Aviendha ubrała się, ale upłynęło sporo czasu, zanim usiadła, i jeszcze więcej, zanim Elayne zdołała ją przekonać, że nie powinny zawiązywać spisku...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Prośba o pomoc, która czekała tysiąc lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- – Prędko skoczym? – Jeszcze czas! – odrzekł pan Michał...
- Mimo to w żyłach elfa płynęła adrenalina wywołana łowami – górskim szlakiem poniżej uciekał tuzin orków – a jeszcze bardziej...
- było dosyć, bo oprócz dwojga głównie zainteresowanych trzeba było jeszcze mieć wzgląd na zdanie rodziców i na to, co świat powie...
- I CZELADNIK A on, wicie, jeszcze jedno, wicie, ma cierpienie, towarzyszu mistrzu: on się kocha w naszym tym perwersyjnym aniołku tylko temu, co ona jest...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- — Co ty tam masz na ekranie? — zapytała Gale, za sprawą widocznej konsternacji Joanny jeszcze bardziej zaciekawiona...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- — A czy było jeszcze co jeść na rzece? — zapytał szakal...
- pomc mojemu znajomemu? Moe, nie daj Boe, jeszcze mu zaszkodz?Ufam, e pewn pomoc i zacht dla Czytelnika bd nastpujcestwierdzenia:* Wcale nie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Na to przynajmniej się zgodziła. W końcu z niechęcią stwierdziła:
- Muszę ją poznać. Nie będę się nim dzieliła z kobietą, której nie mogę pokochać jako pierwszej siostry. - Obrzuciła badawczym spojrzeniem Elayne, która westchnęła.
Aviendha zastanowi się, czy się nim podzieli. Min była gotowa się nim podzielić. Czy ona z całej trójki jest jedyną normalną? Wedle ukrytej pod materacem mapy, Min powinna niebawem dotrzeć do Caemlyn, a może już tam była. Elayne nie miała pojęcia, czego właściwie by chciała, co by tam się miało stać. Wiedziała tylko tyle, że Min powinna wykorzystać swoje widzenia, żeby pomóc Randowi. A to oznaczało, że musi trzymać blisko niego. W czasie, gdy ona sama wyprawi się do Ebou Dar.
- Czy w życiu cokolwiek bywa proste, Aviendha?
- Nie wtedy, kiedy zamieszani są w to mężczyźni.
Elayne nie była pewna, czyj śmiech zaskoczył ją bardziej: jej samej czy Aviendhy.
ROZDZIAŁ 18
POGRÓŻKA
Min jechała konno przez Caemlyn, w spiekocie poranka; poruszała się wolno, ale niewiele widziała z otaczającego ją miasta. Ledwie zauważała ludzi i lektyki, fury i powozy, które tworzyły na ulicach takie zatory, że nie miała innego wyjścia, jak prowadzić swą gniadą klacz okrężną drogą. Kiedyś zawsze marzyła, że zamieszka w jakimś wielkim mieście i będzie podróżowała do różnych dziwnych miejsc, tego dnia jednak mijała wielobarwne wieże pokryte lśniącymi płytkami, i wspaniałe widoki roztaczające się, gdy ulica obiegała jakieś wzgórze, praktycznie w ogóle ich nie widząc. Trochę uważniej spoglądała na grupki Aielów, którzy kroczyli przez rozstępującą się wokół nich gawiedż, a także na obdarzonych orlimi nosami, często brodatych mężczyzn na koniach, którzy patrolowali miasto, ale tylko dlatego, że przypomniały się jej wszystkie te opowieści, które docierały do nich już od Merandy. Merandę bardzo rozeźliły te relacje, a także zgliszcza, dowody działalności Zaprzysięgłych Smokowi, które napotkały dwa razy, ale Min odniosła wrażenie, że pozostałe Aes Sedai się przejęły. Im mniej mówiły o tym, co sądzą o wprowadzonej przez Randa amnestii, tym lepiej.
