budynku
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- "Who?" "It's someone you know...
- runki autorów, ich imiona (obok nazwisk – pseudonimy, kryptonimy, allonimy itp...
- Wreszcie, mówiąc o różnicach między inflacją wróżnych podsystemach gospodarki światowej, nie moż-162na pominąć aspektu możliwości...
- xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxc
- Wskazane analizatory i ośrodki mózgowe umożliwiają rozpoznanie, wybór i różnicowanie pożywienia, które może spełnić genetyczne zapotrzebowanie żywieniowe i...
- Kilka tygodni później wojsko Emicha zbliżyło się do granicy węgierskiej...
- - To zajmie jeszcze kilka dni...
- W końcu mężczyzna zaczął przekazywać nowe informacje - powtarzając przemowę, którą Tremane rzekomo wygłosił do swych oddziałów, wymierzoną...
- Chłopak odbił się sprężyście od ziemi, zawisł na konarze i podciągnął się błyskawicznie...
- naukowców zajmujących się tymi kulturami w sposób dorywczy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Tam Marger sprawdził zapisy zegarów kontrolnych i wyszliśmy na plac fabryczny, gdzie zastąpił nam drogą robot i powiedział, że inżynier Gloor prosi Margera do telefonu.
— Przepraszam na chwilÄ™, zaraz wrócÄ™! — zawoÅ‚aÅ‚ Marger i pobiegÅ‚ po krÄ™tych schodkach do stojÄ…cego opodal przeszklonego pawilonu. ZostaÅ‚em sam na rozpalonych od sÅ‚oÅ„ca, kamiennych pÅ‚ytach. RozejrzaÅ‚em siÄ™; budynki po przeciwnej stronie placu jużeÅ›my zwiedzili, byÅ‚y to sortownie i hale zgniataczy; odlegÅ‚ość wraz z dźwiÄ™kowÄ… izolacjÄ… sprawiaÅ‚y, że nie dobiegaÅ‚ stamtÄ…d żaden szmer. Odosobniony, wznosiÅ‚ siÄ™ za pawilonem, w którym zniknÄ…Å‚ Marger, niski, niezwykle dÅ‚ugi budynek, rodzaj blaszanego baraku; skierowaÅ‚em siÄ™ ku niemu w poszukiwaniu cienia, ale upaÅ‚ biÅ‚ nieznoÅ›nie od metalowych Å›cian. Już miaÅ‚em stamtÄ…d odejść, kiedy doszedÅ‚ mnie osobliwy dźwiÄ™k, pÅ‚ynÄ…cy z wnÄ™trza baraku, trudny do zidentyfikowania, niepodobny do odgÅ‚osu pracy maszyn; ze trzydzieÅ›ci kroków dalej trafiÅ‚em na stalowe drzwi. StaÅ‚ przed nimi robot. Na mój widok otworzyÅ‚ je i ustÄ…piÅ‚ na bok. NiezrozumiaÅ‚e odgÅ‚osy nasiliÅ‚y siÄ™. ZajrzaÅ‚em do Å›rodka; nie byÅ‚o tam tak zupeÅ‚nie ciemno, jak mi siÄ™ wydaÅ‚o w pierwszej chwili. Od martwego żaru nagrzanych blach ledwo mogÅ‚em oddychać i cofnÄ…Å‚bym siÄ™ natychmiast, gdyby nie poraziÅ‚y mnie posÅ‚yszane gÅ‚osy. Bo to byÅ‚y ludzkie gÅ‚osy — znieksztaÅ‚cone, zlewajÄ…ce siÄ™ w ochrypÅ‚y chór, niewyraźne, beÅ‚kotliwe, jakby z mroku, gadaÅ‚ stos popsutych telefonów; zrobiÅ‚em dwa niepewne kroki, coÅ› chrupnęło mi pod stopÄ… i wyraźnie, od podÅ‚ogi, odezwaÅ‚o siÄ™:
— ProszszÄ™ puana… proszszÄ™ puana… proszszÄ™ Å‚asskawie…
Znieruchomiałem. Duszne powietrze miało smak żelaza. Szept płynął z dołu.
