Musiał się chyba domyślić, co dzieje się w jej głowie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Już dawniej kilka razy udało mi się wślizgnąć między Żydów pracujących we dnie poza gettem; kontrola nie była ścisła, chyba tylko wariat pchałby...
- Nieraz musiała przystawać po drodze dla otarcia potu z zabrudzonej twarzy i nabrania tchu, zanim doszła do swojego mieszkania, położonego w najbrudniejszej i...
- jako zakładnik, wszedł do miasta i postanowił go wykraść i zbiec do Judei; następnie korzystając z tego, że Kasjusz musiał spiesznie podążać przeciwko...
- Nawet gdybym miał zamiar powiększyć kompanię, musiałbym wiedzieć znacznie więcej, niż wiem o tobie i twoich sprawach, zanimbym się na coś...
- innymi nie otworzono już drzwi tego dnia, bo pani była zdrożona, a przy tym musiała się za-jąć panem Nowowiejskim...
- Doszłam do wniosku, że nie powinnyśmy w ogolę tłumaczyć się z tego co robiłyśmy, kiedy nas nie było, chyba żeby ktoś pytał Widziałam ludzi gęsto...
- przypuszczał, że sum musiał ją mieć w brzuchu bardzo długo, bo cała czymś obrosła i zrobiła się okrągła jak kula...
- Następnie Heydrich zwrócił się do mnie: Niech mi pan powie, Schellenberg, ten Josef Muller miał chyba kiedyś coś wspólnego z pana wydziałem...
- Mêdrcy przeklêci!Czy¿ nie umiem rozró¿niæ marzeñ od pamiêci?Chyba mnie wmówi¹, ¿e moje wiêzienieJest tylko wspomnienie...
- • obiektywn¹ ignorancj¹ polityczn¹, na przyk³ad brakiem wiedzy politycznej czy politycznych zainteresowañ (osobisty skrypt: „nie wiem, co siê dzieje, ale skoro siê...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Mam nadziejÄ™, że nie pielÄ™gnuje pani starych uraz – powiedziaÅ‚ z bÅ‚yskiem w oku. – Mój pradziad byÅ‚ Huronem, a to czyni z nas wrogów.
Musiała się roześmiać. To tyle, jeśli chodzi o antyindiańską bigoterię.
– Czy jest pan tym Jasonem Traversem, wÅ‚aÅ›cicielem towarzystwa usÅ‚ug żeglugowych z Bostonu?
Twarz mężczyzny rozświetliła się.
– Pani pochodzi z Bostonu?
Zajęło im tylko kilka minut, by ustalić, iż mają wspólnych znajomych. Mogliby o nich rozmawiać do końca wieczoru.
Robin pojawił się u boku Maxie, kiedy zabrzmiał gong wzywający na posiłek.
– Jak ty to robisz? JesteÅ› jak kot, który materializuje siÄ™ w miejscu, które jeszcze przed sekundÄ… byÅ‚o puste – stwierdziÅ‚a z rozbawieniem.
– Najważniejsze lekcje przydatne przy szpiegowaniu braÅ‚em wÅ‚aÅ›nie od kotów. Ciche stÄ…panie, spanie z jednym okiem otwartym i ciÄ…gÅ‚a gotowość do ucieczki, jeÅ›li sytuacja zmienia siÄ™ na gorsze. – UÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ ciepÅ‚o do towarzyszki. – Wchodzisz do mrocznej i żarÅ‚ocznej socjety londyÅ„skiej jak zdobywca.
– Wspaniale siÄ™ bawiÄ™. Margot sÅ‚usznie powiedziaÅ‚a, że jej goÅ›cie to bardzo mili ludzie.
Widząc, jak bardzo cieszy to Robina, poczuła się jeszcze lepiej. Być może w Londynie istnieje gwardia rekinów-ludożerców, ale z tą grupą przyjaciół, których właśnie poznała, nie musiała się ich obawiać.
31
W połowie wieczoru Giles postanowił, że będzie spędzał więcej czasu w Londynie. Lubił swoich sąsiadów z Yorkshire, ale rozmowy z nimi nie były tak zajmujące jak tutaj.
Po krótkiej przerwie na porto panowie ruszyli na poszukiwanie swoich dam. Wzrok Gilesa natychmiast powędrował do Desdemony. Jego poważna i surowa reformatorka jaśniała jak uczennica, choć w jej wyglądzie nie było nic dziewczęcego. Kiedy siedział obok niej podczas kolacji, czuł się jak rozpalony młodzik. Starał się jak mógł nie wgapiać się w jej piękny... ną szyję. Za każdym razem, kiedy się śmiała albo unosiła kieliszek, miał ochotę porwać ją i wywieźć do bardziej ustronnego miejsca. I ona to wiedziała, ta rudowłosa czarownica.
To byłoby nawet zabawne, gdyby nie fakt, że czuł ukłucia zazdrości za każdym razem, kiedy inny mężczyzna patrzył na Desdemonę. Ona i Candover znali się od wielu lat, ale Giles założyłby się, że książę nigdy jeszcze nie patrzył na nią z takim podziwem jak tego wieczoru.
