Na pokład wyprowadzano wciąż niewolników...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W ciągu trzech pierwszych miesięcy od czasu przeniesienia się do nowej siedziby byłem wciąż bardzo zajęty i prawie nie widywałem mego przyjaciela Holmesa...
- – Harvard Mansul – odparł mężczyzna głosem, w którym wciąż pobrzmiewało oszołomienie...
- mo to, kiedy w stoczniach Contruuma instalowano te urządzenia, mało kto pokładał w Ze skwierczeniem przecięły warstwy atmosfery, unicestwiły wszystko na swojej...
- pokładając się aż do zrównania poziomu swego nosa z płaszczyzną stołu i uczepiwszy się dłońmi za własne kolana, wybuchnął zgoła zbytecznym i...
- Zeszła, kędy pokłady królewskie schowane:Złoto, spiż i żelazo misternie kowane...
- Belmonte przyjął ją w salonie, w którym na ścianie wciąż widział ślad po van Huysie...
- - Przemierzam drogi wygnania, ale wciąż jestem królem, bo mam krążek...
- Moja wizyta na otwartym pokładzie była stratą czasu...
- Wsplnota pierwotna, antyczne niewolnictwo, feudalizm, kapitalizm, wreszcie socja-lizm miay stanowi z mocy praw historii powszechnodziejowy model...
- — Gdzie jesteśmy? — odważyłam się zapytać...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Niektórzy byli w kajdanach lub tak słabi i chorzy, że trzeba im było pomóc. Harry’ego i kilku jego ocalałych ludzi strzegli żołnierze Gordona.
- Tadku! - zawołał Smuga. - Weź kilku ludzi, zejdziemy pomóc Tomkowi.
Kiedy znaleźli się na dole, Smuga zawołał:
- Otwieraj! Nie masz szans. Jesteś otoczony. Odpowiedziała mu cisza.
- Wyważmy drzwi - zaproponował Nowicki.
- Pamiętajcie o jego ochronie - ostrzegał Smuga.
Marynarz po prostu potężnie kopnął w zamek. Po chwili drzwi stały otworem. Wypadł zza nich Murzyn. Sztychem szabli zaatakował Nowickiego. Ten umknął, stosując unik. Rozległ się głuchy odgłos strzału i Murzyn upadł na twarz. Szabla utkwiła w drzwiach. Smuga spokojnie ładował rewolwer.
- Mówiłem ostrożnie! - powiedział chłodno.
Zajrzeli do środka. Na łóżku dostrzegli postać człowieka. Wydawało się, że śpi, ale kołdrę, którą był przykryty, plamiła krew. Nie był to przyjemny widok.
Smuga, Nowicki i Tomek zatrzymali się tuż przy drzwiach. Oto człowiek, który doprowadził do tragedii wielu ludzi. Zdolny, operatywny, ale z umysłem owładniętym chorą, złowrogą ideą. Do końca nie potrafili jej zrozumieć. Ich triumf zaprawiony został goryczą.
Nowicki w końcu podszedł i odsłonił twarz leżącego. Była czarna! A więc to nie “faraon”, jak sądzili. Najpewniej drugi z Murzynów stanowiących osobistą ochronę. Teraz dopiero zauważyli szeroko otwarty bulaj. Nowicki wyjrzał na zewnątrz. Pobladły odwrócił się w stronę przyjaciół.
- Pełno tam wściekłych krokodylszczaków - powiedział z niechęcią. Smuga i Tomek wyjrzeli również i opanowała ich groza.
- Zginął śmiercią, którą przygotował dla mnie - szepnął Tomek.
- Chodźmy. Nic tu po nas - szorstko powiedział Smuga.
- Jeszcze chwilę - Tomek chciał rozejrzeć się po kajucie.
Na jednej ze ścian wisiały insygnia faraońskiej władzy. Pod nimi na małym stoliczku obok świecznika stał jakiś przedmiot, przykryty kawałkiem złocistej tkaniny. Tomek podniósł materiał. Zalśnił posążek faraona w myśliwskim stroju. Pierwszy wziął go do ręki Smuga.
- Sally mówiła, że jest zbyt lekki, jak na zrobiony ze złota. Rzeczywiście jest zbyt lekki.
- Masz rację, Janie - potwierdził Tomek, uśmiechając się tajemniczo.
- Co się za tym znowu kryje? - zniecierpliwił się Nowicki.
- Kiedyś wam o tym opowiem. - Tomek zabrał posążek z rąk Smugi. Korytarz był pełen hałasu i ludzi. Przy każdej z kabin czuwał jeden z żołnierzy Gordona i Murzyni Kisumu.
