— Nie! — odrzekła dumnie i szyderczo — ale mam...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Prędko skoczym? – Jeszcze czas! – odrzekł pan Michał...
- – Hej! żeby się to tak udało tę wyspę i ten zamek ubiec! – Spojrzyj jeno na tych ludzi – odrzekł Maćko...
- - Niekoniecznie - odrzekł...
- (5) Il suit de lĂ que mĂŞme telle ou telle volition de l'homme (car l'existence de la volontĂŠ n'appartient pas Ă son essence) veut une cause externe, par...
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie mają w miarę rozwinięty przemysł – dodał po chwili – będziemy musieli sprawić sobie trochę odtylcowych...
- będzie w nas więcej optymizmu...
- tim beardsley,(w poszukiwaniu nowej drogi w kosmos) sprzedaË wysyâŹkowĂ PoâŹĂ czone linĂ ciaâŹa podlegajĂ oczy- smiczny bez trudu dotarâŹby w...
- Prawa poboru W przypadku emitowania przez spółkę nowych akcji z prawem poboru (tj...
- Operator /;Operatory arytmetyczne;Priorytet operatorów w języku Visual Basic;Podział operatorów ze względu na funkcjonalność...
- 8445 12 18 20 3...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
.. bat! Wyciągnęła go szybko z kieszeni futra i uderzyła malarza w twarz. Podniósł się i odsunął kilka kroków w tył.
— Może pan teraz dalej malować? — zapytała obojętnie. On nie odpowiedział jej nic, tylko zbliżył się do sztalug, wziął do ręki pędzel i paletę...
I portret udał się wręcz wspaniale. Przedstawił piękność i grozę tej kobiety z niezwykłą wyrazistością, przedstawił cały majestat i potęgę jej diabolicznej duszy.
Malarz wlał w dzieło ogrom swej miłości i cierpień, uwielbienia i... przekleństwa.
* * *
Obecnie maluje mnie; jesteśmy sami kilka godzin dziennie. Dziś zwrócił się nagle ku mnie i zapytał drżącym głosem:
— Pan kocha tę kobietę?
— Tak...
— Ja również ją kocham. — Oczy zaszły mu łzami. Chwilę milczał i malował dalej.
— W mojej ojczyźnie jest góra, w głębi której ona mieszka — mruczał później do siebie. — Jest to z wszelką pewnością diablica.
Obraz już ukończony. Chciała mu za to zapłacić wspaniałomyślnie, jak płacą królowe.
— O, pani mi już zapłaciła — powiedział z bolesnym uśmiechem nie przyjmując pieniędzy.
Przed odejściem pokazał mi w zaufaniu swą tekę. Na jednym z rysunków jej głowa zdawała się być żywa, zupełnie jak w zwierciadle.
— Zabieram ze sobą tę pamiątkę — mówił — jako swą własność, której ona nie może mi odebrać, zapracowałem sobie na to dość ciężko...
* * *
— Wiesz... jest mi trochę żal tego biednego malarza — odezwała się dziś do mnie. — Obeszłam się z nim dość surowo. Udałam zanadto cnotliwą... A ty jak sądzisz?
Nie miałem odwagi odpowiedzieć.
— Ale, ale... zapomniałam, że rozmawiam ze swoim niewolnikiem... Pragnęłabym się rozerwać, zabawić i zapomnieć... Prędko, mój powóz!
* * *
Nowa fantastyczna toaleta: rosyjskie buciki z błękitno-fiołkowego jedwabiu, suknia również z tej materii, ozdobiona kokardkami, obcisły, krótki paltocik, bogato obłożony i podszyty gronostajami. Wysoką, gronostajową czapkę z kitą czaplich piór zdobi brylantowa agrafa. Rude włosy rozpuszczone swobodnie na plecach. Tak siada na koźle powoli sama, ja zajmuję miejsce z tyłu, za nią. Jak ona smaga konie! Mkną jak szalone...
Chce dziś wzbudzić ogólny podziw, podbić swymi wdziękami wszystkich. Udaje jej się to doskonale. Jest niebezpieczną lwicą. Kłaniają się jej z powozów, na chodnikach tworzą się grupki pieszych, którzy tylko o niej rozmawiają.
Wtem przyskoczył na wronym koniu jakiś młody człowiek. Gdy zobaczył Wandę, wstrzymał wierzchowca a następnie pozwolił mu kroczyć stępa. Będąc już blisko — zatrzymał się... Teraz spostrzegła go także ona — zobaczyła lwica... lwa! Ich oczy spotkały się. Wanda, nie mogąc się uwolnić spod magicznej potęgi jego wzroku, zwróciła ku niemu głowę.
W tym momencie, na pół dziwnym, a na pół zachwycającym, przestało, zda się, bić moje biedne serce. Ona chłonęła go oczyma, a on był godzien tego.
Jest to mężczyzna piękny, mężczyzna, jakiego w życiu nie widziałem. W watykańskim Belwederze stoi zaklęty w marmur jego sobowtór, z tymi samymi żelaznymi muskułami, z tym samym obliczem ozdobionym rozwianymi puklami włosów, pozbawionym zarostu... Gdyby miał bardziej pełne biodra, można by myśleć, że jest przebraną kobietą. Szczególny układ ust i lwie wargi, spoza których wychylają się białe zęby, nadają tej pięknej twarzy wyrazu nieco groźnego.
Apollo, który obdarł ze skóry Marsjasza.
Nosi wysokie, czarne buty, obcisłe spodnie z białej skóry, krótkie futerko, podobne do tych, jakich używają włoscy oficerowie konnicy. Futerko to zrobione jest z czarnego sukna, obszyte astrachanem i gęsto sznurowane. Na czarnych, kędzierzawych włosach ma fez.
Teraz rozumiem, co to jest Eros i podziwiam Sokratesa, który w przeciwieństwie do Alcybiadesa został cnotliwym...
* * *
Tak wzruszonej nie widziałem jeszcze mojej lwicy. Gdy wyskoczyła z pojazdu przed wejściem do swej willi, policzki jej pałały. Przebiegła schody i rozkazującym skinieniem kazała mi iść za sobą.
Chodząc wielkimi krokami po pokoju, zaczęła mówić z pośpiechem, który mnie przestraszył:
— Musisz dowiedzieć się, kim jest mężczyzna, który był w parku, a dowiesz, się dziś jeszcze, natychmiast. Och, ten człowiek! Widziałeś go? Co powiesz o nim?
— Jest piękny — odrzekłem głucho.