Moonglum, zataczając się, podszedł do Elryka...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Podszed³ wprost do Nataszy wpatruj¹c siê w ni¹ uporczywie i powiedzia³:- Moja wizyta u pani o tej godzinie i bez zapowiedzi jest doœæ dziwna i przekracza granice...
- Asmodean wydobywał ze swej harfy przypadkowe akordy, Rand podszedł bliżej i usiadł przed nim na poduszkach...
- Tak więc pierwszy dzień spędziła, krojąc kształt skórzanej podszewki i mającego ją pokryć aksamitu...
- Gdy Helikopter podszedł do drzwi Michela i zapukał, Hans zerknął znad studzienki...
- Podszedł do drzwi przedziału, schylił się i powąchał dziurkę od klucza...
- Podszedłem do ceglanych schodków i usiadłem na najwyższym stopniu...
- Podszedł do krawędzi urwiska i zerknął w dół...
- — Nie podoba mi siÄ™ — jÄ™knÄ…Å‚ Moonglum...
- Przyszedł Bliss z zawiniętymi w koc manatkami Willa...
- - sprawca, aby móc popełnić czyn, musi mieć upoważnienie do obsługi urządzeń przetwarzania danych w przedsiębiorstwie;- środki zabezpieczające mają sens tylko...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— Jak spaÅ‚eÅ› wczorajszej nocy? — zapytaÅ‚ albinosa.
— CaÅ‚kiem nieźle, jeżeli nie liczyć kilku koszmarów.
— WiÄ™c miaÅ‚eÅ› wiÄ™cej szczęścia niż caÅ‚a reszta. Sen dÅ‚ugo nie przychodziÅ‚, a jak już nadszedÅ‚, byÅ‚ niespokojny. ÅšniÅ‚em o potworach i demonach w moich koszmarach.
Elryk przytaknął, ale w rzeczywistości nie zwracał zbytniej uwagi na słowa przyjaciela. Zło ukryte na Ziemi pod różnymi postaciami budziło się do życia pod wpływem zbliżania się Chaosu. Miał nadzieję, że uda im się przeciwstawić rzeczywistości, tak jak udało się przeżyć złe sny.
— Zaburzenia od przodu! — doleciaÅ‚ zmieszany i niespokojny okrzyk z bo-
cianiego gniazda. Elryk przyłożywszy dłonie do ust i odchyliwszy głowę do tyłu, krzyknął:
— Jakiego rodzaju zaburzenia?!
— Nigdy jeszcze czegoÅ› takiego nie widziaÅ‚em, panie. Nie umiem tego opisać.
— Przekaż rozkaz wszystkim dowódcom — zwróciÅ‚ siÄ™ Elryk do Moongluma.
— Zwolnić tempo do jednego uderzenia na cztery. Niech dowódcy szwadronów
czekajÄ… rozkazów do ataku — podszedÅ‚ do masztu i zaczÄ…Å‚ siÄ™ wspinać. Gdy dotarÅ‚
na szczyt, marynarz ustąpił mu miejsca w bocianim gnieździe i zapytał:
— Czy to jest nieprzyjaciel?
Elryk wytężył wzrok, próbując pojąć co się działo na horyzoncie. W oddali panowała oślepiająca ciemność, z której od czasu do czasu wystrzeliwały w powietrze bezkształtne wypustki materii, by na chwilę zawisnąć w bezruchu i po-wrócić w ciemność. Dymiąca, nieokreślona masa stopniowo przybliżała się do nich, pełznąc i pochłaniając wody oceanu.
— Tak, to jest nieprzyjaciel — cicho odpowiedziaÅ‚ Elryk.
Patrzył jeszcze przez chwilę, jak materia Chaosu przelewa się i porusza. Wydawało się, że to ogromny bezpostaciowy potwór w śmiertelnej agonii. Ale nie była to agonia, na pewno nie Chaosu.
Z tego punktu obserwacyjnego Elryk miał dobry widok na całą flotę. Szyk
floty w formie klina miał w najszerszym miejscu prawie milę i był na dwie mi-le długi. Jego okręt flagowy płynął na czele, trochę wysunięty do przodu, żeby być dobrze widocznym przez statki dowodzące szwadronami. Elryk krzyknął do przechodzącego pod masztem Kargana:
— Przygotuj siÄ™ do odÅ‚Ä…czenia, Kargan!
Bez zatrzymywania się Kargan kiwnął głową. Po tylu godzinach narad bar-
dzo dobrze znał plan wojenny. Pierwszy szwadron składający się z najcięższych 107
okrętów miał, pod dowództwem Melnibonéanina, odłączyć się pierwszy od ca-
łej flotylli i uderzyć w sam środek nieprzyjaciela, by złamać szyk bojowy wroga i zaatakować statek Jagreena Lerna. Gdyby udało się pojmać lub zabić Teokratę, wzrosłyby szansę na zwycięstwo.
Czarna masa zbliżyła się dostatecznie i Elryk mógł już rozróżnić żagle pierwszych statków, płynących jeden za drugim. Po chwili uświadomił sobie, że po obu stronach wiodących statków płynęły błyszczące kształty, swym ogromem przy-
ćmiewające nawet wielki masztowiec Jagreena Lerna.
Piekielne Okręty!
Elryk rozpoznał je teraz. To były statki, które w normalnych warunkach przemierzały głębie oceanów, biorąc topielców do załogi i mając bestie za kapitanów.
To była flota z najgłębszych i najbardziej ponurych zakątków podmorskiego kró-
lestwa. O te tereny od zarania dziejów trwała walka między Królem Morza, Straashą, i Władcami Chaosu, którzy rościli sobie prawa do głębin morskich, jako ich głównej siedziby na Ziemi. Legendy głosiły, że w zamierzchłych czasach Morza-mi władał Chaos, a Prawo władało Lądem. To wyjaśniało, dlaczego wielu ludzi bało się wody i dlaczego niektórych do niej ciągnęło.
Faktem jednak było, że płytsze wody dostały się w posiadanie Straashy, a głę-
biny wraz z Piekielnymi Okrętami ostały się w rękach Zła. Statki te nie pochodziły z żadnej ziemskiej stoczni, ani ich kapitanowie nie byli z tej ziemi. Martwi ludzie stanowili załogi nie do pokonania w żaden ziemski sposób.