Ruszyłem przed siebie, wsłuchując się w miękki zgrzyt żwiru pod stopami...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Schemat A2Zale¿noœci wystêpuj¹ce miêdzy rozwojem public relations w Niemczech i w Stanach ZjednoczonychPraktyka PR w Niemczech przed 1945 rokuPraktyka PR...
- A kto¿kolwiek siê komu o pewny d³ug zapisa³, y do Grodu firma inscriptione [mocnym zapisem] odpowiadaæ siê podda³ dobrowolnie, b¹dŸ przed œmierci¹, abo iu¿ y po œmierci...
- cz¹stki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje siê nigdziew przestrzeni i czasie? Jeœli za jeden obiekt uwa¿aæ to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwróci³ siê ty³em do œwiat³a reflektora i os³aniaj¹c oczy przed blaskiem bij¹cym mu spod nóg, spróbowa³ zajrzeæ w kryszta³ow¹ g³êbinê jak przez lód, który skuwa jezioro...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- przed laty wieloma przywiózł mu w prezencie pewien bardzo wielki kupiec wprost z Gdań- ska, tliły się kawałki tego czarnego tytoniu, który nosi na paczce...
- Mimo to na ich widok czterej Neimoidianie nie tylko nie opuścili posterunku przed drzwiami apartamentu wicekróla, ale opuścili broń w geście ostrzeżenia...
- naszych ewolucyjnych uprzedzeń mamy skłonność do myślenia o początku wszechświata jak o pewnej szczególnej chwili, przed którą wszechświat nie...
- - Ale Thrawn jest inny? diousa nie obejmował zlikwidowania wszystkich świadków, aby nic nigdy nie przed- - Thrawn to dorosła wersja - odparła...
- aby jednak spe³ni³y one swoj¹ profilaktyczn¹ rolê, powinny byæ podane dziecku jeszcze w okresie bezobjawowym, czyli na 2-3 tygodnie przed sezonem pylenia...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Na progu zawahałem się; zamiast wejść do willi, przystanąłem, po czym poszedłem wzdłuż ściany, kierując się ku oknom biblioteki. Zasłony były tylko częściowo zaciągnięte, a pokój jasno oświetlony. Marek Krassus z pucharem wina w dłoni studiował stos rozwiniętych pergaminów. Ani na chwilę nie podniósł wzroku znad dokumentów, ale po dłuższej chwili odezwał się:
– Nie musisz czaić siÄ™ na zewnÄ…trz, Gordianusie. Twoje szpiegowanie siÄ™ skoÅ„czyÅ‚o. Wejdź, ale nie przez okno... to jest rzymski dom, nie jakaÅ› szopa.
Zawróciłem do drzwi frontowych i wszedłem do mrocznego westybulu. W świetle lampy woskowe maski przodków Lucjusza Licyniusza spoglądały na mnie, zdawało się, z ponurą satysfakcją. Przeszedłem przez zalane księżycowym blaskiem atrium, gdzie woń kadzidła przesłoniła wreszcie uporczywy odór rozkładu. Uniósłszy lampę wysoko, przyjrzałem się wyrytym w posadzce literom SPARTA. Niezgrabne linie mieniły się w tym mieszanym świetle złotem i srebrem, jak gdyby nie zwykły śmiertelny morderca, lecz jakiś bóg narysował je palcem na bladym kamieniu.
Przed biblioteką nie było tym razem strażnika. Drzwi stały otworem. Krassus nie odwrócił się ani nie podniósł wzroku, kiedy wszedłem, wskazał mi tylko krzesło obok siebie. Po chwili odsunął przeglądane dokumenty, potarł nos i wziąwszy drugi srebrny puchar, napełnił go po brzegi winem z glinianej butelki.
– DziÄ™kujÄ™, Marku Krassusie, nie jestem spragniony.
– Wypij – rzekÅ‚ tonem nie znoszÄ…cym sprzeciwu.
Posłusznie podniosłem puchar do ust. Wino było ciemne i mocne, rozeszło się po mej piersi ciepłą falą.
– Falern – wyjaÅ›niÅ‚ Krassus. – Z ostatniego roku dyktatury Sulli. WyjÄ…tkowy rocznik, ulubione wino Lucjusza. W piwnicy byÅ‚a już tylko jedna butelka.
Dolał sobie do pełna, wylewając ostatnie krople do mego pucharu. Pociągnąłem mały łyk, wdychając doskonały bukiet.
