- Chciałbyś coś powiedzieć?- To jest kapelusz nadrektora, skoro już musisz wiedzieć -wyznał Rincewind...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziała Morgiana i jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, ale zadziwił...
- — Siadaj, chłopaku — powiedział dowódca...
- – Zgadzam się – powiedziała nie ociągając się Colette...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedział Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparł, nie potrafiąc ukryć pobrzmiewającej w jego głosie konsternacji...
- – Powinniśmy się stąd wynosić, nim orki zaczną przetrząsać te ruiny – powiedziała Isaan...
- „Tak, Panie — powiedziałem — lecz z całą pewnością cierpienie jest złe”...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Symbol magii.
- Potężny?
Rincewind zadrżał.
- Bardzo - potwierdził.
- A dlaczego nazywa się kapeluszem nadrektora?
- Nadrektor to najstarszy z magów. Przywódca. Ale posłuchaj...
Abrim wziął kapelusz i raz po raz obracał go w dłoniach.
- Jest więc, można powiedzieć, oznaką urzędu?
- Zgadza się. Ale jeśli chcesz go włożyć, to muszę cię ostrzec...
Zamknij się.
Abrim aż podskoczył, upuszczając kapelusz na podłogę.
Mag nic nie we. Odeślij go. Musimy negocjować.
Wezyr wpatrywał się w błyszczące nad rondem oktaryny.
-Ja mam negocjować? Z elementem odzieży?
Wiele mogę zaoferować właściwej głowie.
Rincewind był przerażony. Powiedziano już, że posiadał instynkt ostrzegający przed niebezpieczeństwem, spotykany zwykle tylko u niektórych małych gryzoni. Ten instynkt obijał się teraz o wnętrze czaszki, próbując uciec i gdzieś się schować.
- Nie słuchaj! -wykrzyknął.
Włóż mnie, podpowiedział chytrze kapelusz, głosem prastarym, który brzmiał tak, jakby mówiący miał pełne usta filcu.
Jeśli naprawdę istnieje gdzieś szkoła dla wezyrów, Abrim musiał w niej być prymusem.
- Najpierw porozmawiamy - rzekł. Skinął na strażników i wskazał Rincewinda. - Zabierzcie go stąd i wrzućcie do zbiornika z pająkami - rozkazał.
- Nie! Tylko nie pająki! -jęknął Rincewind.
Kapitan straży wystąpił naprzód i zasalutował z szacunkiem.
- Skończyły nam się pająki, panie.
- Hm... — Przez chwilę wezyr wyraźnie nie wiedział, co począć. - W takim razie zamknijcie go w klatce tygrysa.
Strażnik zawahał się, usiłując ignorować nagły wybuch skomlenia przy swoim boku.
- Tygrys źle się czuje, panie. Przez całą noc nie zmrużył oka.
- Rzućcie więc tego zasmarkanego tchórza do sztolni wiecznego ognia!
Para strażników wymieniła znaczące spojrzenia nad głową Rincewinda, który osunął się na kolana.
- Tego... Trzeba nas wcześniej uprzedzać, panie...
- Musimy przecież go rozpalić...
Wezyr z całej siły uderzył pięścią w stół. Kapitan straży rozpromienił się nagle i uśmiechnął przerażająco.
-Jest jeszcze jama węży, panie - oświadczył.
Pozostali kiwnęli głowami. Zawsze jeszcze była jama węży.
Cztery głowy zwróciły się w stronę Rincewinda, który wstał i strzepnął piasek z kolan.
- Co myślisz o wężach? - zapytał jeden ze strażników.
- Węże? Nie przepadam za wężami...
- Jama węży - zdecydował Abrim.
- Tak. Jama węży - zgodzili się chórem strażnicy.
- .. .to znaczy owszem, niektóre węże to całkiem miłe... - kontynuował Rincewind, gdy dwóch strażników złapało go pod pachy.
Okazało się, że w jamie był tylko jeden bardzo ostrożny wąż, który trwał w kącie, uparcie zwinięty w kłębek. Obserwował Rincewinda podejrzliwie, może dlatego, że mag przypominał mu mangustę.
- Witaj - odezwał się po chwili. - Czy jesteś magiem? W dziedzinie wężowych dialogów był to znaczący postęp w porównaniu z tradycyjnym ciągiem esów, jednak Rincewind byt dostatecznie przybity, by nie marnować czasu na namysł.
- Mam to napisane na kapeluszu - odpowiedział krótko. - Nie umiesz czytać?
- Umiem. W siedemnastu językach. Nauczyłem się.
- Naprawdę?
- Na kursach korespondencyjnych. Oczywiście, staram się tego nie robić. To nie pasuje do charakteru postaci.
- Rzeczywiście, chyba nie pasuje.
Byt to z pewnością najbardziej kulturalny głos węża, jaki Rincewind słyszał w życiu.
- Obawiam się, że to samo dotyczy głosu - dodał wąż. - Właściwie nie powinienem teraz z tobą rozmawiać. W każdym razie nie w taki sposób. Powinienem chyba posiekać trochę. I wydaje mi się, , że tak naprawdę powinienem próbować cię zabić.
- Posiadam niezwykłą i nadzwyczajną moc - ostrzegł Rincewind.
Faktycznie, pomyślał. Całkowita niezdolność do opanowania jakiejkolwiek formy magii to rzecz u maga niezwyczajna. A zresztą okłamanie węża się nie liczy.
- O rany... W takim razie chyba nie posiedzisz tu długo.
- Słucham?
- Przypuszczam, że lada chwila wyfruniesz stąd jak strzała.
Rincewind spojrzał na piętnastostopowe ściany jamy węży i potarł sińce.
- To możliwe - zgodził się ostrożnie.
- W takim razie czy zechciałbyś zabrać mnie ze sobą?
- Co?
- Wiem, że proszę o wiele, ale ta jama to... to zwykła dziura.
- Zabrać cię? Przecież jesteś wężem. To twoja jama. Zasada jest taka, że ty tu siedzisz, a ludzie przychodzą do ciebie. Znam się na tym.
Cień za wężem rozwinął się i wstał.
- Bardzo nieładnie tak się o kimś wyrażać - oświadczył.
Postać zrobiła krok naprzód i stanęła w plamie światła.
Był to młody człowiek, wyższy od Rincewinda. To znaczy w tej chwili Rincewind siedział na ziemi, ale nawet gdyby wstał, chłopiec byłby wyższy.
Powiedzieć, że był szczupły, to stracić doskonałą okazję do użycia słowa „wychudzony". Wyglądał, jakby wśród przodków posiadał wieszaki i leżaki plażowe. A jego ubiór od razu to ukazywał.
Rincewind przyjrzał się znowu.
Nie mylił się za pierwszym razem.
Stojący przed nim długowłosy młodzieniec miał na sobie tradycyjny kostium barbarzyńskiego herosa: kilka nabijanych ćwiekami skórzanych rzemieni, wysokie futrzane buty, niedużą skórzaną sakwę i gęsią skórkę. Nie było w tym nic niezwykłego: dziesiątki podobnie odzianych poszukiwaczy przygód widuje się codziennie na ulicach Ankh-Morpork. Tyle że żaden z nich nie nosi...
Młody człowiek podążył wzrokiem za spojrzeniem Rincewinda, zerknął w dół i wzruszył ramionami.