— SplamiÅ‚ go? SplamiÅ‚?— Bardzo dba o osobistÄ… czystość...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Było to nadal za mało jak na ich potrzeby, „wszystko było wspaniale zorganizowane, bardzo zabawne zupełnie inaczej niż obecnie jest zorganizowane nasze centrum...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- przed laty wieloma przywiózł mu w prezencie pewien bardzo wielki kupiec wprost z Gdań- ska, tliły się kawałki tego czarnego tytoniu, który nosi na paczce...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
- Kto wie, jak działa na proste katolickie umysły eksponowana w mediach świetność beatyfikacji i kanonizacji, jak bardzo wyraża się w kanonizacjach określona...
- W ciągu trzech pierwszych miesięcy od czasu przeniesienia się do nowej siedziby byłem wciąż bardzo zajęty i prawie nie widywałem mego przyjaciela Holmesa...
- Król Azis milczał bardzo długo, tylko drgania nagłe biegły przez jego twarz na znak, że bije serce królewskie i że się lęka...
- szczęśliwy i bezpieczny – stwierdza, że jest zadowolony, a nawet bardzo zadowolony ( Jak dobrze)...
- Brezovsky wstał i zwrócił się do adwokata: - Niestety, będziemy zmuszeni zatrzymać pana Lebovitza, bo może okazać się bardzo ważnym świadkiem...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Według niego, każde dotknięcie może go skalać.
— Skalać? Przecież jest brudny jak Å›winia w bajorze.
— To inny rodzaj brudu. Ruszajmy już.
Barak podążył za wszystkimi, mruczał coś i przeklinał pod nosem. Zanurzyli się w kolejny czarny tunel i Garion raz jeszcze spojrzał tęsknie na rozświetloną grotę. Potem minęli zakręt i światło zgasło.
W szepczÄ…cym mroku stracili poczucie czasu. Szli wciąż naprzód, przystajÄ…c z rzadka, by coÅ› zjeść albo odpocząć. Sny Gariona peÅ‚ne byÅ‚y koszmarów, w których miażdżyÅ‚y go skaÅ‚y. TraciÅ‚ już nadziejÄ™, że zobaczy jeszcze niebo, gdy pierwszy, ledwie wyczuwany podmuch musnÄ…Å‚ jego policzek. Minęło, o ile potrafiÅ‚ to ocenić, pięć dni od opuszczenia ostatniej sÅ‚abo oÅ›wietlonej galerii Ulgosów i od wkroczenia w wiecznÄ… czerÅ„. Z poczÄ…tku myÅ›laÅ‚, że to delikatne tchnienie cieplejszego powietrza jest tylko zÅ‚udzeniem, lecz zaraz rozpoznaÅ‚ w zastaÅ‚ej atmosferze groty aromat drzew i trawy. WiedziaÅ‚, że gdzieÅ› przed nimi znajduje siÄ™ otwór — wyjÅ›cie na Å›wiat.
Podmuch ciepłego powietrza był coraz wyraźniejszy, zapach trawy wypełnił korytarz. Podłoga zaczęła odchylać się w górę i niemal niedostrzegalnie szarzała ciemność. Zdawało się, że przechodzą od nieskończonej nocy do pierwszego poranka w historii świata. Człapiące z tyłu konie także wyczuły świeże powietrze i przyspieszyły kroku. Za to Relg szedł wolniej, coraz wolniej. Wreszcie zatrzymał się zupełnie. Lekki, metaliczny chrzęst łusek jego zbroi przemawiał aż nadto wyraźnie: Relg drżał, zdjęty lękiem przed tym, co czekało w przodzie. Znowu przewiązał sobie oczy. Raz po raz gorączkowo, niemal błagalnie powtarzał coś w gardłowym języku Ulgosów. Po chwili ruszył dalej, niechętnie powłócząc nogami.
Przed nimi rozbłysło złociste światło. Otwór korytarza miał nierówne, ostre krawędzie, a dalej widać było wyraźnie splątany gąszcz gałęzi. Nie zważając na surowy rozkaz Hettara, z głośnym stukiem małych kopyt źrebak skoczył do wyjścia i w słoneczny blask.
Belgarath podrapał się po głowie, spoglądając za młodym konikiem.
— Kiedy siÄ™ rozdzielimy — rzekÅ‚ do Hettara — lepiej zabierz ze sobÄ… maÅ‚ego i jego matkÄ™. Nie potrafi poważnie traktować poleceÅ„, a Cthol Murgos to miejsce bardzo poważne.
Hettar posępnie kiwnął głową.
— Nie mogÄ™ — wyrzuciÅ‚ nagle Relg. OdwróciÅ‚ siÄ™ plecami do wyjÅ›cia i przywarÅ‚ do Å›ciany korytarza. — Nie potrafiÄ™.
— OczywiÅ›cie, że potrafisz — zapewniÅ‚a go ciocia Pol. — BÄ™dziemy wychodzić wolno i przyzwyczaisz siÄ™ po trochu.
— Nie dotykaj mnie — odparÅ‚ odruchowo Relg.
— To zaczyna być mÄ™czÄ…ce — mruknÄ…Å‚ Barak.
Garion i pozostali szybko szli do wyjścia, ponaglani pragnieniem światła. Przecisnęli się przez gąszcz, a potem mrugając i osłaniając oczy wyszli na słońce. W pierwszej chwili blask boleśnie kłuł w oczy, ale po chwili Garion znowu widział wyraźnie. Częściowo ukryty otwór znajdował się w połowie kamienistego zbocza. Z tyłu, na tle ciemnego błękitu nieba, lśniły w porannym słońcu ośnieżone szczyty Ulgo. Przed nimi rozpościerała się szeroka jak morze równina. Jesień zabarwiła złotem wysokie trawy, wiatr pochylał je długimi, rozkołysanymi falami. Równina sięgała po horyzont. Garion miał uczucie, że właśnie ocknął się z koszmaru.
Tuż za otworem tunelu Relg ukląkł plecami do światła. Modlił się, okładając pięściami swą pierś i ramiona.
— Co on wyprawia? — zdziwiÅ‚ siÄ™ Barak.
— To coÅ› w rodzaju rytuaÅ‚u oczyszczenia — wyjaÅ›niÅ‚ Belgarath. — Próbuje zdjąć z siebie grzechy i wypeÅ‚nić duszÄ™ istotÄ… jaskiÅ„. Uważa, że to pomoże mu przetrwać na zewnÄ…trz.
— Ile czasu to zajmie?
— Przypuszczam, że okoÅ‚o godziny. To skomplikowany rytuaÅ‚.
Relg przerwał modły i zawiązał sobie na twarzy drugą opaskę.
— JeÅ›li dalej bÄ™dzie tak owijaÅ‚ gÅ‚owÄ™, to siÄ™ udusi — zauważyÅ‚ Silk.
— Lepiej już pojadÄ™ — stwierdziÅ‚ Hettar, dociÄ…gajÄ…c rzemienie przy siodle. — Mam coÅ› powtórzyć Cho-Hagowi?
— Niech zawiadomi pozostaÅ‚ych o tym, co siÄ™ zdarzyÅ‚o do tej pory — odpowiedziaÅ‚ mu Belgarath. — Sprawy dochodzÄ… do punktu, kiedy wszyscy powinni wiedzieć, co siÄ™ dzieje.
Hettar skinął głową.
— Wiesz, gdzie jesteÅ›my? — upewniÅ‚ siÄ™ Barak.
— OczywiÅ›cie. — Wysoki Algar spojrzaÅ‚ na pozornie jednostajnÄ… równinÄ™.