Podszedł do krawędzi urwiska i zerknął w dół...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Podszed wprost do Nataszy wpatrujc si w ni uporczywie i powiedzia:- Moja wizyta u pani o tej godzinie i bez zapowiedzi jest do dziwna i przekracza granice...
- Asmodean wydobywał ze swej harfy przypadkowe akordy, Rand podszedł bliżej i usiadł przed nim na poduszkach...
- Tak więc pierwszy dzień spędziła, krojąc kształt skórzanej podszewki i mającego ją pokryć aksamitu...
- Podszedł do drzwi przedziału, schylił się i powąchał dziurkę od klucza...
- Podszedłem do ceglanych schodków i usiadłem na najwyższym stopniu...
- Moonglum, zataczając się, podszedł do Elryka...
- Tego dnia wrócił z wędrówki po mieście mnich, który doniósł, że trzy kilometry w dół autostrady urządzony został obóz dla uchodźców...
- Jeden potężny kopniak celnie wymierzony w żebra zwierzęcia sprawił, że pies runął w dół, skowycząc i zawodząc...
- Dotarli do poręczy nad urwiskiem...
- Gdy Helikopter podszedł do drzwi Michela i zapukał, Hans zerknął znad studzienki...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Widok, wspaniały i groźny, zaparł mu dech w piersiach. W tym miejscu piaskowiec ustąpił niemal pionowej ścianie z czarnawej gliny, naszpikowanej wapiennymi głazami. Niemal sto pięćdziesiąt stóp niżej skala przechodziła w szeroką popękaną groblę kamiennych płyt i bezkształtnych stert błękitnoniebieskich głazów, które zagracały czoło wybrzeża, jakby rozrzuciła je tu bezładnie potężna szalona ręka. Był odpływ i nierówna smuga piany drgała ospale wśród najdalszych skał. Gdy detektyw spoglądał w dół na to chaotyczne i zdumiewające śmietnisko skał i wody, usiłował sobie wyobrazić, co taki upadek mógł uczynić z ciała Holroyda. Słońce wyszło kapryśnie zza chmur i pas oświetlony promieniami przesunął się po cyplu, dotykając jego karku jak ciepła dłoń, pozłacając paprocie, gładząc na marmur skały przy krawędzi urwiska. Jednak czoło wybrzeża pozostawało w cieniu, groźne i wrogie. Przez chwilę Dalgliesh uwierzył, że spogląda na przeklęty i posępny brzeg, do którego słońce nigdy nie ma dostępu.
Detektyw szedł w stronę Czarnej Wieży zaznaczonej na mapie ojca Baddeleya. Nie tyle kierowała nim ciekawość, ile potrzeba obrania celu wycieczki. Wciąż rozmyślając nad śmiercią Victora Holroyda, natknął się na wieżę niemal nieoczekiwanie. Była to przysadzista, przytłaczająca budowla, okrągła do około dwóch trzecich swej wysokości, ale zwieńczona ośmiokątną kopułą, jak pieprzniczka podziurawiona ośmioma oszklonymi wąskimi okienkami, igiełkami odbitego światła, które nadawały jej wygląd czegoś na kształt latarni morskiej. Wieża zaintrygowała Dalgliesha, więc obszedł ją, dotykając czarnych ścian. Dostrzegł, że zbudowano ją z. bloków wapienia, lecz z wierzchu okryto iłołupkiem, jakby kapryśnie dekorując budowlę paciorkami wypolerowanego dżetu. W niektórych miejscach łupek odpadł, co nadawało wieży dość niechlujny wygląd: czarne opalizujące łuski zagracały podstawę ścian i błyszczały wśród traw. Na północ, osłonięta od morza, rozrastała się jakaś gęstwa roślin. Może ktoś kiedyś usiłował założyć tam ogródek. Teraz zostały po nim tylko kępki michałków, łaty samosiejnych lwich paszcz, nagietków i nasturcji oraz jedna nadwątlona róża z dwoma białymi wynędzniałymi pączkami, z łodygą przygiętą do kamienia, jakby poddała się atakowi pierwszych przymrozków.
Od wschodniej strony wznosił się ozdobny kamienny portyk nad dębowymi drzwiami w żelaznych futrynach. Dalgliesh chwycił ciężką klamkę i nacisnął ją z trudem. Drzwi jednak były zamknięte. Spojrzał do góry i zauważył kamienną tablicę wmurowaną w ścianę portyku. Wykuto na niej inskrypcje:
W TEJ WIEŻY ZMARŁ WILFRED MANCROFT- ANSTEY
27 PAŹDZIERNIKA 1887 ROKU W WIEKU 69 LAT
CONCEPTIO CULPA NASCI PENA LABOR VITA
NECESSI MORI
ADAM Z ST. VICTOR AD 1129
Dziwne epitafium jak na wiktoriańskiego dżentelmena, właściciela ziemskiego, a poza tym jeszcze dziwaczniejsze miejsce na zgon.
Obecny właściciel Folwarku Toynton być może odziedziczył po przodku swą ekscentryczność. Conceptio culpa: teologia grzechu pierworodnego została odrzucona przez współczesnego człowieka wraz z innymi niewygodnymi dogmatami; nawet w 1887 roku musiała już być przestarzała. Nasci pena: narkoza miłosiernie pomogła unieważnić to dogmatyczne stwierdzenie. Labor vita: człowiek technologiczny dwudziestego wieku unikał tego jak mógł. Necessi mori: aha, z tym wciąż nic nie dało się zrobić. Śmierć. Można ją było ignorować, czuć trwogę, a nawet godzić się na nią, lecz nie zdołano jej pokonać. Pozostała równie natrętna jak te pamiątkowe tablice, tyle że jeszcze bardziej trwała. Śmierć: taka sama wczoraj, dzisiaj i zawsze. Czy Wilfred Mancroft Anstey sam obrał to posępne memento mori?
Dalgliesh szedł dalej wzdłuż krawędzi urwiska, obchodząc zatoczkę wypełnioną kamykami. Jakieś dwadzieścia jardów przed nim słabo wytyczona ścieżka prowadziła w dół ku plaży; była stroma i prawdopodobnie zdradliwa podczas deszczowych dni. Częściowo wynikała z naturalnego ukształtowania skał w tym właśnie miejscu, częściowo zaś była dziełem człowieka. Tuż pod stopami detektywa urwisko przechodziło w niemal pionową wapienną ścianę. Ze zdumieniem dostrzegł, że mimo wczesnej pory po skale pięli się dwaj alpiniści przewiązani liną. Człowiek z gołą głową, stojący wyżej, nie mógł być nikim innym jak Juliusem Courtem. Gdy drugi wspinający się zerknął w górę, Dalgliesh rozpoznał twarz pod czerwonym kaskiem. Courtowi towarzyszył Dennis Lerner.