człowiek czuje siępewniejszy w lasach pełnych dzikiego zwierza aniżeli wWarszawie, „gdzie sądowe pałace, gdzie majestat, gdzie miejsce sejmowe”...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- dzy koteriami, ciągłe walki o przywileje, ciągłe wydzierki i rwactwo, a to z powodu owej potrzeby rajskiego ptaka wy-pełniającej każdego człowieka...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- – Czy jesteście w stanie podjąć długi marsz w tym deszczu?Młoda kobieta o całkiem ludzkim wyglądzie i człowiek – diabeł jęknęli...
- ponieważ dopóki nie będziemy wiedzieli więcej o tkwiących w człowieku siłach, nie możemy mieć nadziei, iż dowiemy się czegoś więcej o przyszłości i...
- Krzysztof przetarł palcami oczy i powtórzył bezdźwięcznym głosem: – Precz, precz, zabierzcie stąd tego człowieka...
- ““Zabij go, Tanneguy!”“ A teraz - de Giac roześmiał się konwulsyjnie - teraz ten człowiek, pod którego władzą było tyle prowincji, że można by nimi...
- RELIGIE ZBAWIENIATen typ religii jest zwizany z refleksj czowieka nad mierci i pragnieniem szczcia wiecznego...
- gołymi rękami orać stepy porośnięte kłującą trawą – do spółki z ogromnymi wołami, których jedno poruszenie może zabić człowieka...
- b) dokona wyboru i rozpoznania miejsca zasadzki,c) okreli czas rozpoczcia, przebiegu i zakoczenia zasadzki,d) wyznaczy i przygotowa sprzt oraz...
- Uważnie przeczytaj, przemyśl i zapamiętaj na całe życie ten oto główny wniosek: Natura stworzyła człowieka w taki sposób, że sprawuje on całkowitą...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jakże miałżywićsympatie dla warszawiaków przeciętny ziemianin, który
wyjeżdżałz tego grodu biedniejszy o dukaty, bogatszy o gorzkie doświadczenie,
a często gęsto i o „francę”, jakiej siębyłw Warszawie właśnie nabawił. Jej
stałych mieszkańców mieli stanowićhulacy, „dworscy szumiłbowie i
darmozjadzi, co sięnadaremno włóczą, krzyczą, wrzeszczą, gardła płuczą” –
pisałw roku 1620 Józef Domaniewski. W połowie następnego stulecia Józef
Dulski nazwie wprawdzie Warszawę„sarmackich miast królową”, która całej
Rzeczypospolitej prawa przepisuje i polskich (czytaj: szlacheckich) wolności
broni, ale jużkilkanaście wierszy dalej zaczyna narzekanie na ulice pełne
„śmieci, gnoju i błota”. Franciszek D. Kniaźnin określałje jako pełne dymu i
wrzawy. Franciszek Zabłocki nazywałstolicęszkołąrozpusty. „Tu cnota
przedajna, przyjaźńfarbowana, potwarz wymowna” – grzmiałAdam
Naruszewicz. Wtórowałim Franciszek Bohomolec porównujący Warszawędo
bezdennej przepaści na pieniądze.
W poezji doby oświecenia często sięwspomina o stołecznych zamtuzach,
niezmiernie rzadko natomiast o pomnikach, które stanąsiępotem symbolami
narodowych tradycji. Jan III Sobieski, którego postaćna koniu depczącym
dwóch nagich i bezbronnych Turków wzniesiono z inicjatywy Stanisława
Augusta Poniatowskiego, doczekałsiętylko złośliwych epigramatów,
wymierzonych przeciwko monarszemu fundatorowi. Kolumna Zygmunta także
nie budziła początkowo zbytnich zachwytów, a tym bardziej zainteresowania.
Brak dowodów na to, iżw XVI-XVIII stuleciu warszawiak wynosiłsięponad
mieszkańca Poznania, Wilna, Lwowa czy Gdańska. Sytuacja zmieniła się
gruntownie w dobie zaborów, kiedy to stolica nie istniejącego państwa stała się
miejscem narodowych manifestacji oraz jednego z powstań. Błyskawicznemu
wręcz awansowi Warszawy w świadomości historycznej Polaków towarzyszyła
rehabilitacja tak przedtem wyśmiewanego Mazowsza. Wystarczy zestawićto, co
przedtem wypisywano o jego mieszkańcach, z poezjąTeofila Lenartowicza i
Wincentego Pola. Ten drugi w wierszu „Mazur” pisał:
Piękna nasza Polska cała,
Piękna, żyzna i niemała. (...)
Lecz najmilsze i najzdrowsze
Przecieżczłeku jest Mazowsze.
