Oczywiście Melles grał w tę samą grę na wiele wyższym i bardziej skomplikowanym poziomie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Mimo to w żyłach elfa płynęła adrenalina wywołana łowami – górskim szlakiem poniżej uciekał tuzin orków – a jeszcze bardziej...
- Kiedy Canan przejął zarządzanie codziennymi operacjami magazynu, Lovejoy jeszcze bardziej skupił swą uwagą na rekrutacji, sprowadzając ostatecznie jeszcze...
- — Ciężko was Bóg pokarał, ale wam za to odmienił dusze — mówił — nieszczęście wiele uczy...
- — Co ty tam masz na ekranie? — zapytała Gale, za sprawą widocznej konsternacji Joanny jeszcze bardziej zaciekawiona...
- Pomijajc bardziej szczegow analiz procesu sekularyzacji, omwiony zostanie sam pluralizm, a take proces jego nasilania si...
- - Wy, Ukraińcy, zawsze sobie dziwne miejsca na obronę ojczyzny wybieracie!Stopniowo gdy wino zaczęło działać ich rozmowa wkraczała na coraz bardziej...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Gdy misjonarze, wielorybnicy, plantatorzy trzciny cukrowej i inni intruzi coraz bardziej wnikali na Wyspy Hawajskie (nie napotykając na opór ze strony...
- prostszego i bardziej przekonującego sposobu oświadczenia, Ŝe ja uwaŜam cię za Ŝe - kolejny raz - poczuł, jak z jego serca znikają resztki chłodu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ludzie musieli radykalizować swoje poglądy, kiedy dostawali niepełne informacje o złożoności sytuacji. Kto nie z nami, ten przeciwko nam - jeśli nie białe, to musi być czarne, dzień albo noc. Podczas gdy prześladowani przez długi czas wykorzystywali tę tendencję ludzi do wzbudzenia współczucia w innych, Melles posługiwał się nią w manipulowaniu reakcjami ludności. Jego plany i działania były tak złożone, że laik nie mógłby ich omówić w krótkiej rozmowie; baron używał różnych grup - na przykład grup pracy albo policji - jako buforów i widocznych przedstawicieli. Tworzył proste pojęcia, które laicy mogli zrozumieć i zareagować na niejednocześnie nie przekazując informacji dotyczących większych, bardziej złożonych wydarzeń.
W ten sposób nawet najbardziej błyskotliwi przywódcy ruchów buntowniczych będą musieli oprzeć swoje postępowanie w najlepszym wypadku na niekompletnych informacjach, najczęściej na ogólnie powtarzanych plotkach, a w najgorszym przypadku - na fikcyjnych wiadomościach. W najgorszym wypadku dla nich; dla Mellesa było to po prostu wywoływanie odpowiednich zachowań ludzkich.
Nie; będzie ich obserwował, czasami chronił, czasami męczył i niepokoił, będzie ich wykorzystywał, ale przede wszystkim pozwoli im zwoływać owe “zebrania komitetu”, wygłaszać przemówienia i spierać się do woli. Dzięki temu będą spokojni i raczej nieszkodliwi. Im bardziej będą się burzyć na represje, w miarę poprawy warunków, tym mniej inni będą skłonni słuchać ich słów i w nie wierzyć.
Lepiej od czasu do czasu pozbyć się kompetentnego, niebezpiecznego, pojedynczego człowieka niż rozbijać całą grupę. Jeśli nie uda się tego załatwić inaczej, ci naprawdę niebezpieczni zginą podczas napadu chuligańskiego czy rabunkowego. Potem, zanim zostaną uznani za męczenników, w trakcie “śledztwa” dotyczącego ich śmierci “wyjdą na jaw” starannie spreparowane sensacje - na przykład bohaterowie okażą się uwodzicielami dzieci - aby zdusić w zarodku możliwość wzburzenia opinii publicznej, a zamiast tego zrodzić niesmak i potępienie, które zaczną być również kojarzone z każdym rodzajem działalności owych ludzi. Po dziesięciu czy dwudziestu takich przypadkach ogół mieszkańców będzie się cieszył z usunięcia awanturników.
Ogólnie rzecz biorąc, Melles bardzo lubił amatorskich bojowników o wolność, gdyż dostarczali mu niemałej rozrywki. Gdyby nie powstała żadna grupa, sam musiałby ją utworzyć choćby po to, by zająć czymś prawdziwych buntowników. Najbardziej niebezpieczni mogli być ci nieliczni, którzy zdaliby sobie sprawę, iż najbardziej oczywistym celem są takie grupy - i zdecydowaliby się podważać autorytet władz na własną rękę. Takich zdołałby złapać tylko przez przypadek.
Ale grupy buntowników miały też swoje dobre strony - między innymi dawały różnym gorącogłowym możliwość wyładowania energii. Wygłaszali przemówienia zamiast podpalać archiwa, fałszować i rozprowadzać kartki żywnościowe lub napadać na obozy pracy i uwalniać skazanych.
Lepsze nieskuteczne mowy tysiąca głupców niż jeden bunt.
Melles przełożył raport z pojemnika “sprawy do załatwienia” do pojemnika “sprawy zakończone” i zajął się kolejną kwestią. Gdyby nie niebezpieczna sytuacja, byłby bardzo zadowolony: nigdy jeszcze nie sprawował tak wielkiej władzy nad tak dużą liczbą ludzi; świadomość tego przyprawiała go o nieoczekiwany zawrót głowy.
Przeglądał raport po raporcie od dowódców wyspecjalizowanych oddziałów operacyjnych działających w mieście; wszyscy zgodnie twierdzili, że wydarzenia toczą się tak, jak tego oczekiwali. Nieprzewidywalne były jedynie skutki magicznych burz; Melles miał nadzieję, że w wystarczającym stopniu przygotował się na chaos, jaki mogły spowodować burze. Kapitanowie okręgów znali się na polityce, a chociaż zostali wybrani, Melles w każdej chwili mógł, według swego uznania, zastąpić ich kimś innym. Na pewno skłamaliby, gdyby w ten sposób mogli zatrzymać stanowiska. Nie podejrzewał o to komendanta imperialnej armii, ale i on mógł przekazywać tylko część prawdy. Jednak agenci Mellesa, starannie dobrani i wyszkoleni, nie ukrywali faktów, choćby najbardziej nieprzyjemnych. Na tym polegała ich praca; Melles nagradzał prawdomównych i pozbywał się krętaczy - czasami na zawsze, jeśli znajdowali się na szczególnie delikatnej i narażonej na odkrycie pozycji. Raporty potwierdziły wrażenie barona: miasto należało do niego; uspokojone, znalazło się całkowicie w jego rękach.
To dobrze, gdyż Melles nie miał zamiaru opuszczać stolicy, chciał mieć w niej spokój, by zająć się resztą Imperium, nie martwiąc się o swoje bezpieczeństwo czy wygodę. Potęga, która dała mu władzę, znajdowała się tutaj; chociaż mógłby wprowadzić w życie swoje plany, nawet gdyby cesarz zmienił zdanie i wyznaczył innego następcę, byłoby to jednak dużo trudniejsze. Miał armię, ale gdyby cesarz znalazł kogoś na jego miejsce, straciłby ją - a do podbicia reszty Imperium potrzebował żołnierzy.
Teraz, kiedy zrealizował swoje plany w Jaconie, wiedział, jak działać poza stolicą. Wrócił do dłuższego raportu, odłożonego na bok, zawierającego krótką relację z tego, co działo się w samym Imperium.