– Chyba nikt dzisiaj nie Å›pi – powiedziaÅ‚em cicho. – Czas jakby stanÄ…Å‚ w miejscu.
– Czas nigdy siÄ™ nie zatrzymuje – rzekÅ‚ Krassus z goryczÄ… w gÅ‚osie.
– Nie jesteÅ› ze mnie zadowolony, Marku Krassusie. A przecież zrobiÅ‚em tylko to, do czego zostaÅ‚em wynajÄ™ty. JeÅ›li zrobiÅ‚bym mniej, oznaczaÅ‚oby to, że gardzÄ™ szczodrym wynagrodzeniem, które mi obiecaÅ‚eÅ›.
Spojrzał na mnie z ukosa. Wyraz jego twarzy był nieprzenikniony.
– Nie obawiaj siÄ™ – powiedziaÅ‚ w koÅ„cu. – Otrzymasz swojÄ… zapÅ‚atÄ™. Nie dorobiÅ‚em siÄ™ najwiÄ™kszego majÄ…tku w Rzymie na oszukiwaniu drobnych najemników.
Skinąłem głową i pociągnąłem łyk falerna.
– Czy wiesz, że przez chwilÄ™ tam, na arenie, kiedy tak przewracaÅ‚eÅ› oczami i wygÅ‚aszaÅ‚eÅ› swojÄ… pÅ‚omiennÄ… mowÄ™, myÅ›laÅ‚em, że to mnie zamierzasz oskarżyć o zabójstwo Lucjusza Licyniusza?
– CoÅ› podobnego!
– Tak. GdybyÅ› siÄ™ oÅ›mieliÅ‚ na takÄ… bezczelność, chyba kazaÅ‚bym jednemu z żoÅ‚nierzy wbić ci na miejscu włóczniÄ™ w serce. Nikt by mi tego nie miaÅ‚ za zÅ‚e. NazwaÅ‚bym to samoobronÄ…. MiaÅ‚eÅ› przy sobie sztylet, wyglÄ…daÅ‚eÅ› na szaleÅ„ca i bredziÅ‚eÅ› jak Cycero w zÅ‚y dzieÅ„.
– Nigdy byÅ› tego nie zrobiÅ‚, Marku Krassusie. ZabijajÄ…c mnie natychmiast po takim publicznym oskarżeniu, zasiaÅ‚byÅ› tylko ziarno wÄ…tpliwoÅ›ci we wszystkich obecnych.
– Tak sÄ…dzisz, Gordianusie?
Wzruszyłem ramionami, mówiąc:
– Poza tym, rozmawiamy hipotetycznie. Nigdy takiego oskarżenia nie rzuciÅ‚em.
– I nigdy tego nie zamierzaÅ‚eÅ›?
– Wydaje mi siÄ™ bezcelowe rozważać to pytanie, skoro nic takiego nigdy nie zaszÅ‚o, a prawdziwy morderca zostaÅ‚ zidentyfikowany... w samÄ… porÄ™, by zapobiec strasznej pomyÅ‚ce sprawiedliwoÅ›ci, mógÅ‚bym dodać, choć dla ciebie to zapewne tylko drobny szczegół.
Krassus wydał gardłowy dźwięk, dziwnie podobny do warkotu. Nie przyszło mu łatwo odwołać kaźń po wcześniejszym pobudzeniu ciekawości tłumu i roznieceniu jego żądzy krwi. Nawet po dowiedzeniu winy Fabiusza mógł kontynuować igrzyska, gdyby nie stanowcza interwencja Geliny. Potulna, łagodna Gelina w końcu postawiła na swoim. Uzbrojona w prawdę, na naszych oczach uległa metamorfozie. Z zaciśniętą szczęką, z oczami błyszczącymi twardo jak szkło, zażądała, by Krassus położył kres swej farsie. Mummiusz, wzburzony i wściekły, przyłączył się do niej. Zaatakowany z dwóch stron Krassus poddał się. Rozkazał swej straży odprowadzić Fabiusza z powrotem do willi, sucho obarczył Mummiusza zadaniem zakończenia igrzysk i bezceremonialnie opuścił arenę.
– Czy zostaÅ‚eÅ› do koÅ„ca igrzysk? – spytaÅ‚ Krassus.
– Nie. WyszedÅ‚em chwilÄ™ po tobie.