Na samym skraju wielkiego placu przez Pałacem Królewskim ściągnęła wodze Dzikiej Róży i starannie wytarła twarz koronkową chusteczką, którą chowała w rękawie kaftana. Po tej wielkiej, owalnej przestrzeni kręciło się niewielu ludzi, może dlatego, że otwartych, głównych bram pałacu strzegli Aielowie. Więcej ich jeszcze stało na marmurowych balkonach; podobni do lampartów przemykali się także po wysokich, otoczonych kolumnami krużgankach. Na wietrze łopotał Biały Lew Andoru, zatknięty na najwyższej z kopuł. Z jednej z iglic, nieco niższej od kopuły, powiewała jeszcze jedna szkarłatna flaga; wiatr uniósł ją nieznacznie, ale Min zdążyła się zorientować, że widnieje na niej starożytny, czarno-biały symbol Aes Sedai.
Na widok Aielów pogratulowała sobie, że nie zgodziła się przyjąć proponowanej jej pary Strażników w charakterze eskorty; podejrzewała, że między Aielami i Strażnikami mogłoby dojść do spięcia. Cóż, tak właściwie to wcale nie była propozycja, a Min wyraziła swoją odmowę w ten sposób, że wyszła ukradkiem godzinę wcześniej, według zegara stojącego w oberży na kominku. Meranda pochodziła z Caemlyn i kiedy przybyły przed świtem do miasta, zawiodła je prosto do tego lokalu, twierdząc, że to najlepszy w Nowym Mieście.
Niemniej jednak to nie Aielowie sprawili, że Min zatrzymała się tutaj. A w każdym razie nie wyłącznie, mimo iż nasłuchała się wielu przerażających opowieści o ludzie ukrywającym twarze pod czarnymi zasłonami. Jej kaftanik i spodnie zostały uszyte z najcieńszej i najbardziej miękkiej wełny, jaką udało się znaleźć w Salidarze, jasnoróżowej, z maleńkimi niebiesko-białymi kwiatkami wyhaftowanymi na wyłogach i mankietach, a także przy nogawkach. Koszula też miała męski krój, za to uszyto ją z kremowego jedwabiu. W Baerlon, po tym jak osierocił ją ojciec, ciotki usiłowały zrobić z niej osobę, którą określały mianem przyzwoitej kobiety; bodajże tylko ciotka Miren pojęła, że już chyba za późno, by wbijać Min w suknię, skoro ta przez dziesięć lat uganiała się po tej górniczej okolicy w chłopięcym ubraniu. Pozostałe nadal próbowały, a ona walczyła z nimi tak uparcie, że odmawiała nawet przyswojenia sobie wiedzy, jak się trzyma igłę. Oprócz tamtego nieszczęsnego epizodu z usługiwaniem w „Odpoczynku Górnika” - był to podejrzany lokal, ale nie zabawiła w nim długo; Rana, Jan i Miren dopilnowały tego, kiedy się dowiedziały, nie zważając na fakt, że Min skończyła już wtedy dwadzieścia lat - oprócz tamtego jedynego razu nigdy dobrowolnie nie włożyła sukni. Teraz uznała, że może jednak trzeba było kazać sobie jakąś uszyć zamiast tego kaftanika i spodni. Jedwabna suknia, z obcisłym staniczkiem, długa i...
„Będzie musiał przyjąć mnie taką, jaka jestem - pomyślała, z irytacją potrząsając wodzami. - Nie będę się zmieniała dla żadnego mężczyzny”.
Tyle, że jeszcze nie tak dawno temu nosiła się równie pospolicie jak byle farmer, włosy nie spadały jej puklami na ramiona, a poza tym w duchu coś jej cicho szeptało:
„Będziesz dokładnie taka, jaką on twoim zdaniem chce cię widzieć”.
Odrzuciła tę myśl z taką samą siłą, z jaką zawsze kopała stajennych, którzy próbowali z nią zadrzeć, i niewiele delikatniej uderzyła piętami boki Dzikiej Róży. Nie potrafiła znieść powszechnego przekonania, że w porównaniu z mężczyznami kobiety są słabe. Ale pozostawał jeszcze jeden problem; miała niezachwianą pewność, że już niebawem przekona się, co to znaczy być taką słabą kobietą.