Milczałem
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Spojrzała na radio z zegarem, marki Sony, które podarowała jej matka...
- - Bo dla mnie, to samotność, taka prawdziwa, transcendentna samotność, to jest na sam koniec orgazmu...
- Zazwyczaj przy pierwszej wizycie obserwuję pacjenta około dwóch godzin...
- winna powiedzieć o tym doktorowi Bartonowi? Timothy chyba bierze za dużo tych pigułek na sen...
- Tak rozumiana diagnoza psychologiczna w szeregu wypadków musi oprzeć się na diagnozie lekarskiej i dlatego współpraca z lekarzem jest dla psychologa konieczna, l) Lekarz...
- Posiadacz zegarka skinął ręką...
- - Jak widzisz, jest sposób obejścia tej klątwy...
- wzrokiem, nastąpiło jakby zamknięcie elektrycznego obwodu...
- – O, nie, panie Janie, nie wolno panu jej potÄ™piać...
- budynku
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Poza tym dziesięć milionów to jałmużna. Kto inny złoży ci taką ofertę? W tym momencie nie ma nikogo takiego, kto by potrafił i miał ochotę.
- Załóżmy, że nie zechcę się odmienić pod koniec tygodnia? - zacząłem. - Że zapragnę pozostać człowiekiem na zawsze.
- Idealnie jeśli chodzi o mnie - rzekł łaskawie. - Mogę pozbyć się twojego ciała w każdej chwili. Jest wielu, którzy je ode mnie przyjmą. - Posłał mi uśmiech pełen szacunku i podziwu.
- Co zamierzasz robić z moim ciałem?
- Rozkoszować się nim. Upajać siłą! Mam wszystko, co oferuje ciało człowieka - młodość, piękno, prężność. Kiedyś nawet żyłem w ciele kobiety. Tak przy okazji, nie polecam. Teraz pragnę tego, co ty możesz mi dać. - Przechylił głowę i zmrużył oczy. - Jeśli gdzieś wędrują cielesne anioły, mógłbym się do nich zbliżyć.
- Talamasca nic o nich nie wie? Zawahał się, a potem zachichotał.
- Anioły to czyste duchy, monsieur de Lioncourt - rzekł. - Mówimy o ciałach, nie? Jestem przywiązany do cielesnych przyjemności. A wampiry to cielesne stwory, prawda? Żywią się krwią. - Ponownie w jego oczach zamigotały iskierki światła, kiedy wymawiał słowo „krew".
- W co grasz? - zapytałem. - Tak naprawdę. Jaka to pasja? Na pewno nie pieniądze. Po co ci one? Co mógłbyś kupić? Doświadczenia, których nie miałeś?
- Owszem. Doświadczenia, których nie miałem. Nazwę się lubieżnikiem, z braku lepszego słowa, ale jeśli musisz znać prawdę - a nie widzę powodu, by miały istnieć między nami kłamstwa -jestem złodziejem pod każdym względem. Nie odczuwam zadowolenia, jeśli się nie wytarguję, nie oszukam kogoś lub nie okradnę. To mój sposób na robienie czegoś z niczego, co czyni mnie podobnym Bogu!
Urwał, jakby wypowiedziana przed chwilą kwestia zrobiła na nim takie wrażenie, że aż wstrzymał oddech. Jego oczy tańczyły, potem spuścił je na opróżnioną filiżankę. Na wargi wypłynął tajemniczy, pochodzący z wewnątrz uśmiech.
- Nadążasz za moim tokiem rozumowania, prawda? - zapy-
tał. - Ukradłem te ubrania - rzekł. - Wszystko w moim domu w Georgetown jest kradzione, każdy mebel, obraz, dzieło sztuki. Nawet sam budynek został mi zapisany pod wpływem fałszywych wrażeń i nadziei. Sądzę, że nazywają to szwindlem? Zresztą co za różnica. - Ponownie uśmiechnął się z dumą i tak widoczną głębią uczuć, że byłem zdumiony. - Wszystkie pieniądze, jakie posiadam, ukradłem. Podobnie samochód, którym jeżdżę w Georgetown. Oraz bilety lotnicze potrzebne na ściganie cię po całym świecie.
Nie odpowiedziałem. Jakże jest dziwny, myślałem zaintrygowany nim, lecz jednocześnie pełen odrazy z powodu pozornej uczciwości. Była to gra, ale gra nieomal doskonała. Potem zaczarował twarz, która wydawała się z każdą rewelagą bardziej mobilna, ekspresyjna i giętka. Otrząsnąłem się. Chciałem wiedzieć więcej.
- Jak zdołałeś mnie tropić? Skąd wiedziałeś, gdzie przebywam?
- Miałem dwa sposoby, co wyznaję szczerze. Jeden jest oczywisty. Mogę opuszczać ciało na krótkie okresy i w tym czasie szukać cię na olbrzymich obszarach. Nie przepadam jednak za bezcielesnymi podróżami. I oczywiście nie jest łatwo cię znaleźć. Przez długi czas ukrywasz się, a potem płoniesz z niedbałą widzialnością. Poza tym poruszasz się bez dostrzegalnego wzoru. Często gdy cię zlokalizowałem i sprowadziłem tam ciało, już znikałeś. Jest jeszcze drugi sposób, prawie równie magiczny - sytem komputerowy. Używasz wielu pseudonimów. Zdołałem odkryć cztery. Częstokroć nie jestem wystarczająco szybki, by złapać cię przez komputer. Mogę jednak studiować szlaki. A gdy powracasz, wiem, gdzie szukać.
Milczałem, ponownie podziwiając, jak bardzo się rozkoszował swym podstępnym i przebiegłym działaniem.