- Uciszcie się! - zawołał Smuga. - Dajemy wam dwie minuty, potem was stamtąd wykurzymy i zostawimy Murzynom.
- Puścicie nas wolno? - spytał zza drzwi jakiś głos.
- Żadnych gwarancji! - odparł Smuga. - Poddajcie się.
- Zapewnicie nam życie?
- Oddamy was Anglikom - odparł Smuga. - Ich sprawa, co z wami zrobią.
- Poddajemy się! - odparł głos.
Wkrótce prawie trzydziestu handlarzy niewolników zakuto w kajdany, których tu nie brakowało. Wszystkich wpędzono pod pokład, gdzie dotąd więzili Murzynów.
*
Gordon musiał pozostać ze swoimi żołnierzami na statku, by pilnować więźniów.
Polacy chcieli jak najszybciej wracać ze względu na Tomka, osłabionego długim więzieniem. Wilmowski gorąco pragnął wywieźć go czym prędzej z niebezpiecznego, gorącego, wilgotnego klimatu. Myśleli także o pozostawionej w Chartumie Sally, chorej i samotnej, do której nieprędko dotrą dobre wieści. Marzyli o dniu w którym znowu będą razem. Szczęśliwi jak nigdy dotąd i jak nigdy dotąd świadomi kruchości tego szczęścia.
Jednemu zaproszeniu nie mogli wszakże odmówić. Musieli wziąć udział w uczcie w wiosce Kisumu. Udali się tam całą czwórką. Towarzyszyli im Madżid i Nadżib, uwolniony razem z Tomkiem. Smuga upolował jeszcze dwie antylopy, by nie przybywać z pustymi rękami.
Zanim jeszcze nadszedł wieczór uczty, do Nowickiego podszedł Awtoni.
- Kują![200] Kują! - powiedział.
- Co mówisz? - spytał Nowicki - Iść za mną! - Awtoni powtórzył po angielsku.
Marynarz, a także Tomek i Madżid bez słowa ruszyli za nim. Chłopiec zaprowadził ich na swoją ulubioną polanę i usadowił w zaroślach na jej skraju. Sam zaczął krążyć po łące, pogwizdując z cicha. W krzakach naprzeciw usłyszeli szelest. Zaniepokojony Nowicki chwycił za broń. Tomek uspokajająco położył mu dłoń na ramieniu.
W wysokiej trawie pojawił się ptak. Wyciągał szyję i jakby przeciągał się, rozpościerając skrzydła. Podniósł i opuścił głowę, klekocąc, jakby kłaniał się przed Awtonim. Ten chwycił go za szyję i zaczął głaskać. Ptak przyjmował pieszczotę cierpliwie i z wielkim zadowoleniem. Stalowe pióra, z lekko zielonym i granatowym odcieniem, unosiły się z rozkoszą. Awtoni przemawiał do niego półgłosem. Wreszcie zawołał cicho:
- Buana! Buana! Kują![201]
Z wielką ostrożnością podeszli bliżej. Ptak zaczął kręcić głową, otwierając swój ogromny dziób, ale uspokojony przez Awtoniego pozwolił im się zbliżyć.
- Abu markub - szepnął Madżid. - Ojciec pantofla - przetłumaczył na angielski arabską nazwę ptaka.
- Tak, to trzewikodziób[202] - potwierdził Tomek. - Mamy szczęście. Żyje tylko w tej części Afryki.
Byli wzruszeni niezwykłą przyjaźnią chłopca z dzikim, wolnym ptakiem. Przyjrzawszy mu się do woli, zostawili Awtoniego z ulubieńcem, a sami wrócili do wioski.
Wieczorem rozpoczęła się uczta. Smuga poprosił Kisumu, aby pokazał im owo cudowne lekarstwo na przejedzenie. Wszyscy czterej Polacy z prawdziwym zdumieniem oglądali buteleczkę z lekiem wyprodukowanym w Krakowie, lekiem, który Murzyni w tej wiosce czcili niemal jak fetysz. Według wodza, dziwny biały uzdrowiciel gościł w ich wiosce ze cztery lata temu.
- To wielki czarownik - tłumaczył Kisumu. - Wielki jak buana - dodał, patrząc na Nowickiego.
- O! Tak! Wielki czarownik - wtórował Munga.
Kisumu tymczasem począł grzebać w koszu i z nabożną czcią wydobył kajet i... ołówek. W zeszycie było kilka odręcznych szkiców typów ludzkich, charakterystycznych dla tej części Afryki. Murzyni tłumaczyli, że biały mierzył ich, zaglądał do ust i wszystko przenosił na papier.
- Wielki, wielki czarownik! - mówili z zachwytem, przewracając białkami oczu.
- Kto to mógł być? - zastanawiał się Nowicki.