że było ich zbyt wielu; ogromna ciżba przepychających się, napierających istot...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Już samo podanie w polskiej telewizji publicznej informacji o wyrażeniu przez kogoś krytycznej opinii o wspomnianym festiwalu (firmowanym wszak przez TVP) było...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- punktach było ono skodyfikowaniem stosowanej ju uprzednio praktyki, jednak praktyce tej dopiero teraz nadało charakter w pełni instytucjonalny...
- ““Zabij go, Tanneguy!”“ A teraz - de Giac roześmiał się konwulsyjnie - teraz ten człowiek, pod którego władzą było tyle prowincji, że można by nimi...
- Niemniej obawiałem się wyjść z lasu — choć skądinąd było oczywiste, że prędzej albo później wyjść muszę...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- I po cóż to wszystko, po cóż te wyrzeczenia dla sprawy tak od początku przegranej? Jakby z odkrytej karty czytać było można...
- Wyjaśniła Ellie, jak to było z białą, weselną suknią, że rodzina tak tego chciała, i ile radości sprawiają jej te metry jedwabnych koronek i długi, lśniący...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- Pod ziemią mieliśmy nawet drogowskazy, dzięki czemu obcy wiedzieli gdzie się znajdują, chociaż zapewnianie przybyszom [kadrze i partyzantom] przewodnika było...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Muszą ich być tysiące - powiedziała Jaina i natychmiast się poprawiła: - Dziesiątki tysięcy.
- A za parę godzin będą setki tysięcy - dodał Lando. - Nawet jeśli stan wyjątkowy oznacza wyłączenie głównych kanałów łączności, Klatooinianie mają swoje sposoby przekazywania
informacji.
Lecieli w milczeniu, kierując się w stronę dużego lądowiska pałacu. Tam czekał na nich
Kanclerz Kedari z kilkoma asystentami. Na żywo wydał się Jainie znacznie mniej onieśmielający.
Był niższy, niż się spodziewała, wspierał się ociężale na pięknie rzeźbionej lasce, a jego język ciała sugerował, że jest bliski załamania. Jaina wcale mu się nie dziwiła. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jak ona by zareagowała na zbezczeszczenie czegoś, co stanowiło część jej tożsamości. I tak już ciężko przeżyła zerwanie zaręczyn.
- Witajcie. Jesteście tutaj oboje bardzo mile widziani - powiedział Darima. - Normalnie witałbym was z większą pompą, ale, jak chyba zdążyliście już zauważyć, liczy się czas. Musimy jak najszybciej przywrócić ład, a do tego potrzebny jest werdykt. Proszę za mną.
Weszli za nim do windy towarowej, prostej i funkcjonalnej, więc tym bardziej Jainę
zaskoczył przepych dużej sali, w której wysiedli. Przed sobą zobaczyła potężne, ozdobne kolumny, które podtrzymywały pomalowany na granatowo sufit. Sprytnie ukryte soczewki mieniły się i migotały, tworząc iluzję gwiezdnej panoramy. Teraz, za dnia, efekt był słabo widoczny, ale Jaina uznała, że po zmroku widok musi zachwycać. Okrągłe okna na całej długości przestronnej sali wpuszczały ukośnie padające światło. Równo rozmieszczone wzdłuż kamiennej ściany kinkiety zapewniały oświetlenie wieczorem. Przeciwległa ściana była w całości wykonana z transpastali, za którą rozciągał się zapierający zazwyczaj dech widok na Fontannę. Teraz oczywiście obraz był
zatrważający. Jaina żałowała, że nie można go jakoś zasłonić, ale nie było żadnych zasłon ani żaluzji.
Na całej długości sali rozstawiono fotele, zaprojektowane wyraźnie z myślą o wygodzie
humanoidalnych ras, ale środek sali był pusty.
- Od wieków nie zapadł tu żaden wyrok - objaśnił Darima, kiedy weszli do sali. - Teraz
odbywają się tu przedstawienia i wykłady. - Głos miał smutny. Skinął sękatą ręką i zaprowadził ich do części pomieszczenia znajdującej się na wprost Fontanny. Na marmurowym podium stały trzy fotele; kolejne ustawiono z boku.
- Jedi Solo, pani i kapitan Calrissian usiądziecie tu razem ze mną. Reszta Starszyzny zajmie miejsca w pobliżu, żeby mogli obserwować przebieg procesu. Wkrótce zjawią się obie strony.
Jaina usiadła w fotelu. Chociaż zaprojektowany ewidentnie z myślą o bardziej rosłych
istotach, okazał się tak wygodny, jak się spodziewała. Wprawdzie zwisały jej nogi, ale do tego była przyzwyczajona. Poza tym miała nadzieję, że nie potrwa to zbyt długo.
- Więc... co mamy robić? - spytała Darimę.
- Słuchać - odparł po prostu Kanclerz. - Wiecie, o co toczy się gra. Wiecie, co znaczy dla nas Fontanna. Wiecie, o czym stanowi pakt vontorski. Wysłuchajcie każdego, kto zabierze głos.
Pani, jako Jedi, ma pewne umiejętności orzekania o winie lub niewinności. Ty, Lando, potrafisz za to oceniać istoty. Musiałeś się tego nauczyć z uwagi na twoje... środowisko.
- Hej - obruszył się Lando. - To było też twoje środowisko.
Darima zachichotał cicho.
- Ale już nie jest - odparł. - W każdym razie musicie sądzić sprawiedliwie, żeby Przodkowie byli zadowoleni z wyroku.
- Postaramy się - powiedziała tylko Jaina.
Wyczuła teraz obecność innych istot zbliżających się do sali. Jedna grupa przypominała