— Siadaj, chłopaku — powiedział dowódca...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziała Morgiana i jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, ale zadziwił...
- – Zgadzam się – powiedziała nie ociągając się Colette...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparł, nie potrafiąc ukryć pobrzmiewającej w jego głosie konsternacji...
- – Powinniśmy się stąd wynosić, nim orki zaczną przetrząsać te ruiny – powiedziała Isaan...
- – Myślałem, że władza należy do rady – powiedział Pahner...
- – Ale powiedziałeś, że trochę się dowiedziałeś – ponagliła podekscytowana Catti-brie...
- - Myślę - powiedział, z uwagą dobierając słowa – że zamiast wydawać pieniądze na obce wojska, lepiej zrobiłbyś odtwarzając milicję wieśniaków,...
- W tym miejscu naley przynajmniej par sw powiedzie o sowie "zainteresowania", ktre obecnie w potocznym uyciu stao si terminem wytartym i martwym...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Rohan usiadł. Horpach wstał, podszedł do umywalki, chlusnął wodą na twarz
i kark, wycierał się krótko, gwałtownie, naciągnął kurtkę, zapiął ją i usiadł naprzeciw niego. Patrząc mu w oczy swoimi bladymi, lekko załzawionymi zawsze
jak od silnego wiatru oczyma, spytał od niechcenia:
— Jak tam, z tym twoim. . . immunitetem? Badali cię?
A więc to tylko to — przemknęło przez głowę Rohana.
Odchrząknął.
— Owszem, lekarze badali mnie, ale niczego nie wykryli. Prawdopodobnie
Sax miał rację z tym stuporem.
105
No tak. Nic więcej nie mówili?
— Do mnie nie. Ale słyszałem. . . zastanawiali się nad tym, dlaczego chmura
atakuje człowieka tylko raz, a potem zostawia go własnemu losowi.
— To ciekawe. I co?
— Lauda uważa, że chmura odróżnia normalnych od porażonych, dzięki róż-
nicy aktywności elektrycznej mózgu. U porażonego mózg wykazuje taką aktyw-
ność jak u noworodka. A w każdym razie bardzo podobną. Zdaje się, że właśnie
w takim osłupieniu, w jakie popadłem, obraz jest dosyć podobny. Sax przypusz-
cza, że można by sporządzić cienką metalową siateczkę, którą ukryłoby się we
włosach. . . wysyłałaby słabe impulsy, takie właśnie jak mózg porażonego. Coś w rodzaju „czapki niewidki”. Że w ten sposób można by się maskować przed
chmurą. Ale to tylko przypuszczenie. Nie wiadomo, czyby się udało. Chcieliby
zrobić parę doświadczeń. Nie mają jednak dostatecznej ilości tych kryształków —
a i tych, które miał zebrać „Cyklop”, nie dostaliśmy. . .
— No dobrze — westchnął astrogator. — Nie o tym chciałem z tobą mówić. . .
To, co sobie powiemy, zostanie między nami. Tak?
— Tak. . . — powiedział powoli Rohan i napięcie wróciło.
Astrogator nie patrzał teraz na niego, jakby trudno mu było zacząć.
— Nie powziąłem jeszcze decyzji — powiedział nagle. — Ktoś inny na moim
miejscu rzucałby monetą. Wracać — nie wracać. . . Ale nie chcę. Wiem, jak często nie zgadzasz się ze mną. . .
Rohan otworzył usta, lecz tamten uciął jego słowa w zarodku lekkim ruchem
ręki.
— Nie, nie. . . Otóż masz szansę. Daję ci ją. Ty zadecydujesz. Zrobię, co po-
wiesz.
Popatrzał mu w oczy i zaraz skrył je pod ciężkimi powiekami.
— Jak to. . . ja? — wybełkotał Rohan. Wszystkiego by się spodziewał, tylko
nie tego.
— Tak, właśnie ty. Oczywiście umówiliśmy się: to pozostanie między nami.
Ty poweźmiesz decyzję, a ja ją przeprowadzę. Ja będę odpowiadał za nią przed
Bazą. Dogodne warunki, nieprawdaż?
— Pan to mówi. . . serio? — spytał Rohan, tylko by zyskać na czasie, bo i tak wiedział, że wszystko jest prawdą.
— Tak. Gdybym ciebie nie znał, dałbym ci czas. Ale wiem, że chodzisz i my-
ślisz swoje. . . że dawno już powziąłeś decyzję. . . ale może bym jej z ciebie nie wyciągnął. Dlatego powiesz mi tu, zaraz. Bo to jest rozkaz. Na tę chwilę ty zosta-niesz dowódcą „Niezwyciężonego”. . . Nie chcesz od razu? Dobrze. Masz minutę
czasu.
Horpach wstał, podszedł do umywalki, potarł dłonią policzki, aż zachrzęścił
pod palcami siwy zarost, i zaczął się, jakby nigdy nic, golić maszynką elektryczną.
Patrzał w lustro.
106
Rohan widział go i nie widział równocześnie. Pierwszym jego uczuciem był
gniew na Horpacha, który tak bezwzględnie z nim postąpił, dając mu prawo,
a właściwie obowiązek decyzji, wiążąc go słowem, a zarazem przejmując z gó-
ry całą odpowiedzialność. Rohan znał go na tyle, aby wiedzieć, że wszystko to zostało przemyślane i jest już teraz nie do odwrócenia. Sekundy biegły i trzeba było mówić, za chwilę, zaraz, a on nic nie wiedział. Wszystkie argumenty, które tak chętnie cisnąłby astrogatorowi w twarz, które sobie układał jak żelazne cegły w czasie nocnych medytacji, znikły. Czterech ludzi nie żyło prawie na pewno.