““Zabij go, Tanneguy!”“ A teraz - de Giac roześmiał się konwulsyjnie - teraz ten człowiek, pod którego władzą było tyle prowincji, że można by nimi...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Już samo podanie w polskiej telewizji publicznej informacji o wyrażeniu przez kogoś krytycznej opinii o wspomnianym festiwalu (firmowanym wszak przez TVP) było...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- Niemniej obawiałem się wyjść z lasu — choć skądinąd było oczywiste, że prędzej albo później wyjść muszę...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- Wyjaśniła Ellie, jak to było z białą, weselną suknią, że rodzina tak tego chciała, i ile radości sprawiają jej te metry jedwabnych koronek i długi, lśniący...
- Pod ziemią mieliśmy nawet drogowskazy, dzięki czemu obcy wiedzieli gdzie się znajdują, chociaż zapewnianie przybyszom [kadrze i partyzantom] przewodnika było...
- Idąc wzdłuż rzędów tych prowizorycznych łóżek, Harry naliczył osiemnastu pacjentów, z których wielu było niezbyt starannie opatrzonych, a wszyscy...
- — A czy było jeszcze co jeść na rzece? — zapytał szakal...
- To było dobre życie - żadnych dzikich pijatyk, pozamałżeńskiego seksu, narkotyków, nudy ani gorzkich utarczek na temat tego, co powinni dalej robić...
- Doszłam do wniosku, że nie powinnyśmy w ogolę tłumaczyć się z tego co robiłyśmy, kiedy nas nie było, chyba żeby ktoś pytał Widziałam ludzi gęsto...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Katarzyna, czołgając się na kolanach, kaleczyła sobie o potłuczone szkło ręce i kolana błagając łaski i litości.
- Słyszysz więc, pani - ciągnął de Giac - pomimo wielkości jego imienia, pomimo potęgi, pomimo licznej armii, jaką ten człowiek posiadał, ja dokonałem na nim mej zemsty; osądź pani teraz sama, czy zemścić się potrafię nad wspólniczką jego zbrodni, która jest tylko kobietą bezbronną, którą jednym tchnieniem skruszyć mogę, którą w rękach zdusić mogę.
- Ach! Co chcesz uczynić? - krzyknęła Katarzyna.
- Wstań pani! - zawołał.
Podniósł ją z kolan i postawił na nogi.
- Stój!... - krzyknął.
Katarzyna spojrzała na swoje ubranie: suknia jej biała była cała krwią zbroczona; na ten widok ognie przebiegły jej przed oczyma, głos zamarł w gardle, wyciągnęła ręce i padła zemdlona. De Giac wziął ją bezwładną na ręce, zszedł ze schodów, przebiegł ogród, złożył ciężar na grzbiecie Ralffa, przywiązał do konia jej własną szarfą i wskoczył na siodło przymocowawszy Katarzynę do siebie pasem od miecza. Pomimo podwójnego ciężaru, Ralff, poczuwszy ostrogi pana, popędził galopem.
De Giac puścił się przez pole: przed nim na widnokręgu rozciągały się rozległe doliny Szampanii, a śnieg, który zaczął padać grubymi płatami. pokrywał pola olbrzymim, białym całunem, nadając im widok ponury i dziki stepów syberyjskich. Żadne góry nie rysowały się w oddaleniu, płaszczyzna tylko, ciągła płaszczyzna, wśród której, z dala jedna od drugiej, wznosiły się czarne topole, kołysząc się w wietrze, podobne do widm białymi płachtami okrytych. Żaden głos ludzki nie przerywał tej ciszy, koń po miękkim dywanie ze śniegu biegł coraz prędzej, nie słysząc sam własnych kopyt tętentu; jeździec nawet oddech wstrzymywał, zdawało mu się, że wobec tej zlodowaciałej przyrody wszystko powinno przybrać ponury wygląd i w ciszę śmierci się pogrążyć.
Po upływie kilkunastu minut płaty śniegu spadające na twarz nieszczęsnej, ruch konia, od którego jej delikatne i wątłe ciało, tak silnie skrępowane, strasznych doznało tortur, przejmujące zimno nocy, przywołały Katarzynę do życia. Wracając do przytomności, sądziła, iż dręczył ją tylko jeden z tych snów bolesnych, w których sądzimy, iż jakiś potwór skrzydlaty unosi nas w przestworza. Wkrótce dotkliwy ból w piersiach, ból podobny do tego, jaki by sprawił węgiel rozpalony, przypomniał jej, iż wszystko było rzeczywistością; prawda straszna, krwawa, nieubłagana, stanęła jej przed oczyma; wszystko, co się stało dotąd, przyszło jej na pamięć, przypomniały jej się groźby męża i dreszcz przerażenia przebiegł po jej ciele na samą myśl, iż groźby te nie były płonne i że je już oto w czyn wprowadzić poczyna.
Nagle chwycił ją ból straszny; Katarzyna krzyknęła boleśnie. Krzyk ten przebrzmiał bez echa i utonął w bezgranicznym śniegowym całunie; rumak tylko przerażony zadrżał i przyśpieszył biegu.
- O! Panie mój, jakże ja cierpię! - zawołała Katarzyna.
De Giac nic nie odpowiedział.
- Pozwól mi zejść z konia - prosiła. - Pozwól wziąć w usta troszkę śmiegu, w gardle mnie pali, w piersi ogień gore.
De Giac wciąż milczał.
- Ach! Na Boga w niebiosach, przez litość, błagam cię, panie, łaski i miłosierdzia! Rozpalone ostrza mieczów piersi mi przeszywają! Wody! och! wody kroplę!
Katarzyna szarpała się w więzach, które ją z rycerzem wiązały. Chciała się osunąć na ziemię, lecz szarfa ją powstrzymywała; podobna była do Lenory, przywiązanej do widma; rycerz był milczący jak Wilhelm, a Ralff pędził jak ów fantastyczny rumak Bürgera.
Wtedy Katarzyna, straciwszy wszelką nadzieję na ziemi, zwróciła się do Boga:
- Miłosierdzia! Boże mój, miłosierdzia! - wołała. - Gdyż tak cierpieć może tylko ten, kogo trucizna pożera.