- Bo dla mnie, to samotność, taka prawdziwa, transcendentna samotność, to jest na sam koniec orgazmu...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — No, niech mnie nagła krew zaleje! — zawołał Tay Tay...
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- o mnie ex re mojego stanowiska w sprawie reformy rolnej, e jestem jakzodziej, co chce wyj z cudzej kieszeni zegarek i da go komu innemu...
- Nic zatem dziwnego, że w konsultowanym przeze mnie przypadku niczym nie zagrożony, dobrze odżywiony pies na początku nie protestował, kiedy mu zabierano miskę...
- Następnie Heydrich zwrócił się do mnie: Niech mi pan powie, Schellenberg, ten Josef Muller miał chyba kiedyś coś wspólnego z pana wydziałem...
- Obrzuciła mnie ponurym spojrzeniem, obracając moje słowa w myślach, pró- bując odkryć zniewagę albo podstęp...
- - Aresztujesz mnie i braci Savage za to, że chcemy wejść to parku i szukać naszejkrewnej? Decydujesz się na awanturę ze spokojnymi obywatelami?Jimmy...
- Zapewniano mnie, iż nie wszystkie laski mają jednakową moc; siła ich jest proporcjonalna dopredyspozycji użytkownika i zależna od celów, do jakich ma być...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
A w tej tematyce to ja akurat dobra jestem. Wtedy dopiero wiesz, że te twoje głębie umysłu, to mrzonka i powłoczka cienka jest tylko. A w sieci nie ma żadnej samotności! To wielki wulkan anonimowych poszukiwań towarzyskich jest. Tam przecież 75 procent surfujących ludzi seksu lub kontaktu seksualnego szuka! Ale może autor nie znał statystyk, o życiu nie mówiąc? On napisał jakieś zakłamane i tkliwe, przez to dość poczytne romansidło, a u nas będą boleśnie tętniące, uwierające przyzwoitość, zakazane, no i odkłamane, same głębokie cienie życia, bardzo osobistego no i społecznego...
- Ciekawe, czy takie krótkie, porwane, intymne dialogi z codzienności agencji będą się podobały?
- Pewno że będą!
- No i ciekawe, kto to będzie chciał czytać?
- Wszyscy! I różne dziewczyny młode i starsze, i nasi wszyscy klienci w różnym wieku, w większości ci potencjalni... ☺
- Chyba głównie jednak cała masa ciekawskich nastolatek i kobiet spełnionych, studenci, goście w wieku 30 - 50, no i sprośne staruchy! Zobaczysz!
- Zobaczymy... Ale najważniejsze, że sławne będziemy!
No i tak właśnie zakończyło się nagranie moich ostatnich rozmów, z Viki. Ale chyba nie powinnam tej jej historii tak zostawić. Więc już tylko pobieżnie opowiem to, co wiem, że było z nią dalej.
W którymś momencie okazało się, że ten facet Viki, ojciec jej dziecka, świetnie wiedział, że ona jest prostytutką. Ale było mu wygodnie niewiele w życiu robić, być jej utrzymankiem, wykorzystywać jej potrzebę posiadania rodziny. Do czasu. Kiedyś po braniu przez ponad pół roku antykoncepcji non-stop Viki pękła, miała załamanie i już koło południa wróciła z pracy do domu. Zastała go w łóżku z jakąś młodą dziewczyną, niekoniecznie pełnoletnią. Zamknęła się wkurwiona i zapłakana w pokoju, nie wpuszczała go do siebie. Jak on stał i przepraszał ją pod drzwiami, do ich domu wpadli nasi chłopcy, ochrona z burdelu. Zadzwoniła żeby go zajebali. Ale tylko mocno go pobili i razem z jakimiś jego rzeczami wyrzucili na podwórko. Kazali mu się więcej jej nie pokazywać.
Formalnie nie było sprawy: on tam nie był zameldowany, nie mieli ślubu, dziecko nosiło nawet jej nazwisko. Ale Viki wpadła w straszny dół. Najpierw alkohol. Jak z niego wyszła, chyba dzięki pomocy matki i jakiejś niegroźnej chorobie dziecka, to zaczęła po 16 godzin pracować, zdarzało się że przez cały weekend nie wychodziła z agencji. Poświęcała czas nie tylko klientom - z zaangażowaniem zaczęła matkować nowym młodym dziewczynom. Radziła im w sytuacjach z rodzicami, chłopakami, załatwiała mieszkania, pożyczała kasę, stwarzała alibi, ratowała ich w dołkach, uczyła zawodu. Ale potrzeba jej było chłopa, bliskości i może miłości.
Najpierw zakochała się w dwóch Włochach. No w dwóch naraz! Mieszkała z nimi w hotelu chyba z miesiąc. Wróciła szczęśliwa i odmieniona, ale strasznie tęskniąca, bo właśnie wyjechali, mieli wrócić za parę miesięcy, obiecywali ją do siebie zaprosić. Rozliczała się jakoś dziwnie z nimi, bo chyba tak za cały czas - za tydzień brała trzy tysiące euro. Za bzykanie się z dwoma przez tydzień bez gumy!!!
Chyba w ogóle straciła instynkt samozachowawczy, bo również bez gumy zaczęła się bzykać z klientami w burdelu. Jak jej to kiedyś rzuciłam w twarz, jako niedojrzałą głupotę, to tylko odburknęła:
- Każdy od czegoś musi chyba umrzeć, nie?!
Ale bez gumy to bzykała się tylko z takimi -jak to ujęła - z którymi była chętna na romans, z którymi chciałaby się bzykać i romanse przeżywać i poza burdelem.
Wybawienie dla Viki przyszło z nieoczekiwanej strony: po pijaku zadzwonił kiedyś do niej tamtej Czarnej Franek, niedługo zresztą przed pójściem do więzienia. Wyrwał ją, oczarowywać już nie musiał. Zaczął się wielki romans kurwy i alfonsa, jak w piosence: mężczyzna po przejściach, kobieta z przeszłością... Tylko że dziwny strasznie był to związek, bo ona dalej pracowała, jego panny dalej mu laskę robiły - no i obie strony to akceptowały. Ale poza tym nie mogli mieć nikogo innego, żadnych już pobocznych partnerów czy romansów. I śmiesznie wtedy bywało: jak kiedyś Franek bzyknął sobie jakąś „blacharę”, licealistkę która poleciała na jego auto, to Viki poszła w miasto na zakupy i mu z jego karty na ciuchy wydała 5 tysięcy...
- Niech go tak samo zaboli, jak mnie! - Skomentowała mi tylko dumnie.
Przedstawili się nawet wzajemnie swoim rodzicom i spędzili w dwie pełne rodziny Boże Narodzenie. Potem we dwójkę poszli razem na sylwestra, do Victorii na bal dla VIP-ów. No i strasznie się śmiałam, jak Viki opowiadała, że co chwilka się w tańcu z Frankiem musiała kolejnym eleganckim facetom odkłaniać, odwzajemniać sympatyczne uśmiechy, strasznie często była proszona przez innych do tańca. Aż Franek nie wytrzymał i spytał ją: o co chodzi?
- Kochanie, nie denerwuj się, to są wszystko tylko moi byli lub obecni klienci! Nic nie poradzę na to, że znam ponad pół Warszawki, nie? Może coś od nich potrzebujesz? Coś ci załatwić? - No wściekły Franek ponoć nie mógł znieść, że to ona jest ważniejsza i że to ją, a nie jego, tam znają...
Ale te znajomości później się przydały, jak Franek dostał wyrok: osiem lat.