— …proszszÄ™ Å‚asskawie obejrzeć… proszszÄ™ puana… ZÅ‚Ä…czyÅ‚ siÄ™ z nim drugi, recytujÄ…cy miarowo, monotonny gÅ‚os:
— Anomalio mimoÅ›rodowa… asymptoto kulista… biegunie w nieskoÅ„czonoÅ›ci…
praukładzie liniowy… układzie holonomiczny… przestrzeni nawpółmetryczna… przestrzeni sferyczna… przestrzeni najeżona… przestrzeni zanurzona…
— ProszszÄ™ puana… do ussÅ‚ug… proszszÄ™ Å‚asskawie… proszszÄ™ puana…
Półmrok mrowił się cały od chrypiących szeptów; wyrywało się z nich głośniej:
— żywotwór planetarny, jego gnijÄ…ce bÅ‚oto, jest Å›witem egzystencji, fazÄ… wstÄ™pnÄ…, i wyÅ‚oni siÄ™ z krwawych ciastomózgowych miedź miÅ‚ujÄ…ca…
— brek — break — brabzel — be… bre… weryskop…
— klaso urojonych… klaso mocna…. klaso pusta… klaso klas…
— proszszÄ™ puana… proszszÄ™ puana Å‚asskawie obejrzeć…
— ćśśśicho…
— ty…
— sso…
— syszysz mnie…
— sysze…
— możesz mnie dotknąć?…
— brek — break — brabzel…
— nie mam czym…
— szszkoda… zo… zobaczyÅ‚byÅ›, jaki jestem bÅ‚yszczÄ…cy i zimny…
— nniech mi od… dadzÄ… zbrojÄ™, zÅ‚oty miecz… z dziedzi… ctwa… wyżu… temu, nocą…
— oto ostatnie wysiÅ‚ki kroczÄ…cego kraczÄ…cÄ… inkarceracjÄ… mistrza ćwiartowania i prucia, bo wschodzi, bo wschodzi trzykroć bezludne królestwo…
— jestem nowy… jestem caÅ‚kiem nowy… nigdy nie miaÅ‚em zwarcia ze szkieletem…
mogę dalej… proszą…
— proszszÄ™ puana…
Nie wiedziałem, gdzie patrzeć, zaczadziały od martwego gorąca i tych głosów. Płynęły zewsząd. Od ziemi po szczelinowe okienka pod stropem wznosiły się hałdy sczepionych i
poplątanych kadłubów; resztki wsączającego się światła słabo pobłyskiwały w ich pogiętych blachach.
— mia…łem chwilowy de…fekt, ale już jestem do…bry, już widzę…
— co widzisz… ciemno…
— ja i tak widzę…
— proszÄ™ tylko wysÅ‚uchać — jestem bezcenny, kosztowny jestem — wyznaczam każdy ulot mocy, odnajdujÄ™ każdy bÅ‚Ä…dzÄ…cy prÄ…d, każde przeleżenie, proszÄ™ tylko wypróbować mnie… to… to drżenie jest chwilowe… nie ma nic wspólnego… proszę…
— proszszÄ™ puana… proszszÄ™ Å‚asskawie…
— ciastogÅ‚owi kwaÅ›nÄ… swÄ… fermentacjÄ… wziÄ™li za ducha, miÄ™s prucie za historiÄ™, Å›rodki rozkÅ‚ad odraczajÄ…ce — za cywilizacją…
— proszÄ… mnie… tylko mnie… to pomyÅ‚ka…
— proszszÄ™ puana… proszszÄ™ Å‚asskawie…
— ocalÄ™ was5
— kto to…
— co…
— kto ocalÄ™?
— powtarzajcie za mnÄ…: ogieÅ„ strawi mnie nie ze wszystkim, a woda nie caÅ‚ego obróci w rdzÄ™, bramÄ… bÄ™dzie mi żywioÅ‚ obojga, i wejdę…
— ćśśśicho!!
— kontemplacja katody —
— katodoplacja —
— ja tu przez omyÅ‚kę… myÅ›lę… przecież myÅ›lę…
— jam jest zwierciadÅ‚o zdrady…
— proszszÄ™ puana… do usÅ‚ug… proszszÄ™ Å‚asskawie obejrzrzeć…
— ucieczko ponadskoÅ„czonych… ucieczko mgÅ‚awic… ucieczko gwiazd…
— On tu jest!!! — krzyknęło; i zapadÅ‚a nagÅ‚a cisza, prawie równie przenikajÄ…ca w swym nieopisanym napiÄ™ciu, jak poprzedzajÄ…cy jÄ… wielogÅ‚osy chór.