- A może nikt go nie odwiedza...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- By moe, i tu wanie odkryjemy jeszcze dziedzin naszego wynalazku, dziedzin, w ktrej zdoby si moemy jeszcze na oryginalno, naprzykad [!] jako parodyci...
- Statyczne pole magnetyczne może być wytwarzane przez sztabkowe magnesy trwale i przez elektromagnesy: Nie istnieją pojedyncze bieguny magnetyczne -...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- — Prośba o pomoc, która czekała tysiąc lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- Z drugiej strony ciekawym przykadem rnorodnoci motywacji, ktrymi kieroway si stare" i nowe" siy polityczne w ustalaniu ordynacji moe by ordynacja...
- Moze w zwiazku z tym pozostaje notatka, która tu wypisuje z poznanskiej "Teczy" nr 43 z roku 1928: "W miasteczku Kuncewicze na pograniczu wschodnim powstala wsród Zydów...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
.. - powiedział Oliveira. - Popatrz, co za zdarzenie, że akurat nazywa się Morelli.
- Skąd wiesz, że jeszcze nie umarł? - powiedział Etienne patrząc na fontannę ze złotymi rybkami na wewnętrznym dziedzińcu.
- Powiedzieliby mi. A facet tylko na mnie popatrzył. Nie chciałem się pytać, czy nikt przedtem nie przychodził do niego.
- Mogli przecież przyjść nie zgłaszając się w dyżurce.
I tak dalej. Bywają chwile, w których z powodu obrzydzenia, strachu albo dlatego że trzeba wdrapać się dwa piętra i śmierdzi fenolem, dialog robi się szalenie rozwlekły, tak jak pocieszając kogoś po stracie dziecka wymyśla się najgłupsze tematy do rozmowy; siedząc koło matki i zapinając jej nie dopięty szlafroczek, mówi się: „No już. Nie trzeba, żebyś się teraz przeziębiła”. Matka wzdycha: „Dziękuję”. A na to: „Niby nic, ale wieczory już zaczynają być chłodniejsze”. Matka: „Tak, to prawda”. Rozmówca: „Może chcesz szalik?” Nie. Rozdział okrywania skończony, przechodzimy do wewnętrznego rozgrzewania. „Zrobię ci herbatki”. Ale nie, nie ma ochoty. „Musisz się czegoś napić. Nie można przez tyle godzin nic gorącego nie wziąć w usta”. Ale ona nie wie, która jest godzina. „Już po ósmej. Od wpół do piątej nic nie piłaś. A dziś rano zaledwie parę łyczków. I zjeść coś powinnaś, niechby chleba z masłem”. Nie ma ochoty. „Zrób to dla mnie, zobaczysz, że najtrudniej jest zacząć”. Westchnienie, ani tak, ani nie. „A widzisz, że masz ochotę. Natychmiast idę postawić herbatę”. Jeżeli i to zawiedzie, pozostają siedzenia. „Niewygodnie ci tu, kurcz cię złapie”. Nie, dobrze jej. „Ale ja ci mówię, że nie, na pewno ci plecy ścierpły, całe popołudnie w tym twardym fotelu. Może byś się położyła na chwilę”. O nie, co to to nie. W tajemniczy sposób łóżko równoważy się ze zdradą. „Ale tak, może ci się uda chwilę zdrzemnąć”. Podwójna zdrada. „Zrobiłoby ci dobrze, zaraz poczujesz się bardziej wypoczęta. Zostanę z tobą”. Nie, tak jej jest bardzo wygodnie. „No to chociaż przyniosę ci poduszkę pod plecy”. Dobrze. „Nogi ci spuchną, podłożę ci mały taborecik, żebyś mogła je oprzeć trochę wyżej”. Dziękuję. „A za chwilę do łóżka. Musisz mi przyrzec”. Westchnienie. „Tak, tak, nie kapryś. Gdyby ci to powiedział doktor, musiałabyś posłuchać”. Wreszcie: „Trzeba pospać, kochana”. Warianty ad libitum.
- Perchance to dream - mruknął Etienne, który przeżuwał warianty, po jednym na każdym schodku.
- Powinniśmy mu byli kupić butelkę koniaku - powiedział Oliveira. - Przecież masz forsę.
- Nie znamy go. W dodatku może naprawdę umarł. Popatrz na tę rudą, tej pozwoliłbym się pomasować bez przykrości. Czasami miewam fantazje na temat chorób i pielęgniarek. A ty?
- Jak miałem piętnaście lat, bracie. Coś okropnego. Eros uzbrojony w strzykawkę zamiast strzały, przepiękne dziewuszki, co mnie myły od stóp do głów. Dosłownie umierałem w ich ramionach.
- W krótkich słowach, onanista.
- No to co? Co się wstydzić onanizmu? Też sztuka, może trochę niższa od tamtej, ale niemniej jednak pełna boskich proporcji, jedności czasu, miejsca i innych retoryk. Jak miałem dziewięć lat, patriotycznie onanizowałem się pod ombu.
- Ombu?
- Taki rodzaj baobabu - wyjaśnił Oliveira. - Ale zawierzę ci coś, jeżeli przysięgniesz, że nie powiesz żadnemu innemu Francuzowi. Ombu nie jest drzewem; to jest ziółko.
- Ach, dzięki Bogu, wobec tego nic poważnego.
- A jak się onanizują francuscy chłopcy?
- Nie pamiętam.
- Znakomicie pamiętasz. My tam u siebie mamy fenomenalne sposoby. Na młoteczek, na parasoleczkę... Kapujesz? Nie mogę słuchać niektórych tang, bo zaraz przypominam sobie, jak je grała moja ciotka.
- Nie widzę, co ma piernik do wiatraka.