noc z pięciominutowymi odpoczynkami co pół godziny, o kilku łykach wody...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Prośba o pomoc, która czekała tysiąc lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
- John chodził po nierównym stożku przez ponad godzinę, co chwila przestawiając dwuobiektywowe soczewki w szybce hełmu na coraz dłuższe okresy, aby spenetrować...
- hłasko marek, dom mojej matki (rtf)Chodziłem czasem na przedmieście i wałęsałem się godzinami po piaszczystych i krzywych uliczkach, gdzie przycupnęły...
- Szczegowa relacja o ostatnich godzinach Hitlera w bunkrze w dniu 30 kwietnia 1945 roku pochodzi od jego kierowcy Ericha Kempki...
- Podszed wprost do Nataszy wpatrujc si w ni uporczywie i powiedzia:- Moja wizyta u pani o tej godzinie i bez zapowiedzi jest do dziwna i przekracza granice...
- do apteki, wykupuje receptę i postępuje zgodnie z instrukcjami lekarza, na przykład: “zażywać dwie tabletki co cztery godziny"...
- Ale teraz, gdy upłynęła jedna godzina, druga i trzecia, sił tych ubywało za każdym krokiem...
- interesy,stanowisko lub zatrudnienie ka opuszcza dom o staych godzinach i na okrelonyprzecig czasu...
- W morzu tym spędzałem często długie godziny, zupełnie bezczynnie pozwalając się w nim po prostu unosić...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
„Czterysta kilometrów”, pomyślała. „To nie jest moŜliwe. śaden człowiek by
tego nie zniósł. To zabije ich obu”.
Niedługo przed świtem z lasu wyłonił się Matatu i powiedział coś szeptem
Seanowi.
– Znalazł sadzawkę jakieś trzy, cztery kilometry stąd – wytłumaczył im Sean. –
Job, dasz radę?
Słońce juŜ wstało i oświetlało korony drzew. Upał się wzmagał szybko, osiągając
temperaturę pieca hutniczego. Kiedy Job zemdlał i zawisł na plecach Seana,
napierając całym cięŜarem na pasy, znajdowali się ponad kilometr od sadzawki.
Sean połoŜył go na ziemi i usiadł obok. Był tak zmęczony, Ŝe przez kilka minut
nie miał siły, Ŝeby cokolwiek powiedzieć czy się poruszyć.
– Przynajmniej znalazłeś dobre miejsce, Ŝeby zemdleć – pogratulował Jobowi
chrapliwym szeptem. Znajdowali się w kępie wysokich i gęstych krzaków, które
zapewniały im odrobinę chłodu i schronienie na resztę dnia.
Zrobili materac dla Joba ze ściętej trawy i przenieśli go w cień. Ranny był tylko
na wpół przytomny, jego szept niewyraźny, a spojrzenie lekko błędne. Claudia
próbowała go nakarmić, ale Job tylko odwrócił głowę. Kiedy Matatu i Alphonso
wrócili znad sadzawki z napełnionymi menaŜkami, łapczywie napił się wody i
ponownie zemdlał. Grupa musiała przeczekać upał dnia w cieniu krzaków.
Sean leŜał w objęciach Claudii, która przyzwyczaiła się juŜ, Ŝe zasypiają spleceni ze sobą. Czuła, Ŝe Sean jest u kresu sił. Nigdy by nie podejrzewała, Ŝe moŜe być aŜ
tak zmordowany, Ŝe nawet jego siła, która według Claudii była niewyczerpana, ma
swoje granice.
Kiedy obudziła się po południu, spał obok niej jak zabity i dziewczyna zaczęła z
czułością mu się przyglądać. Brodę miał juŜ długą, kręconą i Claudia wypatrzyła w
niej dwa siwe włosy. Twarz była wymizerowana, wszystek tłuszcz został dawno
spalony, a na skórze pojawiły się linie i zmarszczki, których wcześniej nie zauwaŜyła.
Przyglądała im się teraz uwaŜnie, jakby to było nie znane jej pismo klinowe na
tabliczkach, których nie moŜe odczytać. „O BoŜe, jak ja go kocham”, pomyślała,
zdumiona głębią swoich uczuć. Był opalony na kolor ciemnego mahoniu, a jednak
ciało zachowało połysk i jędrność niczym dobra skóra na buty, znoszona, ale
polerowana z troską przez wiele lat „jak buty do polo tatusia”. Uśmiechnęła się z
porównania, ale po chwili wydało jej się trafne. Często widziała, jak ojciec z
czułością nakłada na buty tłuszcz garbarski i poleruje je do połysku gołymi rękami.
– Buty! – szepnęła. – To imię najbardziej do ciebie pasuje – powiedziała
śpiącemu Seanowi i przypomniała sobie, jak buty ojca załamywały się i marszczyły w kostkach, kiedy wkładał nogę w strzemię. Niemal równie delikatnie jak jedwab. –
Marszczyły się dokładnie jak ty, mój kochany bucie. – Uśmiechnęła się i pocałowała delikatnie w czoło, Ŝeby go nie obudzić.
