Józia Pye odwiedziła mnie także...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — No, niech mnie nagła krew zaleje! — zawołał Tay Tay...
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- o mnie ex re mojego stanowiska w sprawie reformy rolnej, e jestem jakzodziej, co chce wyj z cudzej kieszeni zegarek i da go komu innemu...
- - Bo dla mnie, to samotność, taka prawdziwa, transcendentna samotność, to jest na sam koniec orgazmu...
- Nic zatem dziwnego, że w konsultowanym przeze mnie przypadku niczym nie zagrożony, dobrze odżywiony pies na początku nie protestował, kiedy mu zabierano miskę...
- Następnie Heydrich zwrócił się do mnie: Niech mi pan powie, Schellenberg, ten Josef Muller miał chyba kiedyś coś wspólnego z pana wydziałem...
- Obrzuciła mnie ponurym spojrzeniem, obracając moje słowa w myślach, pró- bując odkryć zniewagę albo podstęp...
- - Aresztujesz mnie i braci Savage za to, że chcemy wejść to parku i szukać naszejkrewnej? Decydujesz się na awanturę ze spokojnymi obywatelami?Jimmy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Przyjęłam ją tak uprzejmie, jak tylko potrafiłam, bo zdaje mi się, iż żałuje tego wyzwania mnie na próbę. Gdybym się zabiła, jakież ciężkie wyrzuty sumienia dręczyłyby ją przez całe życie!
Diana była wierną przyjaciółką. Przychodziła codziennie, aby mi osłodzić moją samotność. Ale jakże będę szczęśliwa, gdy wreszcie pójdę do szkoły! Słyszałam tyle zajmujących szczegółów o nowej nauczycielce. Wszystkie dziewczęta twierdzą, że jest niezmiernie miła. Diana mówi, że ma cudne, jasne, wijące się włosy i pełne wyrazu oczy. Ubiera się ładnie, a rękawy ma bardziej bufiaste niż którakolwiek z pań w Avonlea.
Co drugi piątek po południu urządza zebranie, na którym każdy z uczestników deklamuje lub bierze udział w dialogu. Ach, z jaką rozkoszą myślę o tym! Józia Pye mówi, że nie cierpi tych zebrań, ale to tylko dlatego, że Józia nie ma ani źdźbła wyobraźni.
Diana, Ruby Gillis i Janka Andrews przygotowują na przyszły piątek dialog pod tytułem „Odwiedziny poranne”. W te zaś piątki, gdy nie ma zebrań, panna Stacy zabiera wszystkie dziewczęta do lasu na wycieczkę i wtedy pokazuje im ptaki, kwiaty i paprocie i opowiada o nich. Każdego popołudnia i każdego ranka odbywają się ćwiczenia gimnastyczne. Pani Linde mówi że nigdy nie słyszała o podobnych innowacjach i ze to wszystko się dzieje dlatego, że nauczycielem jest kobieta. Mnie się to jednak wydaje cudowne i zaczynam przypuszczać, ze w pannie Stacy znajdę pokrewną duszę.
— Jedno jest pewne, Aniu — rzekła Maryla. — Oto nie ulega wątpliwości, że przy upadku język twój nie odniósł najmniejszego uszkodzenia.
XXIV.Wychowankowie panny Stacy urządzają koncert
Nadszedł październik i Ania mogła znowu zacząć chodzić do szkoły. Był to cudny październik w czerwieni i złocie; w łagodne poranki doliny stały pełne delikatnych mgieł, niby rozwieszonych przez wieszczkę jesieni, aby słońce mogło je wysuszyć. Mgły te mieniły się wspaniałymi barwami: ametystową, perłową, srebrną, różową i niebieskawą. Rosa była tak ciężka, że pola wyglądały niby okryte srebrnym płaszczem.
W gęstym lesie przechodzień stąpał po stosach zwiędłych, szeleszczących liści, które wypełniały wszystkie kotlinki. W Alei Brzóz utworzyły się żółte sklepienia, a pomiędzy drzewami słały się zeschnięte, brunatne paprocie.
W powietrzu unosił się ostry, orzeźwiający zapach, którym rozkoszowały się dziewczęta dążące żwawo i chętnie do szkoły. Jakże przyjemnie było Ani zasiąść znowu za ciemnym pulpitem obok Diany, zobaczyć Ruby Gillis, życzliwie uśmiechającą się ku niej poprzez przejścia między ławkami, Carrie Sloane, przesyłającą jej miłe bileciki, i Julię Bell, ofiarowującą koleżance najdelikatniejsze kawałki żywicy.
Ania, temperując swój ołówek i układając zeszyty w szufladzie, westchnęła z zadowoleniem. „Życie w istocie jest bardzo zajmujące” — pomyślała.
W nowej nauczycielce znalazła Ania prawdziwego i pomocnego przyjaciela. Panna Stacy była to wesoła i niezmiernie sympatyczna młoda osoba, ze szczęśliwym darem zjednywania sobie uczuć swych uczni oraz umiejętnością wydobywania z tych młodych istot wszystkich zalet umysłowych i moralnych. Ania rozwijała się jak kwiat pod jej dobroczynnym wpływem i roztaczała w domu przed podziwiającym ją Mateuszem i krytycznie usposobioną Marylą pełne zachwytów opisy zajęć i zamierzeń szkoły.
— Kocham pannę Stacy całym sercem, Marylo. Jest taką prawdziwą damą i przemawia słodkim nad wyraz głosem. Kiedy się zwraca do mnie, czuję instynktownie, że powie: „Aniu!” Dziś po południu recytowałyśmy poezje. Żałuję bardzo, żeście nie słyszeli, gdy deklamowałam „Maria, królowa szkocka”. Włożyłam w ten utwór całą moją duszę. Kiedyśmy wracały do domu, Ruby Gillis wyznała mi, że gdy mówiłam wiersz: „Żegnaj, kobiece moje serce”, zimny dreszcz ją przeniknął.
— Musisz mi to zadeklamować któregoś dnia, gdy będę w stodole — poprosił Mateusz.
— Bardzo chętnie — odpowiedziała Ania zamyślona — lecz nie wiem, czy potrafię to zrobić równie dobrze. Nie będę przecież tak wzruszona jak wówczas, gdy czułam, że cała szkoła słucha mnie z zapartym tchem. Jestem prawie pewna, że nie potrafię wywołać u Mateusza zimnego dreszczu.
— Pani Linde mówi, że ona doznała też zimnego dreszczu widząc, jak wasi koledzy wdrapywali się w piątek po południu na wierzchołki wielkich drzew u państwa Bellów, szukając gniazd wronich — wtrąciła Maryla. — Dziwi mnie, że panna Stacy pozwala na to.
— Ależ gniazdo wronie było nam koniecznie potrzebne do pogadanki przyrodniczej — objaśniła Ania. — Było to podczas popołudniowej wycieczki. Nasze wycieczki są wspaniałe, Marylo. Panna Stacy objaśnia wszystko prześlicznie. Następnie piszemy wypracowania, których treścią są właśnie te wspólne przechadzki. A moje ćwiczenia są zwykle najlepsze.
— Jesteś bardzo zarozumiała twierdząc coś podobnego. Jedynie nauczycielka mogłaby wydać sąd o tym.