sekundnika
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Proszę pani, jeśli pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy Pięćdziesiątej Piątej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- W gruncie rzeczy magicy i ich – uczniowie stanowili rodzaj policji...
- Rozdział 50Mary zmarła o poranku...
- zmodyfikowanego automatu...
- entgegengetreten wird, und gar mit Erfolg, dann muĂź, wie gesagt, wenigstens dieser angezweifelt und herunter {451 Energielosigkeit des BĂźrgertums}...
- 810 Popiel h...
- różnice związane z płcią stają się jeszcze wyraźniejsze wśród 75-latków i starszych osób...
- Przecinanie
- — Tyś nas wtedy okłamał...
- 3 Zob...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
W lewej górnej kieszeni kombinezonu miał cztery ampułki zastrzyków, w pra-
wej — płasko sprasowane tabletki koncentratu odżywczego, a kieszenie nakolan-
ników wypełniały drobne instrumenty: wskaźnik promieniowania, mały czujnik
magnetyczny, kompas i mikrofotogrametryczna mapa terenu, nie większa od kart-
ki pocztowej, którą trzeba było oglądać przez silną lupę. Opasany był poszóstnym zwojem najcieńszej liny plastykowej, a całą jego odzież praktycznie pozbawiono wszelkich metalowych części. Siatki drucików, skrytej we włosach, nie czuł wcale — chyba że umyślnie poruszał skórą głowy; nie czuł też obecności krążącego w niej prądu, ale mógł skontrolować działanie mikronadajnika, wszytego w koł-
nierz, przyłożywszy do tego miejsca palec: ów twardy cylinderek tykał bowiem
miarowo, i można było ten puls wyczuć dotykiem.
Na wschodzie stała czerwona smuga i wiatr budził się już, podcinając piasz-
czyste szczyty wydm. Stanowiąca kres horyzontu niska piła krateru zdawała się z wolna topnieć w przyborze czerwieni. Rohan podniósł głowę: miał być pozbawiony dwustronnej łączności ze statkiem, bo działający nadajnik natychmiast zdradziłby jego obecność. Ale w uchu jego tkwił nie większy od pestki aparacik odbiorczy; „Niezwyciężony” mógł — przynajmniej do czasu — posyłać mu swoje sygnały. Teraz właśnie aparacik przemówił, i było to prawie, jakby odezwał się głos wewnątrz jego głowy.
— Uwaga, Rohan. Tu Horpach. . . czujniki dziobowe notują wzrost aktyw-
ności magnetycznej. Prawdopodobnie łaziki są już pod chmurą. . . wysyłam son-
dę. . .
Rohan patrzał w przejaśniające się niebo. Nie dostrzegł samego startu rakiety, która wzbiła się nagle, pionowo jak raca, ciągnąc za sobą nikłą smugę białego 111
dymu, okurzając nim wierzchołek statku, i poszybowała z zawrotną chyżością na północny-wschód. Mijały minuty. Już pół obrzękłej tarczy starego słońca jakby okrakiem siedziało na obwałowaniu krateru.
— Niewielka chmura atakuje pierwszy łazik. . . — rozległ się głos w jego
głowie. — Drugi na razie idzie bez przeszkód. . . pierwszy zbliża się do bramy skalnej. . . uwaga! straciliśmy w tej chwili kontrolę nad pierwszym. Optyczną tak-
że — chmura pokryła go. Drugi dochodzi do zakrętu przy siódmym zwężeniu. . .
nie jest atakowany. . . zaczęło się! Straciliśmy kontrolę nad drugim. Już go pokryły. . . Rohan! Uwaga! Twój łazik ruszy za piętnaście sekund — odtąd będziesz działał według własnego uznania. Włączam automat startowy. Pomyślności. . .
Głos Horpacha oddalił się nagle. Zastąpił go mechaniczny, odliczający se-
kundy tykot. Rohan usadowił się lepiej, zaparł nogami, przełożył ramię przez
elektryczną pętlę, przymocowaną do wierzchniej poręczy łazika. Lekka maszy-
na drgnęła nagle i płynnie ruszyła naprzód. Horpach trzymał wszystkich ludzi
wewnątrz statku, Rohan był mu za to prawie wdzięczny, bo nie zniósłby żadnych pożegnań. Tak że przytroczony na skaczącym stopniu łazika, widział tylko olbrzymią, powoli zmniejszającą się kolumnę „Niezwyciężonego”, niebieski blask, który przez chwilę zatrzepotał na zboczach wydm, powiedział mu, że maszyna
przebywa właśnie granicę pola siłowego. Ale zaraz potem szybkość wzrosła i ruda chmura, wyrzucana baloniastymi oponami, zasłoniła mu widok; ledwo dostrzegał
ponad nią prześwitujące niebo. Nie było to zbyt szczęśliwe — mógł zostać za-
atakowany, ani wiedząc, kiedy. Zamiast więc siedzieć, jak zaplanowano, odwrócił
się, uniósł i trzymając poręczy, stał teraz na stopniu. Mógł dzięki temu patrzeć ponad spłaszczonym grzbietem bezludnej maszyny w biegnącą naprzeciw pustynię. Łazik szedł z maksymalną szybkością, skacząc i podrywając się chwilami,
że Rohan musiał przyciskać się z całej siły do jego powierzchni. Silnika nie by-