Uświadomiła sobie nagle, do jakiego stopnia pamięć ojca związała się z
człowiekiem, który leŜał w jej ramionach niczym dziecko. Obaj męŜczyźni zdawali
się mieć jedno ciało i mogła skupić całą swoją miłość w jednym miejscu. Przesunęła ostroŜnie głowę Seana tak, Ŝe oparła się o jej ramię. Mogła teraz zanurzyć palce w jego gęstych lokach. Zaczęła go bardzo wolno kołysać.
Do tej pory Sean zdołał wzbudzić w niej wszystkie moŜliwe uczucia, od gniewu
do poŜądania, oprócz czułości. Teraz jej uczucia były juŜ pełne.
– Moje kochanie – szepnęła czule niczym matka. Pierwszy raz czuła, Ŝe naprawdę
do niej naleŜy.
Cichy jęk zakłócił jej nieśmiałe marzenia i Claudia podniosła głowę, Ŝeby
spojrzeć na Joba odpoczywającego pod pobliskim krzakiem. Ranny leŜał jednak
nieruchomo z zamkniętymi oczami.
Claudia zaczęła myśleć o obu męŜczyznach i ich wzajemnym stosunku.
Wiedziała dobrze, Ŝe nie ma szans dzielenia z nimi ich męskiego uczucia. Powinna
czuć zazdrość, ale w jakiś niewytłumaczalny sposób dawało jej to raczej poczucie
bezpieczeństwa. Jeśli Sean potrafił być tak pełen poświęcenia i oddany w uczuciach do innego męŜczyzny, mogła mieć nadzieję, Ŝe wykaŜe podobną stałość w innym,
bardziej intymnym i silniejszym uczuciu do niej.
Job znowu jęknął i zaczął niespokojnie poruszać kończynami. Claudia
westchnęła. OstroŜnie zdjęła głowę Seana z ramienia. Wstała z ziemi i podeszła do
Joba.
Nad zakrwawionym bandaŜem unosiła się brzęcząca chmura metalicznozielonych
much. Siadały na wilgotnym opatrunku i zanurzały długie trąbki języków w słodkiej
cieczy, pocierając przednimi nogami o siebie. Claudia zobaczyła, Ŝe zdąŜyły juŜ
złoŜyć malutkie białe jajeczka w załamaniach przesiąkniętego krwią bandaŜa. Z
okrzykiem wstrętu odgoniła je kilkoma machnięciami dłoni i zaczęła wyskrobywać
wstrętny biały ryŜ jajeczek z materiału.
Nagle Job otworzył oczy i spojrzał na nią. Claudia zobaczyła, Ŝe jest zupełnie
przytomny, i posłała mu pokrzepiający uśmiech.
– Chciałbyś się napić?
– Nie. – Jego głos był tak wątły, Ŝe musiała się nachylić, Ŝeby go zrozumieć. –
Musisz go do tego nakłonić – powiedział.
– Kogo? Seana? – zapytała i Job skinął głową.
– Nie pociągnie tak długo. On się zwyczajnie zabija. Bez niego nikt z was nie
przeŜyje. Musisz go nakłonić, Ŝeby mnie tu zostawił. – Claudia zaczęła kręcić głową, zanim jeszcze skończył mówić.
– Nie – odpowiedziała zdecydowanie. – Nigdy tego nie zrobi, a ja bym mu na to
nie pozwoliła, nawet gdyby chciał. Nie ma mowy, Ŝebyśmy cię zostawili. – Dotknęła
delikatnie jego ramienia. – Więc jak, masz ochotę na łyk wody? – Job zamknął oczy, zbyt słaby, Ŝeby się dalej wykłócać. Podobnie jak Sean stracił wszystkie siły w ciągu ostatnich kilku godzin. Claudia usiadła przy mm, odpędzając muchy liściem
palmowym, patrząc jak słońce wolno zniŜa się nad horyzontem.
W chłodzie wieczora Sean poruszył się niespokojnie i usiadł. Od razu był
przytomny. Szybkim spojrzeniem zlustrował otoczenie. Sen wzmocnił go widocznie.
– Jak się czuje? – zapytał, a kiedy Claudia potrząsnęła głową, przykucnął obok
niej.
– Niedługo będziemy musieli podnieść go i ruszać w drogę.
– Daj mu jeszcze parę minut – poprosiła Claudia. Po chwili dodała rozmarzonym
głosem: – Wiesz, o czym myślałam siedząc tutaj?
– Powiedz mi – poprosił i otoczył ją ramieniem.
– Myślałam o tej sadzawce przed nami. Marzyłam o tym, Ŝeby polać się wodą,
uprać ubranie i pozbyć się tego smrodu.
– Słyszałaś o Napoleonie? – zapytał Sean.
– Napoleon? – Claudia zrobiła zdziwioną minę. – A co on ma wspólnego z
kąpielą?