- Nuria Monfort powiedziała mi, że pracownik kostnicy zadzwonił do wydawnictwa trzy dni później, kiedy ciało zostało już pogrzebane w zbiorowym grobie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziała Morgiana i jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, ale zadziwił...
- — Siadaj, chłopaku — powiedział dowódca...
- – Zgadzam się – powiedziała nie ociągając się Colette...
- — Tego kuśnierza mogłabyś lepiej pamiętać, skoro zetknęłaś się z nim osobiście — powiedziałam z niezadowoleniem i naganą...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedział Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparł, nie potrafiąc ukryć pobrzmiewającej w jego głosie konsternacji...
- – Powinniśmy się stąd wynosić, nim orki zaczną przetrząsać te ruiny – powiedziała Isaan...
- „Tak, Panie — powiedziałem — lecz z całą pewnością cierpienie jest złe”...
- — Oskrzydlamy? — Powiedz mu po prostu, że uderzamy na nich od zachodu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Don Manuel twierdzi, że zadzwoni! tego samego dnia, w którym ciało zostało dostarczone do kostnicy. Powiedział mi, że rozmawiał z jakąś młodą kobietą, która podziękowała mu za telefon. Don Manuel pamięta, że był mocno zdziwiony zachowaniem owej kobiety. Skomentował to takimi oto słowy: “Tak jakby już o wszystkim wiedziała".
- No a Fortuny? To prawda, że odmówił uznania w zmarłym swego syna?
- Właśnie to najbardziej mnie zaintrygowało. Don Manuel wyjaśnia, że o zmierzchu zjawił się mały, trzęsący się mężczyzna w towarzystwie funkcjonariuszy policji. To był pan Fortuny. Don Manuel twierdzi, że nigdy nie mógł przyzwyczaić się do tej chwili, w której ludzie przychodzili identyfikować ciało kogoś bardzo bliskiego, i że to jest najgorsze. I że nikomu nie życzy takich przeżyć... Jak twierdzi, najgorzej jest, kiedy zmarły jest osobą młodą, a rozpoznającymi - rodzice lub niedawno poślubiony małżonek. Don Manuel bardzo dobrze pamięta pana Fortuny. Mówi, że kiedy ten zjawił się w kostnicy, ledwie trzymał się na nogach, płakał jak dziecko, a policjanci musieli go podtrzymywać. Cały czas łkał: “Co ci syneczku zrobili? Co ci syneczku zrobili?".
- A zobaczył w ogóle ciało?
- Don Manuel opowiedział mi, że był o krok od zasugerowania funkcjonariuszom, by dali spokój przewidzianej procedurze. Po raz pierwszy i ostatni w życiu przyszło mu na myśl zakwestionowanie regulaminu. Zwłoki były w nie najlepszym stanie. Przypuszczalnie denat, nim przetransportowano jego ciało do kostnicy, nie żył już od ponad dwudziestu czterech, a nie od kilku godzin - jak twierdziła policja. Manuel obawiał się, że kiedy staruszek zobaczy ciało, zupełnie się rozklei. Pan Fortuny w kółko powtarzał, że to niemożliwe, że jego Julian na pewno żyje... Wówczas don Manuel ściągnął okrywające ciało prześcieradło, a dwaj funkcjonariusze formalnie zapytali Fortuny'ego, czy to jego syn Julian.
- I co?
- Fortuny słowem się nie odezwał, przyglądał się jedynie ciału, a po minucie, mniej więcej, odwrócił się i odszedł.
- Jak to odszedł?
- Jak mógł najszybciej.
- A policja? Nie zatrzymała go? Przecież chodziło o zidentyfikowanie zwłok. Berceló uśmiechnął się złośliwie.
