–Tak
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- EXT REF1 SELECT lub 1106 EXT REF2 SELECT – na COMM, COMM+AI1 lub COMM*AI1...
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- znalazł i któż zaręczy, czy ją znajdzie? – Prawda jest! Ale gdy Bóg go przez nasze ręce od Bohuna uwolnił i przez tyle niebezpieczeństw, przez...
- Po prawej, najbliżej ściany hangaru, stały bok w bok nowiutkie Gromy i Błyskawice – nieco mniejsze wozy bojowe przystosowane do przewozu piechoty...
- «Dlaczego więc ośmiela się podejść do kapłana za pierwszym razem, kiedy jest całkiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć się nawet do...
- Polecenie traceroute zwykle jest wykorzystywane w ten sposób, jak polecenie ping – jako parametr należy podać nazwę hosta docelowego...
- Krzysztof przetarł palcami oczy i powtórzył bezdźwięcznym głosem: – Precz, precz, zabierzcie stąd tego człowieka...
- • skrzynia biegów, długa – ponieważ jest wiele szybkich partii (łuki, czasami proste), na których to właśnie dużą prędkością można sporo...
- Czemu więc płakała? Obawiał się jednak, Ŝe jeśli będzie próbował nalegać, tylko - Nie musi mi pani od razu odpowiadać –uspokoił ją...
- – Zabierzesz stąd te akta, zrobisz gdzieś kopie, roześlesz część do przyjaciół i znajomych rozrzuconych możliwie po całych Stanach, a resztę ukryjesz,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Sophie.
–Tak.
– Sophie.
–Tak.
Jest w tym coś niesamowicie znajomego, w powtarzaniu przezeń raz za razem tego samego imienia i otrzymywaniu prostego potwierdzenia. Przypomina sobie co: prawie identyczna scena jest w „The Terror of Deadwood Gulch”, po tym jak jeden z klientów „Łazy 8” wali Bulą Townsa w głowę butelką whisky, aż ten traci przytomność. Lily w roli słodkiej Nancy O’Neal wylewa mu na twarz wiadro wody, a kiedy Bill Towns siada, oboje...
– To śmieszne – mówi Jack. – Niezła scena. Powinniśmy się śmiać.
– Tak – odpowiada Sophie z najdyskretniejszym z możliwych uśmiechów.
– Zanosić się ze śmiechu.
–Tak.
– Pierońsko pokładać się ze śmiechu.
–Tak.
– Nie mówię już po angielsku, prawda?
–Nie.
Widzi dwie rzeczy w jej błękitnych oczach. Pierwszą jest to, iż Sophie nie zna słowa „angielski”. Drugą – iż rozumie dokładnie, o co mu chodzi.
– Sophie.
–Tak.
– SophieSophieSophie.
Stara się oswoić z rzeczywistością tej sceny. Stara się ufiksować ją jak dobrze wbity ćwiek.
Uśmiech rozświetla jej twarz i nadaje bogatszy wyraz ustom. Jack zastanawia się, jak byłoby całować te usta, i uginają się pod nim kolana. W jednej chwili znowu ma czternaście lat i zastanawia się, czy ośmieli się ośmielić pocałować po odprowadzeniu do domu dziewczynę, z którą wybrał się na randkę.
– Taktaktak – mówi Sophie z rosnącym uśmiechem. Po czym dodaje: – Pojąłeś już? Zrozumiałeś, że tu jesteś i w jaki sposób się tu znalazłeś?
Nad nim i dookoła niego płachty przejrzystego, białego płótna trzepoczą z poszumem jak żywy oddech. Pół tuzina ciągnących w różną stronę powiewów delikatnie muska twarz Jacka i uświadamia mu, że przybył z drugiego świata, pokryty warstewką potu, który teraz śmierdzi. Ociera szybkim ruchem ramienia czoło i policzki, nie chcąc na dłużej niż chwilę stracić z oczu Sophie.
Są w jakimś wielkim namiocie. Jest olbrzymi – podzielony na wiele części – a Jackowi przez chwilę przypomina się pawilon, w którym leżała umierająca Królowa Terytoriów, Dwójniczka jego matki. Panował tam przepych barw, było mnóstwo pomieszczeń, wonnych od kadzidła i smutku (śmierć Królowej wydawała się bowiem nieunikniona – zdawała się tylko kwestią czasu). Ten namiot jest obszarpany i surowy. Ściany i dach są pełne dziur, a tam gdzie materiał jest jeszcze cały, przetarł się tak, że Jack widzi przez niego stok na zewnątrz i dekorujące go drzewa. Przy każdym powiewie strzępki trzepoczą na brzegach niektórych otworów. Wprost nad głową Jack widzi pogrążony w cieniu kontur w kasztanowym odcieniu – jakiegoś rodzaju krzyż.
– Jack, czy rozumiesz, jak...
– Tak. Przeskoczyłem. – Chociaż nie to słowo pada z jego ust. Jego faktyczne znaczenie wydaje się brzmieć: droga po horyzont. – I wydaje się, że pociągnąłem za sobą sporą część wyposażenia Spiegelmana. – Pochyla się i bierze do ręki płaski kamień z wyrzeźbionym na nim kwiatem. – W moim świecie była to chyba reprodukcja Georgii O’Keefe. A to... – Wskazuje poczerniałą, wygasłą pochodnię, opierającą się o jedną z wątłych ścian pawilonu. – Myślę, że to była... – W tym świecie nie ma jednak odpowiednich słów na nazwanie tego, o co mu chodzi, wskutek czego z jego ust pada coś przypominającego niemieckie przekleństwo: – ...halogenowy reflektorek.
– Hallodemowy... repetorek? – Sophie marszczy brwi. – Rapatorek?
– Nieważne. – Jack czuje, że jego odrętwiałe wargi unoszą się w lekkim uśmiechu.
– Ale nic ci się nie stało.