Po pięciu minutach wyszedłem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- _' yette zakończył swoją intymną wizytę i wyszedł na zewnątrz,f wtedy Barry uderzył go łomem w głowę i wrzucił na tylne siedzenie~~' ochodu...
- Wyszedł z Białego Domu zasępiony, żałując, że nie zażądał przerwania terrorystycznych nalotów, które zamieniały w ruinę wszystkie znaczniejsze miasta...
- 17 ─ Gdyby to zależało ode mnie ─ mówił Aleksander do Caulaincourta ─ miałbyś pan moje słowo, nim byś pan wyszedł z tego gabinetu; gdyż,...
- Realizator w wozie transmisyjnym nie stracił zimnej krwi i nie pozwolił, aby taniec ognistego robaka wyszedł z kadru dłużej niż na sekundę...
- Rod przyłożył karabin do ramienia, odważnie wyszedł z ukrycia i skręcił w lewo...
- Wyszedłem w deszcz i, zanim dotarłem do urzędu pocztowego, zmokłem do- kumentnie...
- Jaime Astarloa wyszedł na ulicę z pełnym floretów futerałem pod pachą...
- Następnego dnia po pracy wyszedłem z podręcznikiem i znalazłem się pod ich domem...
- polepszyło, tak, że postanowiliśmy wybrać się w podróż, przyłączając się do pięciu ludzi, któ- rym również sprzykrzyło się tam siedzieć...
- brzegi barki i rybackie kutry wracające z morza...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Dzieci szczęśliwie znikły i mogłem skręcić w ulicę na prawo od kościoła. Z jednej strony miałem okrągłe bębny kościelnych absyd, z drugiej mur wysoki na jakichś osiem stóp. Uliczka zakręciła, mur także. Ale zobaczyłem zwieńczoną łukiem bramę: na zworniku widniała data 1823 rok, wyżej puste miejsce, na którym musiał kiedyś być umieszczony herb. Domyśliłem się, że dom w głębi ogrodu zbudował pewnie jeden z samozwańczych admirałów wojny o niepodległość. Z prawej strony bramy były drzwi, w nich szczelina na listy. A nad nią na kawałku blachy białe litery: Hermes Ambelas. Z lewej strony grunt lekko opadał ku kościołowi. Nie było sposobu, żeby zajrzeć za mur. Podszedłem do drzwi i lekko je popchnąłem. Były zamknięte. Wyspiarze znani byli z uczciwości, kradzieże nie zdarzały się, nigdy dotąd na Phraxos nie widziałem zamkniętej bramy. Skalisty grunt opadał nagle między dwiema chatami. Dach drugiej znajdował się poniżej progu pierwszej. Zszedłem i poprzeczną uliczką dotarłem z drugiej strony do otoczonej murem posiadłości. Tu grunt opadał jeszcze niżej i przede mną wznosiła się licząca co najmniej dziesięć stóp stroma skała, a na niej dopiero mur. Zobaczyłem dom, nie był wielki, ale według standardów wioski niewątpliwie zbyt wspaniały dla zwykłego poganiacza osłów. Dwa okna na parterze, trzy na piętrze, wszystkie przysłonięte okiennicami. Musiał być z nich cudowny widok na wioskę i cieśninę. Czy Julie często go oglądała? Czułem się jak Blondel pod oknem Ryszarda Lwie Serce. Niestety, nie mogłem liczyć, że mój śpiew dotrze do uszu osoby, którą chciałbym zaalarmować. Na małym, położonym nieco niżej placyku zobaczyłem dwie przyglądające mi się bacznie kobiety. Skinąłem im ręką i ruszyłem z wolna, tak jakbym znalazł się tu przypadkowo i zerkał w górą z pustej ciekawości. Doszedłem do następnej przecznicy i zacząłem się wspinać, aż znalazłem się w punkcie wyjścia, koło Agios Elias.
Obejrzałem się dopiero koło hotelu “Philadelphia”. Ponad dachami zobaczyłem kościół, a na prawo od niego dom ze wszystkimi pięcioma oknami.
Patrzyły wyzywająco tym swoim ślepym wzrokiem.
