjÄ…Å‚ Bublowi z ust pierwszy wznoszony toast.
— Pani raczy pozwolić — rzekÅ‚ z naciskiem i odrobinÄ™ Å›ciszyÅ‚ gÅ‚os, bo te wstÄ™pne sÅ‚owa zabrzmiaÅ‚y nieco zbyt potężnie. — Ja tu przyszedÅ‚em specjalnie w licznym towarzystwie, sami znajomi, żeby przy Å›wiadkach zÅ‚ożyć oÅ›wiadczenie.
Pani Bogusia zamarła z kieliszkiem w dłoni, a na oblicze jej zaczął wypływać rumieniec gniewu. Otworzyła usta, ale natchniony Tadzio nie dopuścił jej do głosu.
— Å»eby nie byÅ‚o żadnych wÄ…tpliwoÅ›ci. Otóż chcÄ™ powiedzieć i zobowiÄ…zać siÄ™ uroczyÅ›cie. UmarÅ‚ mój ojciec, a tu byÅ‚ jego dom, jego żona i dzieci, i ja do żadnych spadków po nim najmniejszych pretensji nie mam. JeÅ›li trzeba i jeÅ›li pani sobie życzy, mogÄ™ to dać na piÅ›mie, a tu mamy raz, dwa, trzy… troje Å›wiadków peÅ‚noletnich i na razie jeszcze caÅ‚kowicie trzeźwych. Ani do części domu, ani do absolutnie żadnych pieniÄ™dzy, ani w ogóle do niczego siÄ™ nie poczuwam, nic mnie nie dotyczy i niczego nie chcÄ™. Samochodem ojca jeżdżę, zwrócÄ™ go w każdej chwili, w razie sprzedaży pieniÄ…dze należą do pani, ale dużo tego nie bÄ™dzie, bo to zÅ‚om, już sprawdziÅ‚em…
Pani Bogusia też była zdania, że to złom i samochód jej zbytnio nie wzruszył. Zastygła w fazie połowicznego gniewu.
— Jedno mam tylko życzenie — kontynuowaÅ‚ Tadzio.
— ChciaÅ‚bym dostać pamiÄ…tki po ojcu, takie rzeczy, które i tak by zostaÅ‚y wyrzucone, niepotrzebne i bezwartoÅ›ciowe, a dla mnie cenne uczuciowo. Na przykÅ‚ad guziki…
— Co…?! — wyrwaÅ‚o siÄ™ osÅ‚upiaÅ‚emu Bublowi. który nie zostaÅ‚ wtajemniczony w dodatkowe aspekty wizyty.
— Guziki — powtórzyÅ‚ Tadzio, znów z naciskiem.
— Dziadek zbieraÅ‚, ojciec też, metalowe przeważnie. I tym podobne. Stare atlasy, stare sÅ‚owniki. ChcÄ™ uprzejmie prosić, żeby pani, zamiast wyrzucić, mnie to oddaÅ‚a, bo coÅ› po ojcu czÅ‚owiek chciaÅ‚by mieć, a bogacić siÄ™ na tym nie zamierzam. No, jest jeszcze jedno, a wiem, że pani tego nie lubi i aż siÄ™ bojÄ™ napomknąć, ale też chÄ™tnie zabiorÄ™, no dobrze, już powiem. WÄ™dki. I nic wiÄ™cej, bo ja jestem dorosÅ‚y i dajÄ™ sobie radÄ™, a wszystko po ojcu należy siÄ™ jego żonie i mÅ‚odszym dzieciom. Raz to chcÄ™ wyraźnie powiedzieć, wiążąco, żeby mnie pani nie musiaÅ‚a uważać za pijawkÄ™ i wroga, bo jeszcze poczytujÄ™ sobie za obowiÄ…zek zrobić wszystko, czego ojciec nie zdążyÅ‚. Chociażby drzwi od szafy i parÄ™ innych drobnostek. PaÅ„stwa za Å›wiadków biorÄ™. To wszystko. Zdrowie pani i mojego rodzeÅ„stwa!
Pani Bogusia słuchała w milczeniu i przemówienie stopniowo zaczynało jej się wydawać równie głupie, jak korzystne. Mimo woli wzrokiem sprawdziła, czy naprawdę ma świadków, spływało na nią ukojenie, wciąż jeszcze połączone z nieufnością, bo czy to możliwe, żeby ktoś się dobrowolnie mienia wyrzekał? To kretyn jakiś, ten Tadzio, nie złoczyńca żaden, tylko zwyczajny półgłówek, ale, prawdę mówiąc, do Seweryna w tym podobny, więc może prawdę mówi?