- Pięć Tysięcy Siedemset Dziewięćdziesiątki Dwójki? Oczywiście, że tak, mistrzu...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Niemniej obawiałem się wyjść z lasu — choć skądinąd było oczywiste, że prędzej albo później wyjść muszę...
- Najgorsze ze wszystkiego jest oczywiście "ja", które jest prawie wszechobecne i prawie nieoporne, choć poprzez swe głębokie zakorzenienie nie do końca...
- I CZELADNIK A on, wicie, jeszcze jedno, wicie, ma cierpienie, towarzyszu mistrzu: on się kocha w naszym tym perwersyjnym aniołku tylko temu, co ona jest...
- — Och, z zupełnie naturalnych przyczyn, drogi Mistrzu Harfiarzu — zapewnił tamten...
- — Opowiedz nam, co się zdarzyło zeszłej nocy, Robintonie — poprosił Mistrz Harfiarzy...
- Stworzenia zazwyczaj żywiły się energią Ciemnej Strony, która przepływała przez Bane’a, ale konstruowanie holocronu wymagało, żeby Mistrz ukierunkował...
- Kolejności zwiedzania miasta oczywiście nie pamiętam i nie ma ona wielkiego znaczenia, w każdym razie wieczorem, wykończona doszczętnie, jechałam do hotelu...
- I tak, zaczynając od góry wykresu, efekt przedstawiał się następująco: połączenie cech stałości i ekstrawersji dawało (co oczywiste!) osobnika, którego...
- na moje ramię i rozglądał się czujnie, ale było oczywiste, że na sali nie pozostał nikt poza przypadkową klientelą...
- Czy pikno jest przymiotem kobiet?1 1 73 0 0 108 1 ff 1 32 1Jest to oczywicie cecha mska...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ja...
- A zatem powinien zawierać również jakieś informacje na temat innych, krążących
w pobliżu asteroid — takie jak choćby dziwaczny kształt tej, w której się ukrywamy.
Będziemy zbliżali się do każdej na tak małą odległość, jak to możliwe, a potem lecieli od
jednej do drugiej i szukali dopóty, dopóki nie odnajdziemy tej właściwej.
- Zgadzam się z tobą, mistrzu. Nie widzę innego wyjścia.
- Ja także nie. A teraz, skoro jesteśmy tu sami i chyba nikt nas nie słyszy, może
porozmawiamy na temat tego, kto tym razem dybie na moje życie.
- Jesteśmy i tak spóźnieni prawie cały dzień - zaprotestowała oburzona Bassi Vobah.
Kapitan i pasażerowie przebywali znów w świetlicy. Lando ponownie włączył ciążenie,
ale przedtem upewnił się, że istota z połamanymi nogami siedzi tak wygodnie, jak to
możliwe. Poprosił też androida, żeby przygotował jeszcze jeden posiłek, zanim wyruszą
w dalszą drogę.
- Czy zdajecie sobie sprawę z tego - ciągnęła młoda policjantka, zwracając się do
siedzącego obojętnie ptaka w ogólności i do coraz bardziej rozdrażnionego Calrissiana w
szczególności - że w normalnych okolicznościach taka wyprawa zajęłaby trochę więcej
niż dwie godziny?
- Jako rodowita mieszkanka systemu Oseona, moja droga najemna strażniczko,
powinnaś doskonale wiedzieć - o wiele lepiej niż ktokolwiek inny - że wyrażenie
„normalne okoliczności” nie nadaje się do opisania tego, co właśnie w tej chwili dzieje
się w przestworzach. Szaleje Ogniowicher i chociaż muszę przyznać, że chciałbym jak
najszybciej wydostać się z tej dziury, nie uczynię tego, dopóki nie podejmę pewnych
środków ostrożności.
- Kapitanie, czy mogę ci przypomnieć, że zachowywanie tej wyprawy w absolutnej
tajemnicy jest naszym...
- Funkcjonariuszko, czy mogę ci przypomnieć, że to ja jestem kapitanem tego statku? Czy
zdajesz sobie sprawą z tego, że jeżeli nie przestaniesz zawracać mi głowy, skonfiskuję ci
ten wielki blaster i wepchnę lufę w dziurkę nosa?
Młoda policjantka zamrugała i cofnęła się, jakby pragnęła uniknąć spodziewanego ciosu.
