Przecinanie
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Evelyn przez chwilę się zastanawiała...
- krzyż, ale już go nie boli, że ojciec wczoraj wypędził sługę, a dziś poszedł szukać innej...
- Kurzynowski A...
- pianinie (2 lata w szkole muzycznej w T...
- naukowiec, filozof, mistyk i interpretator Pisma Świętego...
- Trzecia nagrana wiadomość była od niejakiego Glena...
- – Proszę mnie z nią połączyć...
- Lepiej poszło mi w Gościu w Masce...
- bp Kaoshsiung; Joseph Wang – bp pomocniczyTaipei; Thomas Pai – administrator apostolskiPenghu; John Tsao – wikary kapituły Hualien –Biskupi Tajwanu, PO Box...
- - Katy - zapytał Heathcliff - jesteś dziś zajęta? Czy się gdzieś wybierasz?- Nie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
.. Nawet jeśli ktoś robił to specjalnie, nie mogło w tym być żadnego związku z Jocelyn.
Może to Arthur?
Jeremy wyobraził sobie starca, gromadzącego koperty międzyoddziałowe i inne szpitalne materiały w swoim zatęchłym, starym, wiktoriańskim domu.
Emeryt, ale w dobrej formie.
Gromadzenie rzeczy pasowało do ubrań Arthura, do jego samochodu, jego wspominków. Był przywiązany do staroci.
Żył w przeszłości. Nie umiał iść dalej.
Jeremy przysiągł sobie, że zapomni o nim i o jego kopertach, raz na zawsze. Pora zabrać się do pisania książki, która jakimś cudem zaczęła nabierać kształtu. Kiedy Jeremy dostał pierwszy artykuł o laserach i uświadomił sobie, jak marnie był on napisany – jak ciężka i nadęta jest większość medycznych materiałów – uznał, że sam potrafi lepiej.
Napisał ze dwadzieścia stron, sprawdził je i poczuł satysfakcję z dobrze wykonanej pracy.
Dalej: książka i Angela.
W ciągu ostatnich ośmiu dni widzieli się tylko dwukrotnie, za każdym razem kochali się, pili wino i rozmawiali całymi godzinami – powoli zbliżali się do tej komfortowej sytuacji, jaka staje się udziałem dwojga ludzi, kiedy chemia się wycisza, ale nie znika.
Rozmowa z Angelą wyjaśniła jedno: to ona podała jego nazwisko doktorowi Tedowi Dirgrove’owi.
– Byłam na rotacji na kardiochirurgii, wygłosił tam świetny wykład o rewaskularyzacji transmiokardialnej. Potem poruszył temat lęków jako czynnika ryzyka podczas operacji. Pomyślałam, że to niezwykłe jak na chirurga.
– To, że się przejmuje lękami?
– Większość z nich nie sięga wzrokiem dalej niż skalpelem. Dirgrove chyba faktycznie zdaje sobie sprawę, że chory to żywy, czujący człowiek. Wspomniałam mu o twojej pracy, o tym, co robisz, żeby pacjenci z lękami się odprężyli. Podałam mu przykład Marian Boehmer, mojej pacjentki z toczniem. A skoro o niej mowa: ma się dobrze. Cokolwiek spowodowało u niej dyskrazję krwi, była samoograniczająca. W każdym razie Dirgrove wydawał się bardzo zainteresowany. Mam nadzieję, że się nie gniewasz.
– No skądże. Niestety, nie pomogłem za wiele jego pacjentce.
– Naprawdę? Mówił, że pomogłeś.
– Myślę, że był po prostu uprzejmy.
– Może zdziałałeś więcej, niż ci się zdawało.
Jeremy przypomniał sobie krótkie spotkanie z wrogo nastawioną Merilee Saunders; wątpił, czy zdziałał coś poza tym, że zmienił jej lęk w złość.
Z drugiej strony czasem coś takiego miało działanie terapeutyczne – jeśli dzięki złości pacjent czuł, że ma kontrolę nad sytuacją, zmniejszała się panika, zrodzona z miażdżącej bezbronności.
Mimo to trudno mu było postrzegać ten przypadek jako coś innego niż nieudaną próbę nawiązania porozumienia. Ile czasu spędził z dziewczyną? Pięć, dziesięć minut?
– Dirgrove robił wrażenie zadowolonego – powiedziała Angela.
Jeremy pomyślał, że mogła mieć rację. Zdarzało się, że pacjenci kontaktowali się z nim całe lata po leczeniu, z wdzięczności. Niektórzy bardzo konkretnie pamiętali, co im pomogło.
To, co powiedział. Albo czego nie powiedział. Dobór słów i zdań, który okazał się najważniejszym bodźcem, pozytywnym terapeutycznym zastrzykiem.
W każdym z tych przypadków lekarstwo było niezamierzone. Jeremy nie miał pojęcia, że wystrzelił magiczny pocisk.
Ale zdarzało mu się również, że korzystał z każdej broni, jaką zawierał jego psychologiczny arsenał, i ponosił druzgocąca klęskę.
O czym to świadczyło? Że był pionkiem, nie królem?
Dziwny sposób zarabiania na życie.
– Myślę – powiedziała Angela – że czasami się nie doceniasz.
– Naprawdę? – Pocałował ją w nos.
– Tak. – Przeczesała palcami jego włosy.
– Miła jesteś.
– Czasami.
– Nie widziałem jeszcze, jak jesteś niemiła.
– Ha.
– Próbujesz mnie nastraszyć?
– Nie. – Nagle spoważniała. Przytuliła policzek do jego policzka. Oddech miała ciepły, lekki, alkoholowo słodki. – Nigdy bym tego nie zrobiła. Nie zrobiłabym niczego, co mogłoby nas od siebie oddalić.
Rozdział 23
Komisja Nowotworowa w tym tygodniu została odwołana. Na następnej sesji Arthur powrócił za katedrę i prowadził cały cyrk.
Jeremy się spóźnił i musiał usiąść z tyłu sali. Było tam ciemno – slajdy, ciągle tylko slajdy – i tak pozostało przez większą część godzinnego zebrania. Dźwięczny baryton starca rozwodził się nad potworniakami śródpiersia.
Kiedy jednak zapalono światło, Arthura nie było, a jego miejsce zajął doktor Singh.
– Doktor Chess – wyjaśnił – musiał wyjść wcześniej, ponieważ był umówiony. Kontynuujmy.
Ostatnie dziesięć minut zajęła ożywiona dyskusja na temat przepuszczalności komórek. Jeremy walczył z ogarniającą go sennością, pokonał ją tylko dzięki temu, że karcił się w myślach: to przynajmniej nauka, a nie jakiś losowo przebiegający proces, w którego przypadku tak zwani eksperci rozkładają ręce.