Podczas tej drogi zrozumiała, że chcę się z nią ożenić...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- Podczas gdy d'Artagnan pędził po ulicach i pukał do bram, Aramis przyłączył się do dwóch towarzyszy; wróciwszy do domu d'Artagnan zastał przyjaciół w...
- o mnie ex re mojego stanowiska w sprawie reformy rolnej, e jestem jakzodziej, co chce wyj z cudzej kieszeni zegarek i da go komu innemu...
- Podczas tamtych dwu nocy nie wróciła więcej do Świata Snów, ale kosztowały ją więcej wysiłku niźli cokolwiek innego...
- tylko jeden, podczas gdy żydowscy komuniści dostarczyli, jakże licznych zbrodniarzy, wcale nie mniejszych pod względem rozmiarów zbrodniczości od...
- Podczas tych narzekań, które były zapewne wynikiem rozczarowania i osobistej urazy, wywołanej faktem, że jej stary pracodawca wolał inną, Artur Gride...
- UG Ze zbiorów „Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej” Instytutu Filologii Polskiej UG 89 się podobno zbliżyć; nie zrozumiałem albowiem...
- - I co, robicie postępy z remontem domu? - spytała Maria, podczas gdy David podszedł do lodówki i napełnił szklanki wodą...
- lękam, siedzieć będę, dopóki od brata nie otrzymam wiadomości, co chce, abym z sobą po- stanowiła...
- przekazywaniu właściwym adresatom we właściwym czasie informacji, które zostaną zrozumiane zgodnie z intencją nadawcy;zdolności do właściwego odbioru...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zdołałem wystękać ze trzy rosyjskie słowa, ale przecież w tych sprawach nie ma potrzeby dużo gadać. Rozmawialiśmy oczami, rękoma, kolanami. Krótko mówiąc, przyjeżdżamy do wsi i zatrzymujemy się przed chatą. Zsiedliśmy z wozu. Dziewczyna energicznym ruchem pchnęła furtkę. Złożyliśmy drzewo — wzięliśmy ryby, chleb, i weszliśmy do izby. W pobliżu wygaszonego paleniska siedziała skurczona staruszka. Drżała. Była okutana workami, szmatami i jagnięcymi skórami, a mimo to drżała. Zacząłem układać drzewo w piecu i rozpalać ogień. Staruszka spoglądała na mnie, uśmiechając się. Córka powiedziała coś, czego nie zrozumiałem. Ogień się palił, staruszka rozgrzała się i powoli wracała do życia.
Tymczasem dziewczyna nakryła do stołu, przyniosła trochę wódki i wypiliśmy. Rozpaliła samowar i naparzyła herbatę. Jedliśmy, dzieląc się ze staruszką. Potem dziewczyna szybko posłała łóżko, położyła czyste prześcieradło, zapaliła lampkę oliwną przed obrazem Najświętszej Marii Panny, przeżegnała się trzykrotnie. Przywołała mnie ruchem ręki, uklękliśmy oboje przed starą i ucałowaliśmy jej dłoń. Położyła kościste ręce na naszych głowach, mrucząc coś pod nosem; prawdopodobnie dawała nam błogosławieństwo. “Spasibo! Spasibo!" — zawołałem i jednym susem znalazłem się z dziewczyną w łóżku.
Zorba zamilkł. Podniósł głowę i spojrzał daleko na morze.
— Nazywała się Sofinka...— powiedział po chwili i pogrążył się w milczeniu.
— I co dalej? — zapytałem niecierpliwie.
— Nie było dalej. Co za mania, szefie, to twoje ciągłe: “Co dalej?" i “Dlaczego?" Czy wszystko, na Boga, da się opowiedzieć? Kobieta jest jak świeże źródło. Pochylasz się nad nim, widzisz swoją twarz, pijesz, pijesz, aż ci dech zapiera. Potem przychodzi inny; on też ma pragnienie, pochyla się, widzi swoją twarz i też pije. I znów inny... Kobieta jest jak źródło...
— Opuściłeś ją?