Było widać, że jest rozwścieczona. Jeszcze nikt nie ośmielił się tak do niej odzywać! Nie
potraktował jej w taki sposób żaden przełożony! Tymczasem Lando wyszczerzył zęby w
szerokim uśmiechu, w którym - co trzeba wyraźnie przyznać - kryła się odrobina ironii.
72
@
Lando Calrissian i Ogniowicher Oseona
Później powiedział coś, co miało się stać prawem:
- A teraz posłuchajcie. Kiedy pracowałem na zewnątrz statku, jedno z was usiłowało
mnie zabić. Ponieważ ja i Vuffi Raa będziemy bardzo zajęci, kiedy wreszcie wylecimy z
tej rozpadliny, nie będę mógł co chwila sprawdzać, gdzie się podziewacie i co knujecie.
A zatem, dopóki nie osiągniemy porozumienia co do dalszego trybu postępowania,
pozostaniemy tu, gdzie siedzimy do tej pory. Zamierzam - i jeżeli przypuszczacie, że
żartuję, bardzo grubo się mylicie - przykuć was oboje kajdankami, jedno do drugiego, i
nie uwalniać, dopóki nie wylądujemy na Oseonie Pięć Tysięcy Siedemset Dziewięćdziesiąt
Dwa. Postąpię tak, jak powiedziałem, chyba że znajdziecie inne rozwiązanie, które
bardziej wam odpowiada i przeciwko któremu nie zgłoszę żadnych zastrzeżeń.
W przeciwnym razie będziemy tkwili tu tak długo, aż galaktyczne Jądro zamieni się w
bryłę lodu.
Bassi Vobah splotła ręce na piersi i siedziała zagniewana, ale nie odezwała się ani
słowem. Waywa Fybot mrugał wielkimi błękitnymi oczami. Wyglądało na to, że nad
czymś się zastanawia, ale w końcu i on nie przerwał przedłużającej się ciszy.
Uczynił to dopiero Calrissian.
- Posłuchajcie, co wam powiem. Nie żartuję! Na razie nie odgadłem, kto czyha na kogo i
dlaczego, ale wiem, że dzieje się tu coś złego. A może nawet więcej niż jedno coś. Mam
pewną wprawę, jeżeli chodzi o unikanie zamachów na moje życie. A teraz niech jedno
z was wyciągnie kajdanki i natychmiast przykuje się do drugiego, gdyż w przeciwnym
razie...
- Mistrzu! — rozległ się nagle okrzyk z głośnika interkomu. - Za chwilę wpadniemy w
tarapaty... wielkie tarapaty! Proszę, żebyś jak najszybciej przyszedł do sterowni!
Lando wstał i szybko przeniósł spojrzenie z policjantki na funkcjonariusza. Uderzył pięścią
jednej ręki w otwartą dłoń drugiej, po czym odwrócił się i wybiegł ze świetlicy.
- O co chodzi, Vuffi Raa? - zapytał, kiedy dotarł do sterowni. - Właśnie miałem się
zatroszczyć...
- Popatrz przed siebie, mistrzu - przerwał mu mały android. - Tam, na wylot rozpadliny.
Lando usiadł na fotelu pilota i zapiął sprzączki sieci, a potem, kiedy przyszedł mu do
głowy pewien pomysł, zwiększył siłę ciążenia w świetlicy do wartości mniej więcej
trzykrotnie większej niż normalna.
- To powinno zatrzymać ich tam na dobre - mruknął do siebie. - Ja... o, nie!
- O, tak, mistrzu - poprawił go Vuffi Raa. - Nawet widać blask Ogniowichru, odbity
od powierzchni ich kadłubów. Eskadra myśliwców w końcu nas odnalazła. Zaraz piloci
zaczną strzelać w głąb wąwozu. Wykluczone, żeby chybili. Zostało nam najwyżej kilka
sekund.
ROZDZIAŁ XIII
- Mistrzu, ponownie cię zawiodłem! Nie możemy stąd uciec, a zatem nie przydam ci się
jako pilot. Nie mogę także obsługiwać działka - nie pozwala mi na to oprogramowanie!
Starając się uwolnić „Sokoła” z objęć skalnej rozpadliny, Lando przestawiał i popychał
dźwignie różnych przełączników. Żałował, że nie może posłużyć się sterburtowymi
czterolufowymi działkami. Zważywszy na położenie kadłuba względem ścian, nie miał
na to najmniejszej szansy.
- Wszyscy mamy jakieś ograniczenia, Vuffi Raa - powiedział. - Czy jeszcze pamiętasz, co