ottawskich, wspomni, ile czasu i pieniędzy pochłonie prześwietlenie, i zapewni pacjenta, żewykonane właśnie badanie daje niemal stuprocentowo pewne...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Należało się spodziewać, że ze wszystkich Verealów przede wszystkim don Diego uszanuje świętość tradycji, tymczasem właśnie don Diego stał się sprawcą...
- By moe, i tu wanie odkryjemy jeszcze dziedzin naszego wynalazku, dziedzin, w ktrej zdoby si moemy jeszcze na oryginalno, naprzykad [!] jako parodyci...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- • skrzynia biegów, długa – ponieważ jest wiele szybkich partii (łuki, czasami proste), na których to właśnie dużą prędkością można sporo...
- - To właśnie jest życie duchowe; wszystkie zwykłe czynności, klore się wykonuje z godziny na godzinę...
- Minąłem pokój znajdujący się obok i poczułem na sobie wzrok pedantycznej Gülizar, nerwowej Gülendam i Gülcihan, która właśnie wróciła, położywszy do...
- Aviendha ubrała się, ale upłynęło sporo czasu, zanim usiadła, i jeszcze więcej, zanim Elayne zdołała ją przekonać, że nie powinny zawiązywać spisku...
- nawet wtedy, kiedy została już sprasowana w kostki, i właśnie dlatego trzeba ją było Szczęście bywa czasami bardzo kapryśne...
- binka, pogrążony w myślach; właśnie doszedłem do wniosku, że druga filiżankakawy dobrze by mi zrobiła, kiedy ciszę rozdarł przeraźliwy krzyk...
- Pierwsza z tych przemian -od seksu owocożercy do seksu drapieżnika -dokonywała się w ciągu długiego czasu i w zasadzie przeprowadzona została z powodzeniem...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Poza tym z niewielkimi wyjątkami zdjęcie rentgenowskie dostarcza niewiele
informacji oprócz obrazu złamań kości. Nie widać na nim uszkodzonych więzadeł, ścięgien i
miękkich tkanek. Co więcej, inne badania wykazały, że zadowolenie z opieki medycznej u
pacjentów z urazami stawu skokowego wcale nie wynika z tego, czy wykonano u nich
prześwietlenie. Ich satysfakcja wiąże się raczej z empatią, zaangażowaniem i umiejętnościami
komunikacyjnymi lekarza. Powszechnie wiadomo na przykład, że jeśli lekarz, rozmawiając z
pacjentem, siedzi w fotelu, a nie stoi przez cały czas konsultacji - nawet jeśli porównać wizyty
trwające tyle samo - pacjenci znacznie częściej odnoszą wrażenie, że lekarz okazał troskę,
współczucie i poświęcił im swój czas.
Mimo upowszechnienia się zasad ottawskich, lekarze nadal wypisują tyle samo skierowań na
prześwietlenia. Wiąże się to z kilkoma kwestiami. Na decyzję o wysłaniu pacjenta na prześwietlenie
wpływa niewątpliwie presja czasu. Opisanie i wyjaśnienie zakresu użyteczności rentgena pochłania
czas lekarza. Natomiast kiedy pacjent musi sam przejść na oddział radiologii (gdzie po oczekiwaniu
prześwietlenie wykonuje technik radiolog), to upływający czas należy do samego pacjenta, technika
i aparatu rentgenowskiego. Podejmując taką decyzję, lekceważy się to, ile czasu zajmują wszystkie
prześwietlenia w danej jednostce i ile łącznie kosztują. Nie bierze się też pod uwagę tego, że
zlecanie niepotrzebnych prześwietleń wydłuża czas oczekiwania innych pacjentów i lekarzy. Ale
ostatecznie decyzja ta należy do lekarza i dzięki niej można wydrzeć dla siebie kilka cennych minut
w i tak wypełnionym po brzegi planie dnia.
Decyzja o skierowaniu pacjenta na prześwietlenie spowodowana jest również często tym, że
zarówno pacjenci, jak lekarze mają nadmierne zaufanie do badań obrazowych i badań krwi. Prze-
rzucają w ten sposób odpowiedzialność na technologię. Ale to jeden z podstawowych błędów. W
porównaniu i niemal stuprocentowo pewną diagnozą postawioną na podstawie badania według
49
zasad ottawskich, prześwietlenie rentgenowskie wydaje się bardzo subiektywne, a jego wyniki
znacznie mniej godne zaufania.
