Położyłem dłonie na jego chudych ramionach...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- 187moemy przyj jako zasad, e kady kraj wymieniony wrd owych affines lea na zewntrz granic tego pastwa, jako jego bok" (tatu] Kierujc si t zasad,...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziała Morgiana i jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, ale zadziwił...
- I nagle, jakby zmysły postradał, porwał się z siedzenia i chwyciwszy w obie ręce chudego dryblasa, co kawę roznosił i węgle do fajek, począł głową jego tłuc o...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- klientów spośród ogółu klientów jego sklepu...
- Pomijajc bardziej szczegow analiz procesu sekularyzacji, omwiony zostanie sam pluralizm, a take proces jego nasilania si...
- 9 W książce tej termin „hitlerowski holokaust" odnosi się do wydarzeń historycznych, natomiast termin „holokaust" oznacza jego ideologiczne...
- WIANO WITEJ KINGI28Zaledwie trzynacie lat mia ksi Bolesaw, zwany pniej Wstydliwym, gdy panowie w jego imieniu rzdy sprawujcy, postanowili mu on...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Nie masz za co przepraszać, Metonie. Odpowiedz mi tylko na jeszcze jedno pytanie. Czy wczoraj wieczorem wałęsałeś się po domu do późna?
Meto zdawał się nad czymś zastanawiać.
– Wczoraj też był bardzo ciężki dzień – powiedział. – Ty, panie, i Mummiusz przybyliście na Furii, i dodatkowa praca przy obiedzie...
– Poszedłeś zatem wcześnie spać?
– Tak.
– Więc nie widziałeś nic nadzwyczajnego, nie słyszałeś, by ktoś chodził po korytarzu albo schodził na dół na przystań?
Wzruszył bezsilnie ramionami i zagryzł wargę, zasmucony, że mnie rozczarował.
– W porządku – zapewniłem go. – Myślałem tylko, że może wiesz coś, o czym ja nie wiem. Ale zanim stąd pójdziesz, chodź tutaj, chcę ci coś pokazać.
Poprowadziłem go z ręką na jego ramieniu do statuetki centaura.
– Oglądaj ją sobie tak długo, jak chcesz. Możesz też dotknąć.
Zerknął na mnie niepewnie, potem sięgnął ku rzeźbie z drżeniem i z iskrą w oku, ale raptownie cofnął rękę i znów zagryzł wargę.
– Nie, nie, możesz to zrobić – potwierdziłem. – Nie pozwolę nikomu cię ukarać.
I nie dam cię zabić Markowi Krassusowi, pomyślałem, choć nie śmiałem głośno wypowiedzieć tak zuchwałej myśli. Sama Fortuna mogłaby mnie usłyszeć i wymierzyć mi klapsa za szafowanie obietnicami, z których dotrzymaniem i bóg mógłby mieć kłopot.
ROZDZIAŁ X
– Kiedy byłam dziewczyną, przenigdy nie zniżyłam się do malowania fresków. Malować należy na płótnie lub na drewnie z użyciem sztalug, ale w żadnym wypadku na tynku. Tak w każdym razie uczył mój mistrz. Malarze ścienni to zwykli rzemieślnicy, mawiał, podczas gdy malarz sztalugowy... Ach, malarz sztalugowy jest traktowany jak ręka samego Apolla! Malarze sztalugowi zbierają całą chwałę, no i złoto. Zdobądź reputację na tym polu, a będą się do ciebie garnąć jak gołębie na Forum. Ależ masz paskudnego guza na czole!
Iaia wyglądała zupełnie inaczej niż poprzedniego wieczoru przy obiedzie. Zniknęła biżuteria i elegancka suknia; zamiast nich miała na sobie bezkształtną szatę z długimi rękawami, sięgającą do ziemi. Uszyta była z szorstkiego płótna i cała pokryta plamkami farby. Jej młoda asystentka nosiła podobny strój i w świetle dnia była jeszcze piękniejsza. Razem wyglądały jak kapłanki jakiejś dziwnej kobiecej sekty, której członkinie nakładają makijaż raczej na ubrania niż na twarze.
Okno w dachu oświetlało mały, okrągły przedpokój stożkiem żółtego światła, wokół którego wirował kalejdoskop morskich zieleni i błękitów, zamieszkany przez srebrne smugi ryb i przedziwne podwodne monstra. Pięknie cieniowane stwory zdawały się płynąć, a i sama woda sprawiała wrażenie niewyobrażalnej głębi. Stanąwszy obok siebie z wyciągniętymi w bok rękami, mogliśmy z Ekonem sięgnąć od ściany do ściany tego niewielkiego pomieszczenia, ale miejscami wymalowane mroczne odmęty zdawały się odsuwać w nieskończoność. Gdyby nie labirynt rusztowań i zabezpieczające posadzkę przed farbą płachty tkaniny, sceneria byłaby niemal przerażająco realistyczna, niczym w sennym koszmarze o tonięciu w morzu.
– Naturalnie teraz od dawna już nie muszę zabiegać o zlecenia – ciągnęła Iaia. – Zbiłam majątek w dawnych, dobrych czasach. Wiesz, że u szczytu kariery płacono mi lepiej niż poczciwemu staremu Sopolisowi*? Naprawdę. Każda bogata rzymska matrona pragnęła mieć swój portret namalowany przez dziwną młodą kobietę z Kyzikos. Obecnie maluję co chcę i kiedy chcę. To malowidło jest tylko przysługą dla Geliny. Któregoś dnia, kiedy opuszczałyśmy łaźnię, odświeżone i zrelaksowane, poskarżyła się na nijakość tego przedpokoju. Nagle doznałam wizji; wszędzie widziałam ryby, ryby i ryby! Ryby skaczące ponad naszymi głowami i ośmiornice wijące się u naszych stóp, i delfiny śmigające wśród wodorostów. I co o tym sądzisz?
– Niesamowite – odrzekłem.
Eko rozejrzał się dookoła i zrobił dłońmi ruch, jakby strzepywał z nich wodę. Iaia się roześmiała.
– Już prawie skończone – powiedziała. – Nie ma już nic do prawdziwego malowania. Jesteśmy na etapie zabezpieczania farby wodnej lakierem i dlatego pomagają nam ci niewolnicy. Praca nie wymaga szczególnych umiejętności, jedynie gładkiego rozprowadzenia lakieru pędzlem po powierzchni, ale muszę ich pilnować, by czegoś nie zniszczyli. Olimpias, daj no kuksańca temu tam, na górnym rusztowaniu. Kładzie lakier zbyt grubo, kolory nigdy się przez to nie przebiją!
Dziewczyna spojrzała na nas z góry i uśmiechnęła się. Uszczypnąłem nieznacznie Ekona, który maślanymi oczyma gapił się bynajmniej nie na dzieło sztuki.