51
Poniedziałek był ciężkim dniem. Syzyfowa praca polegała na poprawianiu zadań, które stale gromadziły się na moim biurku, były to prace egzaminacyjne końca roku. Trzeba było się skupić i nie dopuszczać myśli o Julie.
Wiedziałem, że nie ma sensu pytać Demetriadesa o nazwiska przedwojennych nauczycieli angielskiego. Nawet jeśli je zna, to mi ich nie poda, a zresztą pewnie rzeczywiście ich nie zna. Poszedłem do kancelarii, ale i tam nikt nie mógł mi pomóc, wszystkie dokumenty przedwojenne znikły w 1940 roku. We wtorek wybrałem się do nauczyciela, który zajmował się szkolną biblioteką. Podszedł do półki i wyciągnął z niej oprawny tom programów Dnia Święta Szkoły. Programy były wspaniale wydane - miały olśnić rodziców i każdy z nich zawierał na końcu spis uczniów i spis “profesorów”. W ciągu dziesięciu minut wynotowałem nazwiska sześciu nauczycieli angielskiego, którzy pracowali tu między 1930 a 1939 rokiem. Ale dalej nie znałem ich adresów.
Tydzień mijał powoli. Codziennie podczas lunchu przyglądałem się, jak wiejski listonosz wręcza listy dyżurnemu prefektowi, a ten powoli obchodzi wszystkie stoły. Do mnie listów nie było. Nie liczyłem na ułaskawienie przez Conchisa, trudno było jednak wybaczyć Julie.
Najbardziej prawdopodobne wydawało mi się, że dziewczęta odleciały do Anglii, ale w takim razie dlaczego do mnie od razu nie napisała, przynajmniej po to, aby mnie o tym powiadomić. Istniała inna możliwość - musiała zgodzić się na wyjazd z wyspy podczas weekendu - ale i w tym wypadku napisałaby, żeby mi wyjaśnić powody, żeby mnie pocieszyć. Trzecią możliwością było, że została uwięziona, a w każdym razie znajdowała się w takich warunkach, że nie mogła wysłać listu. W to trudno było mi uwierzyć, niemniej chwilami gotów byłem alarmować policję.
Dni wlokły się, miałem tylko jeden jasny moment, kiedy przypadkiem natrafiłem na interesującą mnie informację. Przeglądając angielskie książki w bibliotece, aby wybrać jakiś “nieznany” tekst do dyktanda na egzamin, wyjąłem powieść Conrada. Była podpisana. D. P. R. Nevinson. Był on jednym z przedwojennych nauczycieli angielskiego. A pod jego nazwiskiem zobaczyłem: “Balliol College 1930”. Zacząłem kartkować inne książki. Nevinson pozostawił całą kolekcję, ale żadnego innego adresu. Na dwóch tomikach poetyckich znalazłem nazwisko innego nauczyciela, W. A. Hughesa, ale bez dodatkowych informacji.
W czwartek zjadłem lunch nieco wcześniej i poprosiłem jednego z uczniów, żeby mi przyniósł listy, jeżeli oczywiście będą do mnie jakieś listy. Właściwie przestałem już ich oczekiwać. Ale w dziesięć minut później, kiedy szykując się do sjesty włożyłem piżamę, uczeń zapukał do drzwi. Dwa listy. Jeden z Londynu, adres napisany na maszynie, pewnie jakiś katalog wydawniczy. Ale drugi...
Grecki znaczek. Stempel pocztowy nie do odcyfrowania. Wyraźne, niemal drukowane pismo. List był po angielsku.
Poniedziałek, Siphnos
Mój najmilszy Nicholas,
Wiem, jak Ci musiało być przykro podczas weekendu, ale mam nadzieję, że czujesz się już lepiej. Maurice dał mi twój list. Strasznie mi Ciebie żal. Ja też zarażałam się, każdym choróbskiem, jakie te małe potwory przywlekały do szkoły. Nie mogłam napisać do Ciebie wcześniej, byliśmy na morzu i dopiero dziś zobaczyłam pierwszą skrzynkę pocztową. Muszę się spieszyć - dowiedziałam się, że statek, który zabiera pocztę do Aten, odchodzi za pół godziny. Piszę ten list w portowej kawiarence.