Gdyby od lat nie przyjaźnił się z Candoverem i nie wiedział, że jest całkowicie oddany żonie, wyzwałby go na pojedynek.
Uśmiechnął się na tę absurdalną myśl i z rozmysłem odwrócił do innych gości. Przyjęcie toczyło się swobodnie, a Maxima Collins bez kłopotów dopasowała się do reszty. Inteligencją i prezencją dorównywała innym paniom. Będzie wspaniałą żoną dla Robina.
Po ożywionej dyskusji na temat szkół z lady Aberdare postanowił, że najwyższy czas odnaleźć Desdemonę. Zobaczył, że rozmawia z Robinem. Tym razem trudniej mu było opanować zazdrość. Dlaczego ona wygląda tak pociągająco? Głupie pytanie, to Robin wywierał taki wpływ na każdą kobietę. Nienawidząc się za odrazę, którą czuł do własnego brata, ruszył w ich stronę. Robin właśnie strzelił z palców i wyczarował stokrotkę, którą musiał zwędzić z jednego z bukietów. Desdemona przyjęła kwiat z uśmiechem zachwytu. Irytacja Gilesa sięgnęła zenitu, a dobry humor gdzieś pierzchł. Do diabła z urokiem Robina, z jego elokwencją i kamiennym sercem, które pozwalało mu tak okrutnie używać swoich talentów!
Nie widząc nadchodzącego markiza, Desdemona odeszła do bratanicy. Zamiast pójść za nią, Giles zatrzymał się przy bracie.
– Wyjdźmy na Å›wieże powietrze – rzuciÅ‚ opryskliwie. Robin zdziwiÅ‚ siÄ™, ale usÅ‚uchaÅ‚.
– Jak sobie życzysz – powiedziaÅ‚ uprzejmie.
Zawsze był uprzejmy. To następna jego irytująca cecha. Walcząc z rozdrażnieniem, Giles wyszedł na obszerne kamienne patio. Nie miał pojęcia, co chce powiedzieć bratu, ale, do diabła, coś z pewnością wymyśli.
Podeszli do muru otaczającego patio. Sławne ogrody Candover House były rzeczywiście przepiękne, ale Giles nie zwracał na nie uwagi. Robin z niepokojem obserwował pochmurną twarz brata, zastanawiając się, co się stało. Szczęście, że Giles wpadał w zły nastrój bardzo rzadko, bo Robin zawsze ciężko to przeżywał.
– Lady Ross jest zachwycajÄ…ca – stwierdziÅ‚, pragnÄ…c rozÅ‚adować napiÄ™tÄ… atmosferÄ™. – Å»aÅ‚ujÄ™, że nie byÅ‚o mnie przy tym, jak wparowaÅ‚a do twojego gabinetu ze swoim sÅ‚awetnym parasolem.
Giles oparł się o ścianę i zagapił w niebo.
– GdybyÅ› tam byÅ‚, uniknÄ™libyÅ›my mnóstwa kÅ‚opotów. Zastanawiam siÄ™, co ciÄ™ naszÅ‚o?
– Chyba siÄ™ o mnie nie martwiÅ‚eÅ›? – zdziwiÅ‚ siÄ™ Robin. – Jeszcze tego samego ranka powiedziaÅ‚em, że mogÄ™ zniknąć, jeÅ›li coÅ›, albo ktoÅ›, mnie zainteresuje. Może to byÅ‚o przeczucie.
– PamiÄ™tam – odrzekÅ‚ Giles z oschÅ‚oÅ›ciÄ…. – Ale czuÅ‚bym siÄ™ lepiej, gdybyÅ› wysÅ‚aÅ‚ do mnie list albo zostawiÅ‚ wiadomość we wsi.
– Przepraszam. PrzyznajÄ™, że nawet o tym nie pomyÅ›laÅ‚em.
– To oczywiste. – Giles zacisnÄ…Å‚ dÅ‚onie, aż pobielaÅ‚y mu kostki. – Zawsze myÅ›lisz tylko o sobie.
Robin zesztywniał.
– Co to ma znaczyć?
Oczy Gilesa były lodowato zimne.
– Przez te wszystkie lata, kiedy zabawiaÅ‚eÅ› siÄ™ w bohatera, czy choć raz pomyÅ›laÅ‚eÅ› o ludziach, którym na tobie zależy? Czy kiedykolwiek przyszÅ‚o ci do gÅ‚owy, jakie to uczucie czekać na ciebie miesiÄ…cami, zastanawiajÄ…c siÄ™, czy żyjesz, a jeÅ›li nie to jak zginÄ…Å‚eÅ›? OczywiÅ›cie, że nie. Twoja gÅ‚owa zajÄ™ta byÅ‚a przecież ciekawszymi i poważniejszymi sprawami.
Robin wpatrywał się w brata, czując, jakby między nimi otwierała się głęboka przepaść. Istniał między nimi pewien dystans, ale obydwaj woleli go nie zauważać. Udało im się pozostać przyjaciółmi, ponieważ nigdy nie rozmawiali o tym, co ich bolało.