— A co miałem robić? Mówię ci, kobieta to źródło, a ja byłem przechodniem, poszedłem swoją drogą. Byłem z nią, niech ją Bóg ma w opiece — trzy miesiące. Złego słowa nie mogę o niej powiedzieć. Ale po trzech miesiącach przypomniałem sobie, że szedłem w poszukiwaniu kopalni. “Sofinko — powiedziałem jej pewnego ranka — mam robotę, muszę odejść". “Dobrze — odparła Sofinka — idź. Poczekam miesiąc, jeżeli nie wrócisz, będę wolna. Ty też. Idź z Bogiem!" Poszedłem.
— I po miesiącu wróciłeś?
— Wybacz mi, szefie, ależ ty jesteś głupi! — krzyknął Zorba. — Jak miałem wrócić? Czy te baby zostawią kiedy człowieka w spokoju? Po dziesięciu dniach na Kubaniu spotkałem Niuszę.
— Opowiedz mi o niej! Opowiedz!
— Kiedy indziej, szefie. Nie trzeba ich, biedaczek, mieszać. Zdrowie Sofinki!
Jednym haustem wypił wino i oparł się o ścianę.
— Dobrze — rzekł — opowiem ci też o Niuszy. Dzisiejszego wieczoru — łeb pełen Rosji. Wygadajmy się!
Otarł wąsy i pogrzebał w piecyku.
— Tę poznałem w jakiejś wsi na Kubaniu. Było lato. Stosy arbuzów i melonów piętrzyły się jak góry. Zrywałem, ile chciałem, nikt mi nic nie mówił. Przecinałem na dwoje i napychałem się nimi.
W Rosji, szefie, jest obfitość wszystkiego, wszystkiego tam pełno. Tylko brać i wybierać! I to nie tylko melony i arbuzy, ale ryby, masło, kobiety. Widzisz arbuz i bierzesz go, spotykasz kobietę — to samo. Nie tak jak u nas w Grecji, gdzie jeśli podniesiesz łupinę melona, ciągają cię po sądach, a jeśli dotkniesz kobiety, jej brat wyciąga nóż, by zrobić z ciebie gulasz, fe, nędzne sknery! Jedźcie do Rosji i zobaczcie, jak można żyć!
Wędruję przez Kubań i widzę w ogródku kobietę. Spodobała mi się. Musisz wiedzieć, szefie, że Słowianki to nie to samo co nasze małe, skąpe Greczynki, które sprzedają ci miłość na gramy, robią wszystko, aby ci dać mniej, niż ci się należy, oszukują na wadze. Słowianka, szefie, daje dobrą miarę. We śnie, w miłości, w jedzeniu. Jest w niej coś ze zwierząt, z ziemi i pól. Daje, daje pełną garścią, nie skąpi jak te greckie sknery.. “Jak się. nazywasz?" — zapytałem. Widzisz, dzięki kobietom nauczyłem się trochę rosyjskiego... “Niusza. A ty?" “Aleksy. Bardzo mi się podobasz, Niusza". Spojrzała na mnie uważnie, jak patrzy się na konia, którego chce się kupić. “Ty też nie wyglądasz najgorzej — powiedziała. — Masz mocne zęby, długie wąsy, szerokie i silne bary. Podobasz mi się". Oto cała nasza rozmowa; nie było potrzeby mówić więcej. Szybko doszliśmy do porozumienia. Tego samego wieczoru miałem przyjść do niej w odświętnym stroju. “Masz futro?" — zapytała Niusza. “Mam, ale przy tym upale..." “Nie szkodzi, weź je, to będzie wyglądać elegancko".
Wieczorem stroję się jak nowożeniec, zarzucam futro na ramiona, biorę laskę ze srebrną rączką i idę. Była to duża wiejska chata, przy niej zabudowania gospodarskie, bydło, prasy do winogron, dwa ogniska na podwórzu, a nad nimi kotły. “Co się tu gotuje?" — pytam. “Moszcz z arbuzów". “A tu?" “Moszcz z melonów". “Co za kraj! — powiedziałem sobie. — Kto to słyszał? Moszcz z arbuzów i melonów! Istna ziemia obiecana! Twoje zdrowie, Zorba! Trafiłeś jak mysz do spiżarni".