Stworzenia zazwyczaj żywiły się energią Ciemnej Strony, która przepływała przez Bane’a, ale konstruowanie holocronu wymagało, żeby Mistrz ukierunkował...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, e (z tyme trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad ni, lecz w celu ochrony praw zagroonych przez inne instytucje spoeczne: Jednym z najtrudniejszych aspektw spoecznego...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
- Wysunąwszy delikatnie ramię spod głowy Clare, wstał z łóżka, krzywiąc się z bólu, gdyż skaleczenia i rany, które przez noc trochę przyschły, znowu się...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Pasożyty były coraz bardziej głodne; przesyłały więc do jego krwiobiegu środki chemiczne i hormony, które miały go wpędzić w bezrozumny szał, żeby orbaliski mogły się nasycić energią Ciemnej Strony.
Drżące mięśnie rąk były pierwszym skutkiem ich starań, a Bane mógł tylko czekać, aż drżenie ustanie. Miał już tylko kilka godzin na dokończenie swojej pracy, ale nie mógł
ryzykować, że popełni błąd i uszkodzi delikatną strukturę matrycy holocronu.
W końcu odzyskał panowanie nad drżącymi palcami, chociaż stracił przy tym wiele cennych sekund. Kiedy jego dłoń się uspokoiła, kilka razy powoli, głęboko odetchnął, żeby się lepiej skoncentrować; potem posłużył się Mocą i wysłał myśli, żeby jeszcze raz dotknąć nimi włókien matrycy.
Wokół jego palców pojawiły się wstążki elektrycznych wyładowań; wkrótce owinęły także nerwy kręgosłupa. Bane wygiął się w łuk i krzyknął w agonalnym bólu. To na chwilę rozproszyło jego koncentrację. Wtedy przeniknął go niekontrolowany impuls energii Ciemnej Strony, wystrzelił z jego palców i pomknął do holocronu. Po chwili piramida eksplodowała, a Bane’a opryskały okruchy kryształu.
Długo siedział i wpatrywał się w pusty postument. Odczuwał pulsujący głód orbalisków i własną, narastającą wściekłość. Wreszcie wzrok przesłoniła mu czerwona zasłona szału i Bane poddał się niepohamowanej furii.
ROZDZIAŁ 11
– Kto to jest? – zapytał wyzywającym tonem stojący przy drzwiach mężczyzna, zerkając podejrzliwie na Zannah. Jego twarz i ogoloną głowę pokrywały zielone i fioletowe tatuaże, pod którymi trudno było rozpoznać rysy twarzy. Mężczyzna miał na sobie błękitną koszulę i ciemnoniebieskie spodnie. Był niższy niż Kel, ale za to o wiele grubszy.
– Ona jest ze mną, Paak – odparł Kel. Odsunął strażnika na bok i przeszedł przez drzwi, prowadząc za rękę Zannah.
Nieumeblowany pokój był mały i mroczny. Z kantyny piętro niżej dobiegał cichy gwar i muzyka, mimo to zgromadzone w pokoju osoby mówiły konspiracyjnym szeptem. W
ciasnym kręgu siedziało dwóch młodych mężczyzn, kobieta niewiele starsza od Zannah i niebieskoskóra, czerwonooka Chissanka.
Paak podreptał za nowo przybyłymi, wyraźnie niezadowolony z przebiegu rozmowy.
– Nie powinieneś jej przyprowadzać – skarcił Kela.
– Pracuje w ambasadzie – zapewnił go Twi’lek, wykorzystując fałszywą historyjkę, którą Zannah sprzedała mu podczas ich pierwszego spotkania. – Może nam pomóc.
Tęgi mężczyzna złapał Kela za łokieć i odwrócił go twarzą do siebie.
– Nie do ciebie należy podejmowanie takich decyzji! – wybuchnął. – Naszym przywódcą jest Hetton, nie ty!
– Hetton powierzył mi wykonanie tego zadania – przypomniał mu gniewnie Kel.
– Tylko dlatego, że zaproponowałeś kupno sfałszowanych przepustek, żebyśmy mogli przejść obok strażników ambasady – odciął się Paak. – Zwrócił się z tym do ciebie, bo potrzebował twoich kredytów!
– Hetton nie potrzebuje niczyich kredytów – odparł pogardliwie czerwonoskóry Twi’lek.
– Zlecił mi to zadanie, bo miał powyżej uszu zadawania się z takimi niedorozwiniętymi umysłowo bandziorami jak wy.
Paak wydął wargi i groźnie warknął, ale Kel zdążył się już odwrócić, jakby lekceważył
swojego podwładnego. Zannah obserwowała, czy wytatuowany mężczyzna nie zaatakuje od tyłu Twi’leka, ale Paak tylko pokręcił głową, odwrócił się i znów zaczął pilnować drzwi.
Kel podszedł do obecnych, którzy zrobili mu miejsce, żeby mógł usiąść. Zannah trzymała się z tyłu; zauważyła, że konspiratorzy patrzą na nią podejrzliwie. Nie bała się; musiała się jak
najwięcej o nich dowiedzieć.