— To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedziaÅ‚ Ulath...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- – Zgadzam siÄ™ – powiedziaÅ‚a nie ociÄ…gajÄ…c siÄ™ Colette...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparÅ‚, nie potrafiÄ…c ukryć pobrzmiewajÄ…cej w jego gÅ‚osie konsternacji...
- – PowinniÅ›my siÄ™ stÄ…d wynosić, nim orki zacznÄ… przetrzÄ…sać te ruiny – powiedziaÅ‚a Isaan...
- – MyÅ›laÅ‚em, że wÅ‚adza należy do rady – powiedziaÅ‚ Pahner...
- – Ale powiedziaÅ‚eÅ›, że trochÄ™ siÄ™ dowiedziaÅ‚eÅ› – ponagliÅ‚a podekscytowana Catti-brie...
- - MyÅ›lÄ™ - powiedziaÅ‚, z uwagÄ… dobierajÄ…c sÅ‚owa – że zamiast wydawać pieniÄ…dze na obce wojska, lepiej zrobiÅ‚byÅ› odtwarzajÄ…c milicjÄ™ wieÅ›niaków,...
- W tym miejscu nale¿y przynajmniej parê s³ów powiedzieæ o s³owie "zainteresowania", które obecnie w potocznym u¿yciu sta³o siê terminem wytartym i martwym...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
—
Stosunki między Deirą a Thalesią były w tamtych czasach nieco napięte. Prawdopodobnie król Sarak wolał uniknąć sytuacji grożących pojmaniem do niewoli.
— Zacznijmy wiÄ™c od okolic portu Apalia. Najkrótsza droga na wschodni
brzeg jeziora Randera biegÅ‚aby stamtÄ…d na poÅ‚udnie. — Hrabia kartkowaÅ‚ leżące przed nim papiery. — Zdaje siÄ™, że nie ma tu nic przydatnego — powiedziaÅ‚. —
Jak wielu ludzi towarzyszyło królowi?
— Niezbyt wielu. Sarak opuszczaÅ‚ Emsat w poÅ›piechu i zabraÅ‚ z sobÄ… jedynie
kilkuosobową świtę.
— We wszystkich zapiskach, które zebraÅ‚em w Apalii, wspomina siÄ™ o dużych
oddziałach thalezyjskich. Oczywiście mogło być tak, jak sugerujesz, szlachetny panie Ulathu. Król Sarak mógł wylądować na jakiejś pustej plaży i ominąć Apalię.
Sprawdźmy jeszcze port Nadera, zanim zaczniemy przeczesywać plaże i samotne wioski rybackie. — PopatrzyÅ‚ na mapÄ™, a nastÄ™pnie cofnÄ…Å‚ siÄ™ prawie o poÅ‚owÄ™ manuskryptu i zaczÄ…Å‚ przebiegać go wzrokiem. — Chyba coÅ› mamy! — zawoÅ‚aÅ‚
193
z wÅ‚aÅ›ciwym badaczom entuzjazmem. — WieÅ›niak z okolic Nadery opowiadaÅ‚ mi o thalezyjskim statku, który w poczÄ…tkowym okresie kampanii przemknÄ…Å‚ nocÄ…
obok miasta i pożeglował kilka lig w głąb rzeki, nim przybił do brzegu. Na ląd zeszło kilku wojowników, a jeden z nich przerastał pozostałych o głowę. Czy korona króla Saraka wyróżniała się czymś szczególnym?
— ZdobiÅ‚ jÄ… duży, bÅ‚Ä™kitny kamieÅ„ — rzekÅ‚ Ulath z napiÄ™ciem w gÅ‚osie.
— A wiÄ™c to byÅ‚ on! — krzyknÄ…Å‚ hrabia z triumfem. — W opowieÅ›ci wspo-
mina się zwłaszcza o tym klejnocie. Mówili, że był wielkości pięści.
— Ach, wiÄ™c okrÄ™t Saraka nie zatonÄ…Å‚ w morzu! — Sparhawk odetchnÄ…Å‚
z ulgÄ….
