- O Boże! - sapnął Yvon...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- pomc mojemu znajomemu? Moe, nie daj Boe, jeszcze mu zaszkodz?Ufam, e pewn pomoc i zacht dla Czytelnika bd nastpujcestwierdzenia:* Wcale nie...
- Boe miosierny...
- - O, Boże...
- - Tak, wykorzystałem myśliwską pasję pana Giscarda d'Estaing i kilka razy podejmowałem go w imieniu władz państwowych w Łańsku w Olsztyńskiem i Arłamowie w...
- Co Polacy musieli przeżywać w zaborze rosyjskim - dobrze ilustruje list Zygmunta Krasińkiego do Delfiny Potockiej, pisany w styczniu 1848 r...
- Osoby te są bardzo wrażliwe na piękno, sprawy intelektualne i sztukę...
- Na scenie szef zarzÂądziÂł próbĂŞ zmiany dekoracji i Romek zobaczyÂł, jak rupieciarnia zmienia siĂŞ w wejĹcie do egipskiej ĹwiÂątyni...
- - Jesteśmy małżeństwem...
- — Siadaj, chłopaku — powiedział dowódca...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Eryko, czekaj w pokoju na mój telefon.
- Przykro mi, ale właśnie zbieram się do wyjścia. Wyjeżdżam z Kairu.
- Wyjeżdżasz! Myślałem, że jesteś w areszcie domowym - zdziwił się Francuz.
- Nie mogę opuścić kraju - poinformowała go Eryka. - Zadzwoniłam do biura Ahmeda Khazzana i powiedziałam im o podróży do Luksoru. Zgodzili się.
- Eryko, zaczekaj na mój telefon. Czy twój... chłopak jedzie z tobą?
- Wraca do Stanów. Podobnie jak ja zdenerwował się spotkaniem ze Stephanosem. Dziękuję za telefon, Yvon. Będziemy w kontakcie - powiedziała szybko i odłożyła słuchawkę.
Czuła, że on użył jej jako przynęty. Wierzyła w jego krucjatę przeciwko nielegalnemu handlowi antykami, ale nie lubiła, gdy ktoś ją wykorzystywał. Telefon zadzwonił ponownie, lecz nie zareagowała.
Jazda taksówką na dworzec zajęła Eryce ponad godzinę. Choć przed podróżą wzięła prysznic, już po piętnastu minutach jej bluzka przesiąknięta była potem, a plecy przykleiły się do gorącego, winylowego siedzenia.
Dworzec kolejowy znajdował się na gwarnym placu skrytym za starożytnym posągiem Ramzesa II, którego nieśmiertelna postać kontrastowała z szalonym zgiełkiem panującym dokoła. Stacja zapchana była ludźmi, od biznesmenów w zachodnich garniturach po prostych chłopów dźwigających puste naczynia. Dziewczyna świadoma była ciekawskich spojrzeń, ale nikt jej nie zaczepiał, więc śmiało przedzierała się przez tłum. Przed okienkiem, w którym sprzedawano bilety na sleeping, stała krótka kolejka i Eryka bez trudu dokonała zakupu. Postanowiła przerwać podróż w małej wiosce Balianeh i trochę pozwiedzać.
W kiosku kupiła „Herald Tribune” sprzed dwóch dni, włoski magazyn mody i kilka książeczek o odkryciu grobowca Tutenchamona. Nabyła też egzemplarz książki Cartera, choć czytała ją wiele razy.
Czas oczekiwania minął szybko. Usłyszała, jak zapowiadają jej pociąg. Nubijski bagażowy o prześlicznym uśmiechu wziął jej walizkę i zaniósł do przedziału. Poinformował ją, że będą wolne miejsca, więc może rozłożyć się na dwóch siedzeniach. Położyła bagaż na podłodze i zajęła się czytaniem „Herald Tribune”.
- Witaj - usłyszała miły głos, który ją nieco wystraszył.
- Yvon? - zdziwiła się szczerze.
- Cześć, Eryko. Już straciłem nadzieję, że cię odnajdę. Czy mogę usiąść? - Eryka zebrała czasopisma z sąsiedniego siedzenia. - Doszedłem do wniosku, że pojedziesz na południe pociągiem. Wszystkie miejsca w samolotach były zarezerwowane.
Eryka rzuciła mu półuśmiech. Nadal była na niego zła, ale fakt, że zadał sobie trudu, by ją odnaleźć, schlebiał jej. Musiał biec, bo włosy miał lekko potargane.
- Eryko, chcę przeprosić cię za wszystko, co wydarzyło się podczas spotkania ze Stephanosem.
- Tak naprawdę nic się nie wydarzyło. Myślę tylko o tym, co mogło się stać. Musiałeś coś podejrzewać, bo kazałeś mi umówić się z nim w miejscu publicznym.
- To prawda, ale tylko dlatego, że znam jego słabość do kobiet. Nie chciałem, aby zaczął się do ciebie dobierać. - Pociąg drgnął lekko. Yvon wstał i wyjrzał przez okno, po czym usiadł uspokojony, że pojazd nie rusza jeszcze z miejsca. - Nadal winny ci jestem kolację - ciągnął. - Tak się umawialiśmy. Proszę, nie wyjeżdżaj z Kairu. Mam nowe wiadomości o zabójcach Abdula Hamdiego.
- Co takiego?! - wykrzyknęła Eryka.
- Nie pochodzili z Kairu. Mam zdjęcia, które powinnaś zobaczyć. Może kogoś rozpoznasz.
- Przyniosłeś je ze sobą?
- Nie, zostały w hotelu. Nie było czasu.
- Yvon, jadę do Luksoru. Tak postanowiłam.
- Eryko, możesz pojechać do Luksoru, kiedy tylko zechcesz. Mam samolot. Zabiorę cię tam jutro.
Dziewczyna spojrzała na swe dłonie. Mimo gniewu, mimo obaw czuła, jak słabnie jej silna wola. A tak nie chciała, by ktoś się nią opiekował i troszczył.
- Dziękuję za tę propozycję, ale pojadę pociągiem. Zadzwonię do ciebie z Luksoru.
Rozległ się gwizd. Minęła dziewiętnasta trzydzieści.