John spędzał ostatnio sporo czasu na samotnym rozmyślaniu o tym potencjalnym statusie, była to wręcz jego obsesja...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- 187moemy przyj jako zasad, e kady kraj wymieniony wrd owych affines lea na zewntrz granic tego pastwa, jako jego bok" (tatu] Kierujc si t zasad,...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziała Morgiana i jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, ale zadziwił...
- I nagle, jakby zmysły postradał, porwał się z siedzenia i chwyciwszy w obie ręce chudego dryblasa, co kawę roznosił i węgle do fajek, począł głową jego tłuc o...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- klientów spośród ogółu klientów jego sklepu...
- Pomijajc bardziej szczegow analiz procesu sekularyzacji, omwiony zostanie sam pluralizm, a take proces jego nasilania si...
- 9 W książce tej termin „hitlerowski holokaust" odnosi się do wydarzeń historycznych, natomiast termin „holokaust" oznacza jego ideologiczne...
- WIANO WITEJ KINGI28Zaledwie trzynacie lat mia ksi Bolesaw, zwany pniej Wstydliwym, gdy panowie w jego imieniu rzdy sprawujcy, postanowili mu on...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Gryzł się, że nie potrafi wymyślić nic poza jakimiś nieokreślonymi pragnieniami. Gdy więc teraz tak intensywnie myślał o Szwajcarii, spróbował poukładać sobie swoje spostrzeżenia i je zapisać.
- Pauline, wyświetl proszę dane encyklopedyczne na temat rządu szwajcarskiego.
Jego rover mijał kolejne transpondery, a John czytał pojawiające się na ekranie informacje. Był rozczarowany, kiedy stwierdził, że w szwajcarskim systemie rządzenia nie ma nic specjalnie niezwykłego. Władzę wykonawczą sprawowała siedmioosobowa rada, wybierana przez parlament. Nie było tam żadnego charyzmatycznego prezydenta, co Boone'owi za bardzo się nie podobało. Parlament, oprócz wyboru Rady Federalnej, robił chyba niewiele - tkwił gdzieś pomiędzy władzą wykonawczą rady i reprezentowaniem woli obywateli. Niezwykłą rolę pełniły w tym kraju inicjatywy społeczne i referenda i Johnowi państwo to skojarzyło się z dziewiętnastowieczną Kalifornią. Szwajcaria była krajem federacyjnym podzielonym na kantony, bardzo zróżnicowane i wyraźnie niezależne, co również osłabiało rangę parlamentu. Jednak autonomia kantonów zakorzeniona była tu od pokoleń, a to coraz bardziej utrudniało działania rządu federalnego. Co wynikało z tych wszystkich informacji?
- Pauline, wywołaj mój plik z przemyśleniami ustrojowymi.
Dopisał kilka zdań do pliku, który stworzył zupełnie niedawno: “Rada Federalna, bezpośrednie inicjatywy społeczne, niewielka władza parlamentu, niezależność lokalna, szczególnie w sprawach kultury”. W każdym razie był to materiał do przemyślenia, kolejne informacje dorzucone do chaosu jego pomysłów. Ich zapisanie zawsze pomagało.
Jechał dalej, przypominając sobie opanowanie budowniczych dróg. Byli dziwni, a ich przekonania stanowiły mieszaninę technicznej nowoczesności i mistycyzmu.
Powitali go tak ciepło... Boone wcale nie uważał tego za rzecz naturalną, nie zawsze się to zdarzało. Kolonie arabskie i żydowskie na przykład, przyjmowały go bardzo cierpko, może dlatego, że uważany był za przeciwnika religii, a może z tego powodu, iż Frank rozpuszczał nieprzychylne dla niego plotki. Johna bardzo zaskoczyło odkrycie, że członkowie pewnej arabskiej karawany twierdzą, iż to właśnie on zakazał budowy meczetu na Fobosie. Kiedy zaprzeczał, mówiąc, że nawet nie słyszał o takim projekcie, tylko popatrzyli na niego bez słowa. Był absolutnie pewny, że to robota Franka. Janet i niektórzy inni przedstawiciele pierwszej setki przestrzegali go zresztą przed Frankiem, który w ten sposób rzucał mu kłody pod nogi. Tak, niewątpliwie istniały grupy, które witały go chłodno - Arabowie, Izraelczycy, ekipy reaktorów nuklearnych, spora część członków zarządów konsorcjów ponad-narodowych... Grupy o ciasnych poglądach, głoszące własne, “prowincjonalne” programy, ludzie, którym nie podobała się szeroka perspektywa, z jakiej patrzył na wszystko John. Niestety, takich ludzi było wielu.
John otrząsnął się z zadumy, rozejrzał dokoła i ze zdziwieniem zauważył, że znajduje się wewnątrz rozpadliny Melas, która wyglądała dokładnie tak samo jak północne równiny. Ten kanion był naprawdę olbrzymi - miał w tym miejscu dwieście kilometrów szerokości - a krzywizna planety była tak ostra, że północne i południowe ściany kanionu, pionowe, wysokie na trzy kilometry, znalazły się całkowicie poza horyzontem. Widok ten trwał nieprzerwanie do następnego ranka, aż północny horyzont niemal się podwoił, a potem rozdzielił na dno niecki i wielką północną ścianę, przeciętą na pół szeroką szczeliną krótkiego kanionu północ-południe łączącego Melas i Candor. Gdy John wjechał w tę szeroką szczelinę, rozpostarł się przed nim zupełnie niesamowity pejzaż. Gdy ludzie wyobrażali sobie siebie stojących na dnie Valles Marmeris, roztaczali przed rozmówcą właśnie tego rodzaju wizję, opisywali niemal dokładnie to, co Boone miał teraz wokół siebie: po obu stronach otaczały go gigantyczne ściany, ciemnobrązowe skalne płyty rozszczepione fraktalnym bezmiarem wąwozów i górskich grani; u stóp tych ścian leżały ogromne odpryski starożytnego obrywu skalnego albo popękane tarasy skamieniałych plaż.