Wiązała sięz tym charakterystyczna dla całej gawędy szlacheckiej pochwała
patriotyzmu drobnej szlachty stanowiącej znacznączęśćjego mieszkańców. W
warstwie tak ostro krytykowanej przez szermierzy oświecenia ujrzano
najgorliwszych obrońców polskości, zawsze gotowych z szabląw ręku stanąćna
szańcach walki o niepodległość.
Zachwytów dla Warszawy nie podzielano na szczytach naszej literatury.
Najzimniej i najbardziej krytycznie wyrażałsięo niej Mickiewicz, który znał
stolicęwyłącznie z tak nieprzychylnych mu recenzji warszawskich klasyków, bo
przecieżnigdy nie byłw jej murach. Henryk Nakwaski, który spotykałsięz
wieszczem na emigracji, zauważyłu niego wyraźnie „uprzedzenie litewskie
przeciw Koronie, Mazowszu”. Jużprzed rokiem 1830 Mickiewicz wyrażałsię
niechętnie o tamtejszych salonach literackich. Swoistym odwetem za krytykę,
jakiej doznałz ich strony, było zestawienie wstrząsającego opisu młodzieży
wileńskiej z wypowiedziami warszawskich zwolenników ugody z caratem,
opisanymi tak zjadliwie w Dziadach. Jedyny większy utwór Mickiewicza, w
którym występuje bohaterska i walcząca Warszawa, to „Reduta Ordona”.
Trudno oprzećsięwrażeniu, iżna stosunku części naszych pisarzy do Warszawy
zaważyła wspomniana jużsarmacka niechęćdo wielkich miast. W ślad za
piśmiennictwem staropolskim także i literatura XIX stulecia pozostawała wierna
poglądowi, iżwraz z innymi miastami (a może nawet na ich czele) Warszawa
stanowi swoistą„aglomeracjęzła” i rozsadnik moralnej degeneracji. Bolesław
Prus ze swojąLalkąreprezentuje pod tym względem całkowity wyjątek. Od
Kraszewskiego bowiem poczynając, a na Rodziewiczównie kończąc, Warszawa
bywa, co tu ukrywać, przedstawiana jako miejsce pełne pokus, wrogo
usposobione wobec „wartości chrześcijańskich”, że posłużymy siędzisiejszą
frazeologią.
Czesław Miłosz pisze, że w parze przeciwieństw dobro – zło „wieśreprezentuje
dobro, miasto zło. Tym miastem jest u Rodziewiczówny Warszawa (...) inne
ukazująsiętylko epizodycznie”. W ostatnio przez Miłosza wydanej antologii
Wyprawa w dwudziestolecia znajdujemy podobnącharakterystykę: „Warszawa
XIX wieku utrwaliła sięw wielu utworach literackich jako miasto zbytku,
skrajnej nędzy, prostytucji i złodziejstwa”. Miłosz przypomina także, iż
wydawała wysoce w świecie kryminalnym cenionych fachowców w postaci
kasiarzy i złodziei.
Ulubionym motywem tych powieści Józefa Kraszewskiego, których akcja
rozgrywa sięw XVI-XVIII stuleciu, sąlosy biednego szlachcica szukającego
fortuny oraz kariery na „wielkim świecie”. Ten ostatni jest reprezentowany
zazwyczaj przez dwór królewski, a więc Warszawę, pod każdym względem
różniącąsięod biednej, ale za to skromnej, bogobojnej i cnotliwej prowincji.
Bohater utworów autora Starej baśni, doznawszy w stolicy wielu niemiłych
przygód, wraca zazwyczaj na owąprowincję, aby znaleźćtam skromne, ale za
to pozostające w zgodzie z Dekalogiem szczęście, u boku wiernie go kochającej
cnotliwej panienki. Jeśli tego nie uczyni i pozostanie na warszawskim bruku, to
jest rzecząjasną, iżdalsze jego losy potocząsięzgoła niewesoło. Warszawa
przedstawiała w oczach Kraszewskiego istny „Nowy Babilon”, siedlisko
oszukańczego handlu i rozpusty, kojarzące się„jednoznacznie z kamiennym
światem, rodzajem piekła na ziemi, miejscem, w którym szerząsięateizm i
zbrodnia” (Wincenty Okoń). Na tym ponurym tle tym bardziej wyróżniały się
enklawy światła, uświęcone tradycjąwielu wieków, przede wszystkim Stare
Miasto, zasiedlone przez ludzi prawych i uczciwych. W obrębie tego rezerwatu
tradycji i polskości lokowano teżplac Zamkowy (wraz z górującąnad nim
kolumnąZygmunta), na którym odbywały sięmanifestacje patriotyczne.