- Teoretycznie tak. Ale don Manuel pamięta, że w kostnicy był jeszcze ktoś, jeszcze jeden policjant, który, podczas gdy funkcjonariusze przygotowywali pana Fortuny'ego, wszedł cichutko i bez słowa obserwował całą scenę, oparty o ścianę, trzymając w ustach papierosa. Don Manuel pamięta go dobrze, bo kiedy zwrócił mu uwagę, że regulamin surowo zabrania palenia tytoniu w pomieszczeniu, jeden z policjantów dał mu znać, żeby się zamknął. Opowiadał don Manuel, że z chwilą, gdy Fortuny opuścił kostnicę, ów trzeci policjant podszedł do ciała, rzucił okiem i splunął zmarłemu w twarz. Zabrał paszport i wydał polecenie, by zabrano zwłoki do Can Tunis, gdzie jeszcze tego samego dnia pogrzebano je w zbiorowej mogile.
- To bez sensu.
- To samo pomyślał don Manuel. Zwłaszcza że było to niezgodne z regulaminem. “Przecież ciągle nie wiemy, kim jest ten człowiek", powiedział. Policjanci nie odezwali się. Don Manuel, wściekły, rzucił w ich stronę: “A może panowie wiedzą aż za dobrze, kto to jest. Bo byle głupek widzi, że ten człowiek nie żyje już co najmniej od dwudziestu czterech godzin". Don Manuel, oczywiście, odwoływał się wyłącznie do regulaminu, nie był przecież ani głupi, ani naiwny. Jak mi powiedział, trzeci funkcjonariusz podszedł doń, spojrzał mu głęboko w oczy i zapytał, czy pragnie towarzyszyć nieboszczykowi w jego ostatniej podróży. Don Manuel zwierzył mi się, że skóra mu ścierpła z przerażenia. Owemu człowiekowi szaleństwo z oczu wyglądało, więc don Manuel nie miał najmniejszej wątpliwości, że nie żartuje. Wymamrotał, że on jedynie pragnie postępować zgodnie z regulaminem, a tu nikt nie wie, kim jest zmarły, więc tym samym nie można go jeszcze grzebać. “Ten człowiek jest tym, kim ja powiem, że jest", odparł policjant. Po czym sięgnął po formularz aktu zgonu i podpisał go, dając do zrozumienia, że sprawę uważa za skończoną. Don Manuel mówi, że nigdy nie zapomni tego podpisu, bo podczas wojny, i wiele lat jeszcze po wojnie, widywał ten podpis wielokrotnie na dziesiątkach akt zgonów nieboszczyków, którzy pojawiali się w kostnicy nie wiadomo skąd i których nikt nie był w stanie zidentyfikować...
- Inspektor Francisco Javier Fumero...
- Duma i ostoja Generalnej Dyrekcji Policji. Wiesz, Danielu, co to znaczy? - Że od samego początku trafialiśmy kulą w płot.
Barceló sięgnął po kapelusz i laskę, i skierował się ku wyjściu, kręcąc głową i mamrocząc pod nosem.
- Nie, kochany, to znaczy, że kule w płot dopiero teraz się zaczną.
Całe popołudnie spędziłem nad ponurym listem powiadamiającym o powołaniu do wojska, czekając zarazem na jakiś znak życia od Fermina. Od przewidzianej godziny zamknięcia księgarni minęło już ponad trzydzieści minut, a Fermina jak nie było, tak nie było. Zadzwoniłem do pensjonatu na ulicy Joaquin Costa. Odezwała się dońa Encarna, która głosem już nieco przesiąkniętym anyżówką powiedziała, że nie widziała Fermina od rana.
- Jeśli nie zjawi się w ciągu pół godziny, będzie musiał zjeść kolację na zimno, bo niech sobie nie myśli, że to hotel Ritz. Ale nic mu się nie stało, prawda?
- Nie ma powodów do niepokoju, dońo Encarno. Miał zrealizować zlecenie i pewnie przeciągnęła się sprawa. W każdym razie, gdyby udało się go pani jeszcze dziś wieczorem zobaczyć, byłbym bardzo wdzięczny za przekazanie mu prośby, żeby do mnie zadzwonił. Do Daniela Sempere, sąsiada pani przyjaciółki Merceditas.
- Proszę się nie martwić, choć uprzedzam, że ja o wpół do dziewiątej wskakuję pod kołdrę.