powóz
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- –Tak
- zająć się resztkami sił atakujących...
- Mnożniki nierówne sobie...
- Swego Imienia - czyli na świadectwo Sobie samemu...
- Dariusz Zając¡ trudności wychowawcze wiążą się z właściwościami uczniów,których zachowanie w sytuacjach społecznych niekorzystnieodbiega od...
- Pomieszczenie, gdzie Bazyli znalazł ukrycie w parę chwil później, znajdowało się w magazynie...
- – Witam, panie St...
- Toć wiadomo: człowiek minę dostosowuje do swojej rangi...
- - I słusznie - przytaknęła...
- â Nie! â odrzekła dumnie i szyderczo â ale mam...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— Hej, spokojnie! — rzucił do koni i zerknął
ukradkiem na Anastasię. — Widzisz? Nawet konie to
wyczuwają.
— Nie krzywię się, tylko koncentruję — odparła
Anastasia, krzywiąc się. — Ale masz rację, konie są nerwowe.
— Mam rację także w wielu innych kwestiach, nie tylko
co do zachowania koni — powiedział z uśmiechem.
Anastasia odwróciła się tak, by spojrzeć mu prosto w
oczy.
— Czy ktoś kiedyś wyjaśnił ci może różnicę pomiędzy
pewnością siebie a arogancją?
— Jeśli powiem, że nie, ty mi wyjaśnisz? Zawahała się na
moment.
— Nie — odparta. — Nie sądzę.
Przez chwilę jechali w milczeniu, po czym Smok
westchnął.
— No dobrze, udziel mi lekcji. Lubię to. Naprawdę"
Anastasia otworzyła usta, by powiedzieć, że zupełnie jej nie
interesuje, co on lubi, a czego nie, lecz nie zdążyła się
odezwać, bo Smok mówił dalej:
— Prawdę powiedziawszy, z twoich ust wysłucham
wszystkiego. Masz śliczny głos — dodał i spojrzał jej
przelotnie w oczy. — Jest prawie tak śliczny jak ty.
Kiedy to mówił, wydał jej się taki młody i niemądry,
jednak gdy spojrzała mu w oczy, dostrzegła w nich głęboką
dobroć, która sprawiła, że aż pokraśniały jej policzki.
— No cóż, dziękuję. I dziękuję za słoneczniki.
Rozumiem, że to ty je dla mnie zostawiałeś — dodała,
odwracając wzrok.
— Ja, ale nie ma za co. Podobały ci się? Naprawdę?
— Naprawdę — odparła, nadal nie patrząc na Smoka. Zła
na własną reakcję, próbowała dojść do tego, czy to Smok ma na
nią taki wpływ, czy jego starsza wersja, o której nie była w
stanie przestać myśleć.
Nastąpiło długie milczenie, które w końcu przerwał
Smok.
— Wcale mnie nie nienawidzą — wyrzucił z siebie.
— Kto? — Anastasia uniosła brwi.
— Te trzynaście dziewcząt i dwóch chłopców.
— Ach, oni. A skąd wiesz? Nie powiedziałam ci ich
imion.
— Nieważne — uśmiechnął się. — Nikt nie zaczął mnie
nienawidzić. Wiesz, co to oznacza?
— Ze moje zaklęcie nie zadziałało? — zapytała, dodając
uśmiech, by wiedział, że to żart.
Smok się zaśmiał.
— Wiesz, że zadziałało. To oznacza, że nie jestem aż taki
zły.
— Nigdy nie twierdziłam, że jesteś.
— Nie. Powiedziałaś, że jestem aroganckim
wybrykantem.
— Nie sądzę, by istniało słowo wybrykant.
— Właśnie je wymyśliłem. Jestem dobry w wymyślaniu
słów.
Anastasia przewróciła oczami.
— I znów się przechwala — mruknęła. Smok zaśmiał się
ponownie.
— Zajrzałaś do moich ocen, prawda?
— Być może.
— Zajrzałaś. I przekonałaś się, że jestem prawie tak samo
zdolny w nauce jak w szermierce.
— Ta arogancja... — westchnęła głęboko i odwróciła
głowę, by nie dojrzał jej uśmiechu.
— Jak prawda może być arogancka?
— Arogancja, bo się przechwalasz, czy to prawda, czy
nie.
— Czasami wampir musi się trochę poprzechwalać, żeby
kapłanka go zauważyła.
Anastasia parsknęła cicho, ale nadal nie odważyła się
spojrzeć mu w oczy.
— Nie jesteś wampirem.
— Jeszcze nie.
— I mnóstwo dziewcząt cię zauważa.
— Ja nie chcę mnóstwa dziewczyn — odpowiedział. Z
jego głosu zniknęła dawna kpina. — Chcę ciebie.
Teraz dopiero na niego spojrzała. W brązowych oczach
dostrzegła uczciwość i niezłomność. Tym razem nie związał
sobie włosów z tyłu — okalały mu twarz, przez co mocno
zarysowana szczęka wydawała się jeszcze bardziej wyrazista.
Miał na sobie proste czarne spodnie bez ozdób i taką samą
koszulę. Anastasia wiedziała, że dzięki temu kolorowi ma się
wtopić w otaczającą ich ciemność, lecz wyglądał w tym stroju
na starszego, silniejszego i tak samo tajemniczego jak
bezkresna noc.
— Powiedz coś — odezwał się.
Spojrzenie Anastasii wróciło z szerokiej klatki piersiowej
chłopaka na jego twarz.
— Nie wiem... nie wiem, co powiedzieć.
— Możesz mi powiedzieć, że mam u ciebie szansę.
— To ma być podbój? Coś, co chcesz zdobyć jak tytuł
mistrza szermierki?
Smok zatrzymał powóz i odwrócił się, by spojrzeć na
Anastasię.
— To kompletna bzdura! Dlaczego powiedziałaś coś
takiego?
— Lubisz rywalizować. Masz cechy drapieżnika. Ścigasz.
Łapiesz. Zdobywasz. Jestem zapewne jedyną kobietą od
długiego czasu, która nie padła ci do stóp z uwielbieniem.
Pragniesz mnie, bo to dla ciebie wyzwanie.