Rod przyłożył karabin do ramienia, odważnie wyszedł z ukrycia i skręcił w lewo...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- _' yette zakończył swoją intymną wizytę i wyszedł na zewnątrz,f wtedy Barry uderzył go łomem w głowę i wrzucił na tylne siedzenie~~' ochodu...
- Wyszedł z Białego Domu zasępiony, żałując, że nie zażądał przerwania terrorystycznych nalotów, które zamieniały w ruinę wszystkie znaczniejsze miasta...
- 17 ─ Gdyby to zależało ode mnie ─ mówił Aleksander do Caulaincourta ─ miałbyś pan moje słowo, nim byś pan wyszedł z tego gabinetu; gdyż,...
- Realizator w wozie transmisyjnym nie stracił zimnej krwi i nie pozwolił, aby taniec ognistego robaka wyszedł z kadru dłużej niż na sekundę...
- Wyszedłem w deszcz i, zanim dotarłem do urzędu pocztowego, zmokłem do- kumentnie...
- Jaime Astarloa wyszedł na ulicę z pełnym floretów futerałem pod pachą...
- Następnego dnia po pracy wyszedłem z podręcznikiem i znalazłem się pod ich domem...
- W lipcu 1941 roku jako czBonek Episkopatu Polski witaB chlebem i sol oficerów niemieckich wojsk okupacyjnych, haDbic ród arystokratów polskich i Episkopat
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- Po pięciu minutach wyszedłem...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
O parę metrów dalej, niemal zupełnie osłonięta zwaliskiem głazów, stała mała chata. Wokół niej nie widniał żaden ślad życia; jedynie z komina na tle ściany parowu biła w górę upiorna smuga dymu. Nie odzywał się żaden głos. Wskazujący palec Roda drgnął na spuście fuzji. Czy będzie czekał, aż opryszek pojawi się na zewnątrz? Stał minutę, dwie, trzy, lecz w dalszym ciągu nic nie widział i nic nie słyszał. Postąpił naprzód krok i jeszcze krok, aż zobaczył otwarte drzwi chaty. I kiedy znów trwał bez ruchu z podniesionym karabinem, dobiegł ku niemu słaby, łkający głos. Ten dźwięk poderwał go z miejsca. Błyskawicznie rzucił się aż do drzwi chaty.
W izbie była Minnetaki sama! Siedziała skulona na podłodze, wspaniałe włosy skłębioną falą opadały jej na ramiona i biodra, a twarz, śmiertelnie blada, z obłąkanym wyrazem zwracała się ku młodemu chłopcu, który stanął przed nią niby senna zjawa.
W jednej chwili Rod znalazł się przy dziewczynie i klęknął obok. Na mgnienie poniechał wszelkiej ostrożności i dopiero okropny krzyk Minnetaki kazał mu odwrócić głowę w stronę drzwi. Na progu, gotów do ataku, stał jeden z najgroźniejszych ludzi, jakich Rod widział kiedykolwiek. Chłopak objął spojrzeniem potworne kształty Indianina, dziką twarz i błysk uniesionego w górę noża. W takich chwilach czyny ludzkie są prawie machinalne, jak gdyby samo życie broniło swego istnienia. Rod o niczym nie myślał i nie czynił żadnych planów. Instynktownie padł twarzą na podłogę. Ten ruch go ocalił. Dziki skoczył naprzód z gardłowym okrzykiem, zamachnął się nożem, chybił, potknął się o ciało chłopca i runął obok niego.
Długie miesiące życia w puszczy wyrobiły u Roda zwinność rysią i zahartowały mu mięśnie na żywą stal. Nie wstając przygniótł Indianina własnym ciałem i błysnął nożem nad jego piersią. Lecz Woonga był równie szybki. Błyskawicznie wyrzucił w górę potężne ramię i cios Roda trafił w ziemię. W następnej chwili wolna ręka czerwonoskórego opasała szyję Roda i zwarli się obaj w miażdżącym uścisku. Żaden nie mógł użyć swego noża, gdyż wszelki ruch zmniejszał jego własne szanse. W czasie krótkiej przerwy, po której nastąpić mogła jedynie śmierć, Rod myślał gorączkowo. Biały chłopak leżał piersią na piersi swego wroga. Woonga spoczywał na grzbiecie, mając ramię z nożem wyciągnięte ponad głową; przytrzymywała je uzbrojona ręka Roda. By zadać cios, obie te ręce musiały być wolne. Czerwonoskóry, którego mięśnie były silnie napięte, mógł uderzyć natychmiast, Rod zaś musiał się wpierw zamachnąć. Inaczej mówiąc, nim nóż Roda opadłby w dół, stal Woongi już by wniknęła w jego pierś. Biały chłopak dobrze rozumiał tragizm sytuacji. Koniec był bliski. Nie bał się śmierci, lecz wiedział, że jeśli on umrze, Minnetaki nieodwołalnie stanie się własnością zbója.
Pozostawała mu jedyna szansa ratunku. Należało skoczyć wstecz lub przynajmniej oswobodzić się o tyle, by móc ująć rewolwer. Gotował się właśnie do tej ostateczności, gdy obróciwszy nieco głowę, dojrzał Minnetaki. Dziewczyna zerwała się na nogi i chłopak dostrzegł, że ręce ma związane na plecach. Ona również zrozumiała tragizm pozycji Roda. Z głośnym okrzykiem podbiegła ku głowie Indianina i całym swym ciężarem skoczyła na jego wyciągnięte ramię.
— PrÄ™dzej Rod! PrÄ™dzej — woÅ‚aÅ‚a. — Uderzaj! Uderzaj! Z przeraźliwym krzykiem mocarny Indianin wyswobodziÅ‚
swoje ramię. Nadludzkim wysiłkiem wyrzucił dłoń ku górze i kiedy nóż Roda ginął w jego piersi po rękojeść, stal Woongi wpiła się w pachę białego chłopca. Rod krzyknął głośno i porwał się na nogi, a nóż, czerwony od krwi,. upadł na podłogę. Z trudem zachowując równowagę, Rod podniósł go i przeciął więzy na rękach dziewczyny.