Rozdział 50Mary zmarła o poranku...
Serwis znalezionych haseĹOdnoĹniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby siÄ tonÄĹo, jak gdyby grzebano ciÄ w ziemi.
- Ogniem i mieczem - Tom I Rozdzial VI- Moci ksišżę - odparł Bychowiec - łaska to wysoka waszej ksišżęcej moci, że mogšc rozkazać, na mojš wolę to zdajesz, której łaski nie...
- Przedstawiony w tym rozdziale projekt pomylany był jako opisowa analiza wywiadów przeprowadzanych przez kuratorów z podopiecznymi, oparta na badaniu aktów mowy...
- ROZDZIAĹ 38ODSIECZPomimo zwiÄ zanych na plecach nadgarstkĂłw, Perrin usiĹowaĹ znaleĹşÄ wygodniejszÄ pozycjÄ, aĹź wreszcie westchnÄ Ĺ i poddaĹ siÄ...
- Jak wspomniano w poprzednim rozdziale, tworzenie aplikacji modularnej wymaga dodatkowych prac projektowych i podjÄcia odpowiednich decyzji, ale w...
- ¨W kaĹźdym rozdziale poznajesz nowe sposoby lepszego rozumienia i pobudzania swoich manifestacyjnych siĹ...
- RozdziaĹ 30 - Nigdy nie widziaĹeĹ czegoĹ takiego na wĹasne oczy?Sam podskoczyĹ z wraĹźenia...
- RozdziaĹ 96Susan siedziaĹa na sofie w WÄĹşle nr 3, caĹa mokra i drĹźÄ ca...
- RozdziaĹ 7 AĹźeby byÄ sprawiedliwym, musze opowiedzieÄ takĹźe i o dobrych uczynkach Horemheba...
- RozdziaĹ 11 ZAKOĹCZENIE Ĺťyjemy w zadziwiajÄ cym Ĺwiecie...
- RozdziaĹ XII1...
Smutek to uczucie, jak gdyby siÄ tonÄĹo, jak gdyby grzebano ciÄ w ziemi.
Wštła, stara kobieta po mierci wyglšdała jeszcze gorzej
niż
za życia, tak jakby mierć odebrała jej jakš częć wymiaru fizycznego, który
posiadała jako
istota żywa. Tennyson przyglšdał się jej stojšc przy łóżku. Przykryte
przecieradłem ciało
tworzyło zaledwie mały pagórek na łóżku. Znowu, podobnie jak za każdym razem,
kiedy
umierał jego pacjent, ogarniało go nieuzasadnione poczucie winy i zadawał sobie
pytanie, czy
mógł uczynić co, co uchroniłoby zmarłego przed odejciem z tego wiata. Za
pierwszym
razem uratował jej życie, tego był pewien. Powiew mierci odbił się od złotych
schodów
Nieba, kiedy ciemna postać przegoniła Mary ze schodów grożšc jej palcem. Po tym
wydarzeniu nie chciała już żyć, nie walczyła już o przetrwanie i dobrowolnie
poddała się
mierci.
Pielęgniarka niepewnie dotknęła jego ramienia.
Przykro mi, doktorze - powiedziała cicho.
Mnie też - odparł Tennyson. - Podziwiałem jš.
Nie mógł pan zrobić nic więcej - zapewniała go Pielęgniarka. - Nikt nie mógł
nic
już zrobić. - Odwróciła się i wyszła.
W chwilę póniej również Tennyson opucił pokój Mary. Ecuyer, siedzšcy dotšd w
szpitalnej poczekalni, podniósł się z krzesła na widok doktora. Tennyson
pokręcił smutno
głowš.
- To koniec.
Ecuyer podszedł do niego i przez moment stali twarzš w twarz w milczeniu.
Była najlepszym Słuchaczem - rzekł Ecuyer. - Najlepszym, jakiego w ogóle
znałem. Przed klinikš czeka cały tłum, będę musiał wyjć i powiedzieć im o tym.
Pójdę z tobš - powiedział cicho Tennyson.
To dziwne - zauważył Ecuyer. - Nie tylko była dobrym Słuchaczem, ale również
oddanym. Głęboko wierzyła w program. Był całym jej życiem. I to włanie ona
doprowadziła
do jego zakończenia.
- Doszły cię już jakie słuchy? Ecuyer potrzšsnšł głowš.
To na pewno nie wydarzy się w ten sposób. Wszystko odbędzie się cicho i
bezbolenie. Bez żadnych sensacji. Po prostu cišgłe ograniczanie programu. Nowe
prawa
ukradkiem wprowadzane do procedury. Generalne zaszczucie programu. Pewnego dnia,
nie
zdajšc sobie nawet sprawy z tego, że to już się stało, zorientujemy się, iż
zostalimy gdzie na
uboczu, a nasza praca wyrzucona jest na mietnik.
Co zrobisz, Paul?
Zostanę tutaj. Nie mam przecież dokšd ić. Na pewno się mnš zaopiekujš,
Watykan dopilnuje tego. Przynajmniej to sš mi winni. Również Słuchacze dostanš
nowe
zajęcia. Spokojnie dokonamy tu naszego żywota, a kiedy odejdš już ostatni z nas,
nastšpi
ostateczny koniec.
Na twoim miejscu nie byłbym taki pewien - rzekł Tennyson. Przez moment wahał
się, czy ma powiedzieć Ecuyerowi o tym, co usłyszał od Szeptacza. Co mogło dać
im ostatniš
szansę ratunku.
Chcesz mi co powiedzieć? - zapytał Ecuyer widzšc wahanie Tennysona.
Nie, chyba nie.
Mówienie mu o tym nie miałoby najmniejszego sensu. Szansę były naprawdę
niewielkie, właciwie prawie żadne. To, co zaproponował Szeptacz, wydawało się
zupełnie
niemożliwe do wykonania.
Tak, to bez sensu, rzekł w duchu Tennyson. Nie wierzę, żeby ludzie ze wiata
równań
nie posiadajšc żadnych danych potrafili odnaleć miejsce, które Mary nazwala
Niebem.
Przecież to może być dosłownie wszędzie. Na przykład w jakiej odległej
galaktyce albo nawet
innym wszechwiecie. Chociaż z drugiej strony, mogło to równie dobrze być gdzie
zupełnie
blisko. Przecież Decker uważał, że wie, gdzie to jest. Co oznacza, że
prawdopodobnie był tam
albo znajdował się przynajmniej gdzie w okolicy. Ale właciwie nie jestemy
pewni, czy
Decker mówił prawdę. Zresztš nigdy się już tego nie dowiemy.
Ecuyer stał przy drzwiach. Powoli otworzył je i wyjrzał na zewnštrz. Mały placyk
przed klinikš był szczelnie wypełniony tłumem oczekujšcym na wieci o Mary.
Kiedy
Tennyson szedł do kliniki, zbiorowisko było doć pokane, teraz jeszcze się
zwiększyło.
Wszyscy jednak stali cicho, nie odzywajšc się nawet słowem, co było dziwne w
przypadku
tak ogromnego skupiska ludzi.
Ecuyer postšpił parę kroków do przodu, a tłum przyglšdał mu się uważnie.
Wiedzš już, co Ecuyer chce im powiedzieć, ale czeka-jš, pomylał Tennyson.
Roboty i
ludzie czekajš w ciszy na ogłoszenie mierci Mary. Nareszcie będš mieli swojš
więtš.
Ecuyer mówił cicho, nie podnoszšc głosu:
- Mary odeszła na spoczynek. Przed chwilš. Zmarła po cichu, z umiechem na
ustach.
Nie moglimy zrobić nic więcej.