Hrabia wziął przymiar zrobiony z kawałka sznurka i rozciągnął go na mapie.
Następnie zanurzył pióro w atramencie i coś zanotował.
— Wspaniale — powiedziaÅ‚ dziarsko. — Przyjmijmy, że król Sarak obraÅ‚ naj-
krótszą drogę z Nadery na pole bitwy. Musiał przejechać przez tereny z tej listy.
ProwadziÅ‚em tam wszÄ™dzie badania. JesteÅ›my coraz bliżej, szlachetni rycerze. Teraz wytropimy waszego króla. — PoczÄ…Å‚ szybko kartkować swÄ… kronikÄ™. — Tu
nikt o nim nie wspomina — mruknÄ…Å‚ na wpół do siebie — ale w tym rejonie nie byÅ‚o żadnych starć. — CzytaÅ‚ dalej. — Tutaj! — zakrzyknÄ…Å‚, a na jego twarzy pojawiÅ‚ siÄ™ triumfalny uÅ›miech. — Grupa Thalezyjczyków przejechaÅ‚a przez wieÅ› oddalonÄ… o dwadzieÅ›cia lig na północ od jeziora Venne. DowodziÅ‚ nimi bardzo rosÅ‚y mężczyzna w koronie. Coraz bardziej zacieÅ›niamy obszar naszych poszukiwaÅ„.
Sparhawk zorientował się, że wstrzymał oddech. Brał już udział w wielu mi-
sjach i poszukiwaniach, ale owo tropienie śladów na papierze było dziwnie podniecające. Zaczynał rozumieć przyczyny, dla których człowiek może poświęcić swoje życie nauce.
— I oto jest! — krzyknÄ…Å‚ hrabia radoÅ›nie. — ZnaleźliÅ›my go!
— Gdzie? Gdzie? — niecierpliwie dopytywaÅ‚ siÄ™ Sparhawk.
— Przeczytam caÅ‚y fragment. OczywiÅ›cie rozumiecie, że zapisaÅ‚em to w uÅ‚a-
dzonej formie, a nie tak, jak mi to przekazano. — Ghasek uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™. —
JÄ™zyk wieÅ›niaków i chÅ‚opów paÅ„szczyźnianych jest bardzo barwny, ale niezbyt siÄ™ nadaje do pisania naukowych prac. — ZerknÄ…Å‚ na wybranÄ… stronicÄ™. — O,
tak. Teraz sobie przypominam. Ten człowiek był chłopem pańszczyźnianym. Je-
go pan powiedział mi, że ten wieśniak lubi bajać. Znalazłem go na polu w pobliżu wschodniego brzegu jeziora Venne, rozbijał motyką grudy ziemi. Oto co mi opowiedział:
Działo się to we wczesnym okresie kampanii, kiedy Zemosi pod dowództwem Othy penetrowali wschodnie granice Lamorkandii, pustosz ˛
ac każd ˛
a wieÅ› na swej
drodze. Królowie państw Zachodu śpieszyli im na spotkanie z całym wojskiem, jakie udało im się zebrać, i duże oddziały przekraczały granice Lamorkandii, ale pocz ˛
atkowo znajdowali się oni głęboko na południe od jeziora Venne. Z półno-194
cy nadci Ë›
agały główne oddziały thalezyjskie. Jeszcze zanim dotarła tu cała armia thalezyjska, jej forpoczta pojechała na południe mijaj ˛
ac jezioro Venne.
— Wszyscy wiemy, że główne siÅ‚y Othy wyprzedzali harcownicy i zwiadowcy
— wspomniaÅ‚ hrabia przerywajÄ…c czytanie. — To wÅ‚aÅ›nie o zatrzymaniu przez
jeden z owych patroli grupy Thalezyjczyków wspominano w miejscu zwanym
Kurhanem Olbrzyma.
— Czy to miejsce nazwano tak po bitwie czy przed niÄ…? — zapytaÅ‚ Ulath.
— Prawie na pewno potem — odparÅ‚ Ghasek. — Pelozyjczycy nie sypiÄ… kur-
hanów. To thalezyjski obyczaj, prawda?