– Powinniśmy się stąd wynosić, nim orki zaczną przetrząsać te ruiny – powiedziała Isaan...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Siadaj, chłopaku — powiedział dowódca...
- — Tego kuśnierza mogłabyś lepiej pamiętać, skoro zetknęłaś się z nim osobiście — powiedziałam z niezadowoleniem i naganą...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedział Ulath...
- „Tak, Panie — powiedziałem — lecz z całą pewnością cierpienie jest złe”...
- — Oskrzydlamy? — Powiedz mu po prostu, że uderzamy na nich od zachodu...
- — O słodki Jezu… — powiedział pobożnie rozpromieniony młodzieniec...
- W tym miejscu naley przynajmniej par sw powiedzie o sowie "zainteresowania", ktre obecnie w potocznym uyciu stao si terminem wytartym i martwym...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ragnar wyraźnie widział, że jest przestraszona. Nie mógł jej za to winić, zwłaszcza że zastanawiał się, czy zwykłym zbiegiem okoliczności jest to, że samoloty pojawiły się w chwilę po tym, jak odwołała się do mocy amuletu. Skoro ona potrafiła wyczytać informacje, możliwe do uzyskania z powodu bliskości amuletu, mógł tego także dokonać orkowy wódz. To nie była pocieszająca myśl.
Zabrawszy ze sobą niechętnego opuszczaniu kryjówki brata Tethysa, ruszyli poprzez istny labirynt złożony ze ścian poszczególnych piramid i pokrywających je pnączy. U podstawy tych ogromnych budowli panowała cisza, jako że hałasy dochodzące z dżungli nie mogły przebić się przez grube, kamienne ściany. Ragnar zastanawiał się na ile są tutaj bezpieczni, ale w końcu porzucił te rozważania, przypominając sobie, że cała dżungla, na wiele kilometrów wokoło, roiła się wprost od orków.
Brat Tethys prowadził ich przez poszczególne świątynie, przyświecając sobie, kiedy znaleźli się w ciemnościach, świecącą kulą. Jego zaciśnięte na jej powierzchni palce przybierały dziwny wygląd, który sprawiał wrażenie, jakby jego dłoń obdarto ze skóry. Ragnar był jednak przyzwyczajony do takiego widoku, jako że już w Kle widywał takie anomalie. Wszędzie wokół otaczał ich zapach śmierci. W ścianach mijanych przez nich budowli znajdowały się nisze, a każdą z nich zajmowało ciało jakiegoś zmarłego mnicha. Bez wątpienia świątynie musiały służyć zakonnikom jako miejsce pochówku. Pod każdą z alków wyryto na kamiennej tabliczce imię mnicha, który został w tym miejscu pochowany. Litery zapisano alfabetem Imperium, aby nadać im więcej powagi i świętości. Ragnar nie potrafił wyczuć zapachu olejków i kadzideł, jakie stosowano w miejscach pochówku, aby odpędzić złe duchy. Tutejszy cmentarz był prosty, pozbawiony jakiejkolwiek aury świętości. To była zwykła kostnica, magazyn zwłok i teraz podążali jeszcze głębiej w jego czeluście.
– Świątynie są ogromne – powiedział Tethys, jakby wyczuwając o czym mogą myśleć jego towarzysze. – Od wielu lat osiadają w podmokłym gruncie, tak więc ponad ziemię wystają zaledwie czubki budowli. Ich większa część skryta jest pod ziemią. Moglibyśmy się w nich bezpiecznie schronić i orki nigdy by nas nie odnalazły.
– Ale nie ma tutaj żadnych zapasów jedzenia – mruknął pod nosem Sven.
– Jak nie? – odparł Nils. – Przecież wszędzie wokół masz suszone mięso – dodał, pokazując na ciała w niszach.
Zaszokowane spojrzenia Inkwizytorów i Tethysa były jedyną reakcją na jego słowa, dlatego pospiesznie wyjaśnił:
– Żartowałem tylko!
– Obejdzie się bez twoich zabawnych dykteryjek, bracie Nilsie – powiedział lodowatym tonem Hakon.
– Jak zamierzamy dostać się do brakującego kawałka talizmanu? – spytał Ragnar, usiłując rozładować nieprzyjemną atmosferę.
– Te tunele prowadzą aż do samej rzeki, a płynąc z jej nurtem przedostaniemy się przez linie orków.
– Ale co wtedy? – pytał dalej Ragnar, wyrażając wątpliwości, które musiały trapić resztę Krwawych Szponów.
– Będziemy się tym martwić, kiedy dotrzemy na miejsce – powiedział Hakon.
– Jak zamierzamy poruszać się po rzece? – Tym razem Sven nie mógł powstrzymać się od zadania pytania.
– Kiedy opuścimy teren świątyni, zetniemy drzewa i zbudujemy tratwy. Zgodnie z tym, co mówił brat Tethys, nurt jest silny i stały, dlatego bez trudu pożeglujemy w dół rzeki.
– A co jeśli wrócą samoloty orków? – zagadnął Nils.
– Nie dziel skóry na niedźwiedziu, którego jeszcze nie upolowałeś – warknął Hakon, dając mu do zrozumienia, że ma dosyć pytań.