brzegi barki i rybackie kutry wracające z morza...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bagno niemal opanowało groblę, podgryzając jej brzegi, podmywając fundamenty, zalewając jej powierzchnię...
- ale płócienna torba podróżna, wypchana czymś po brzegi...
- pan wie, prowadzę przede wszystkim sprawy rozwodowe...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Ale tu jest tak napisane - uroczyście zapewnił Dor, stukając palcem w książkę...
- Tuż przed obiadem Shannon otrzymał wiadomość z Pithead, że Carizan znajduje się w drodze na Jowisza Pięć przez bazę Main na Ganimedesie...
- Amy lubiła lalki...
- zdaje się, że to ten nabój śmiechu raz po raz eksploduje...
- Miladinov Dimitrije (1810-1862), działacz mac...
- swobodnie w południowej Francji...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Najbardziej jednak lubiła wiosnę. Wówczas rodzina van Rittersów przenosiła się do wiejskiej posiadłości
Mooi Uitsig. W tych cudownych j ak bajka czasach Hendrick mieszkał z rodziną w domku nad jeziorem; dwór
stał na drugim brzegu. Louisa pamiętała długie klucze gęsi nadlatujące z południa, kiedy się ocieplało Ptaki
lądowały na jeziorze, budząc ją o świcie swoim rozgłośnyn gęganiem. Wtedy kuliła się pod kołdrą i słuchała
chrapania ojca, dobiegającego z sąsiedniego pokoju. Już nigdy nie było jej tal ciepło i nie czuła się tak
bezpiecznie jak wtedy.
Matka Louisy, Annę, była Angielką. Ojciec przywiózł ją do Holandii, kiedy była jeszcze dzieckiem. Był
kapralem w gwardi: przybocznej Wilhelma Orańskiego, gdy ten został królem Anglii. W wieku szesnastu lat
dostała posadę młodszej kucharki w domu van Rittersów, a rok później wyszła za Hendricka.
Annę była pulchną i pogodną kobietą; zawsze otaczały ją kuchenne aromaty, woń korzeni i wanilii, szafranu
i pieczonego chleba. Nalegała, żeby Louisa uczyła się angielskiego, i kiedy były same, zawsze rozmawiały w
tym języku. Annę uczyła ją też gotowania i pieczenia, szycia, wyszywania i innych kobiecych zajęć.
Za specjalnym pozwoleniem van Rittersa Louisa mogła uczyć się razem z jego dziećmi, choć siadała na
końcu klasy i nie wolno było jej się odzywać. Dopiero kiedy została sama z ojcem, mogła zadawać pytania,
które przez cały dzień nie dawały jej spokoju. Bardzo wcześnie nauczyła się manier i okazywania szacunku.
Przez te wszystkie lata Louisa tylko dwa razy miała okazję zobaczyć Mevrou van Ritters. Widziała ją przez
okno klasy, gdy wsiadała do wielkiego powozu z czarnymi zasłonami, w asyście gromady służących. Była to
tajemnicza postać, ubrana w liczne warstwy czarnego jedwabiu, błyszczącego brokatem, i ciemną woalkę
zakrywającą twarz. Louisa podsłuchała kiedyś, jak matka rozmawia o pani domu z innymi służącymi. Kobieta
cierpiała na jakąś chorobę skóry, która spowodowała, że jej twarz wyglądała jak widmo z piekła rodem. Nawet
jej mężowi i dzieciom nie wolno było zobaczyć jej bez woalki.
Mijnheer van Ritters natomiast odwiedzał czasem klasę, by sprawdzić, jakie postępy robią jego latorośle.
Często uśmiechał się do ładnej, skromnej dziewczynki siedzącej w końcu pomieszczenia. Raz nawet zatrzymał
się koło ławki Louisy, żeby spojrzeć na tabliczkę zapisaną schludnym, starannym pismem. Uśmiechnął się i
położył jej rękę na głowie. "Masz śliczne włosy, dziecko", powiedział cicho. Jego córki były raczej pulchne i
miały pospolite rysy. Louisa zarumieniła się i dygnęła. Pomyślała, że pan Ritters jest taki dobry, a zarazem
odległy i potężny niczym Bóg. Nawet wyglądał jak wyobrażenie Boga na ogromnym olejnym obrazie w sali
bankietowej. Malowidło było dziełem sławnego artysty, Rembrandta Harmenszoona van Rijna, protegowanego
rodziny van Rittersów. Mówiono, że malarzowi pozował dziadek Mijnheer. Obraz przedstawiał dzień
zmartwychwstania: miłosierny Bóg unosił zbawione dusze do raju, a w tle diabły pędziły potępionych w płonącą
czeluść. Malowidło fascynowało Louisę; wpatrywała się w nie godzinami. Teraz, siedząc na cuchnącym
pokładzie bojowym Meeuw i wy-czesując wszy z włosów, Louisa czuła się jak jeden z nieszczęsnych
potępieńców skazanych na piekło. Łzy napływały jej do oczu, więc próbowała odsunąć od siebie smutne myśli,
lecz wracały nieubłaganie. Miała zaledwie dziesięć lat, gdy czarna zaraza ponownie spadła na Amsterdam; tak
jak przedtem, zaczęła się w dokach, gdzie roiło się od szczurów, a potem rozlała się na całe miasto. Mijnheer
van Ritters uciekł wraz ze wszystkimi domownikami z Huis Brabant, by schronić się w Mooi Uitsig. Rozkazał
zamknąć wszystkie bramy posiadłości i rozmieścić przy nich uzbrojonych wartowników. Kiedy służba
otworzyła jeden ze skórzanych kufrów przywiezionych z Amsterdamu, wyskoczył z niego ogromny szczur i
umknął w dół po schodach. Mimo to przez kilka tygodni mieszkańcy pałacu uważali się za bezpiecznych aż do
dnia, gdy jedna z pokojówek zemdlała i runęła na podłogę, podając państwu obiad. Dwóch służących zaniosło
dziewczynę do kuchni i położyło ją na długim stole. Kiedy matka Louisy rozpięła jej bluzkę, westchnęła
gwałtownie na widok naszyjnika z czerwonych plam na szyi, stygmatu zarazy, pierścienia róż. Była tak przejęta,
że nie zauważyła czarnej pchły, która przeskoczyła z ubrania pokojówki na jej spódnicę. Nazajutrz przed
zachodem słońca dziewczyna zmarła. Następnego ranka, gdy ojciec Louisy sprawdził obecność, okazało się, że
brakuje dwóch synów van Rittersów. Jedna z opiekunek weszła do sali i powiedziała mu coś szeptem do ucha.
Skinął głową i rzekł: , Jokobusa i Tinusa nie będzie dzisiaj z nami. Dzieci, proszę otworzyć elementarze na
stronie piątej. Petronello, to jest dziesiąta strona". Petronella była w tym samym wieku co Louisa i jako jedyna z
dzieci van Rittersów okazywała jej przyjaźń. Siedziały w tej samej podwójnej ławce na końcu. Często przynosiła
Louisie drobne podarki, a czasem zapraszała ją do dziecinnego pokoju, gdzie bawiły się lalkami Petronelli. W
ostatnie urodziny Louisy dała jej jedną ze swoich ulubionych. Rzecz jasna, opiekunka kazała Louisie oddać
lalkę. Kiedy szły wzdłuż brzegu jeziora, Petronella złapała Louisę za rękę.