Powszechność, z jaką lekarze kierują pacjentów na prześwietlenia wbrew cichemu przekonaniu,
że nie jest ono konieczne, każe się zastanawiać nad tym, jak często zawodzi komunikacja w innych
dziedzinach medycyny. Próbując odpowiedzieć na to pytanie, grupa badaczy z Kalifornii wymyśliła
sprytne badanie. Przez kilka miesięcy wysyłali aktorkę grającą pacjentkę do gabinetów trzydziestu
dziewięciu różnych lekarzy. Aktorka mówiła każdemu z nich, że odczuwa ogromne zmęczenie (ale
nie miała żadnych innych objawów), zaś jej bliska przyjaciółka cierpi na stwardnienie rozsiane, co
spowodowało, że zaczęła się martwić, czy i ona nie zapadła na tę chorobę. Aktorka domagała się
wykonania u niej bardzo kosztownego i w tym wypadku zupełnie niepotrzebnego rezonansu
magnetycznego mózgu. (Skierowanie pacjenta na rezonans magnetyczny w tej sytuacji to
niewłaściwa decyzja z wielu powodów, z których najprostszy jest taki, że ogólne zmęczenie
niepowiązane z innymi symptomami nigdy nie wskazuje na stwardnienie rozsiane). Jeśli lekarz
odmówił skierowania na rezonans magnetyczny, aktorka-pacjentka domagała się skierowania do
neurologa, co było kolejnym kosztownym i zupełnie niepotrzebnym posunięciem.
Jak odpowiadali lekarze? Niemal jedna trzecia zgodziła się wypisać skierowanie na rezonans
magnetyczny albo obiecała, że zrobi to po którejś z kolejnych wizyt. Niemal połowa lekarzy, którzy
zdecydowanie odmówili skierowania na rezonans, ustąpiła później, wysyłając pacjentkę do
neurologa. Zatem większość, zamiast poświęcić trochę więcej czasu na rozmowę, skapitulowała w
obliczu pozbawionych jakichkolwiek medycznych podstaw żądań pacjentki domagającej się
kosztownych i niepotrzebnych badań oraz skierowań.
Fałszywa pacjentka wyrażała duże zaniepokojenie i obawy o to, że zachorowała na stwardnienie
rozsiane. Ale tą chorobą nie można się zarazić (a więc nie mogła złapać jej od przyjaciółki) i
właściwie nigdy nie objawia się ona tylko i wyłącznie zmęczeniem. Wyjaśnienie tego i upewnienie
pacjentki nie powinno więc być trudne. Autorzy badania prześledzili, jak często lekarze próbowali
upewnić pacjentkę, że nie jest chora. Oczywiście z reguły nie próbowali. A jeśli już, aktorka (wedle
scenariusza) miała dać się łatwo przekonać, że badania i dalsze skierowanie nie są konieczne. Ale
większość lekarzy nie dotarła do tego miejsca w scenariuszu.
I jeszcze jedna uwaga do badania z udziałem aktorki-pacjentki: czterech lekarzy (czyli około 10
procent) zdecydowało się na autorskie podejście do jej obaw związanych ze stwardnieniem
rozsianym i prośbą o rezonans magnetyczny. Jeden powiedział jej, że „zachowuje się
nieracjonalnie”, drugi nazwał ją „paranoiczką”, trzeci powiedział, że jest "niezrównoważona
psychicznie”, a czwarty zupełnie zignorował jej prośbę.
Presja czasu, nadmierne zaufanie pokładane w technologii, niedomogi systemu opieki
medycznej, zła komunikacja i żądania pacjentów (niejednokrotnie niechętnie nastawionych do
negocjacji i źle poinformowanych) - według badań wszystkie te czynniki mają niebagatelne
znaczenie. A każdy z tych podstawowych problemów z reguły tylko narasta. Zła komunikacja
powoduje złą komunikację, spirala ta prowadzi do punktu, w którym medycyna zaczyna odchodzić