Kto wie, jak działa na proste katolickie umysły eksponowana w mediach świetność beatyfikacji i kanonizacji, jak bardzo wyraża się w kanonizacjach określona...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — SplamiÅ‚ go? SplamiÅ‚?— Bardzo dba o osobistÄ… czystość...
- Było to nadal za mało jak na ich potrzeby, „wszystko było wspaniale zorganizowane, bardzo zabawne zupełnie inaczej niż obecnie jest zorganizowane nasze centrum...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- przed laty wieloma przywiózł mu w prezencie pewien bardzo wielki kupiec wprost z Gdań- ska, tliły się kawałki tego czarnego tytoniu, który nosi na paczce...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
- W ciągu trzech pierwszych miesięcy od czasu przeniesienia się do nowej siedziby byłem wciąż bardzo zajęty i prawie nie widywałem mego przyjaciela Holmesa...
- Król Azis milczał bardzo długo, tylko drgania nagłe biegły przez jego twarz na znak, że bije serce królewskie i że się lęka...
- ciekawe i co mnie osobiÅ›cie bardzo zaskoczyÅ‚o — zdaÅ‚em sobie spra- wÄ™, że czasami pracujÄ…c mniej i krócej, można byÅ‚o zrobić wiÄ™cej, niż...
- szczęśliwy i bezpieczny – stwierdza, że jest zadowolony, a nawet bardzo zadowolony ( Jak dobrze)...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ani jedna książka nie może konkurować z tą praktyką. Kazania tylko uczą, gesty przekonują. Nadzieje zaś stają się uchwytne nie w słowach, tylko w czynach. Powinniśmy tego Papieża łapać nie tylko za słowa, ale za czyny.
Najwidoczniej jednak Opus Dei wspiera urząd i wiarę Wojtyły, jakkolwiek jego członkowie są, jak stwierdza Yvon le Vaillant, "stający na baczność przed swymi przełożonymi, ale nadzwyczaj protekcjonalni wobec innych, bojownicy Boga, sprawni i bezosobowi, skrajnie zdyscyplinowani, nietolerancyjni i inkwizytorscy..." Czy Papież nam kiedykolwiek wyjaśnił, dlaczego wiąże swe nadzieje z takimi bojownikami? Mówi o zachodzącej po Soborze "odnowie jakościowej", o tym, że "budzą się i rosną ruchy religijne" (PPN 129). Czy zakłada, że z tą samozwańczą elitą można przekroczyć choć jeden próg nadziei? Jeżeli w to wierzy, musi to powiedzieć dokładniej - w następnej książce? - i spodziewać się, że znajdzie posłuch, nawet jeśli międzynarodowe środki przekazu "być może zdeformują" (PPN 132) jego prawdę.
Także i Lefebvre - jako ten, który w przeciwieństwie do tak zwanych postępowców Kościoła, zajadle przez siebie zwalczanych, dawał się we znaki nie tyle z nieposłuszeństwa, ile z posłuszeństwa - radośnie powitał nowego papieża. Wynikało to chyba nie tylko stąd, że Wojtyła, jak i on sam, należy do tego pokolenia biskupów, które wywodzi się z czasów autorytarnego Piusa XII.
Wprawdzie często się o tym zapomina, ale papież Pacelli mianował Wojtyłę sufraganem jeszcze w roku swej śmierci. Jego dalszy zaś awans wiązał się z papieżem Pawłem VI, który w 1963 roku wyniósł go do godności arcybiskupa Krakowa, a w 1967 kardynała, podczas gdy pontyfikat papieża Jana XXIII prawie niczym nie zaznaczył się w tej karierze. Nadzieje Piusa XII były co prawda lęk budzące. Wiara tego papieża, jego pojmowanie Kościoła i obraz człowieka nie miały żadnej przyszłości, chyba żeby rozstrzygali o niej wyłącznie fundamentaliści.
Arcybiskup Lefebvre mógł się też powoływać na inne powody swojej sympatii do Wojtyły. On sam pozostał w niejednym względzie bardziej posłuszny prawdziwie rzymskiej tradycji niż niektórzy z jej współczesnych przedstawicieli, tych co zapewne gwoli Soborowi zafundowali sobie troszkę liberalizmu: przynajmniej na początku i na pokaz.
Lefebvre obstawał, jak typowy fundamentalista, przy ważnym od stuleci modelu Kościoła wszechogarniającego. Równało się to koncepcji grupy surowo zdyscyplinowanej od wewnątrz i na zewnątrz, zawsze spoglądającej z góry i z trochę złośliwą satysfakcją na wszystkich innych, bredzących o pluralizmie i tolerancji. Wyznawał pogląd, że wszystko albo nic, albo-albo, oddać się bez reszty albo postać na zewnątrz. I radość mu sprawiło wyrażające podobną postawę hasło wyborcze biskupa i papieża Wojtyły: Totus Tuus, "cały Twój", które Jan Paweł II (o czym później) osobiście nam skomentował (PPN 157 i nast.).
Jan Paweł II już w 1978 roku mówił o tym, że jest "jeszcze i poza Soborem w całej rozciągłości zobowiązany do wierności urzędowi, któryśmy objęli", co da się przeprowadzić tylko, "jeżeli przechowamy nie uszczuplony skarb wiary". Wyrażał w tym nie co innego, lecz obiegowe, szkolne opinie określonej, i to bardzo wąsko ujętej tradycji kościelnej. Jeszcze i poza Soborem? To dość wyraźnie powiedziane.
Tradycja mówi we wzajemnych cytacjach swych traktatów, że instytucji Kościoła powierzone jest określone dobro wiary, depositum fidei, które ma zachowywać i przekazywać w nienaruszonej postaci. Nie wystarczy jednak, ażeby Kościół zabezpieczał obiektywną treść przenajświętszej doktryny przeciwko nowej wiedzy i reinterpretacji. Obowiązany jest również dbać o chętne przyjmowanie tej tradycji przez wszystkich ludzi na świecie. Toteż uświęconym zadaniem Kościoła jest działalność misyjna. Nie wolno o tym zapominać. Wojtyła bardzo często mówi o misjach (np. PPN 92-99), choć pod złagodzoną na pozór nazwą "ewangelizacji".
Jan Paweł II widzi wręcz "wymiar misyjny modlitwy Kościoła i Papieża" (PPN 39). Gdyż "Kościół ewangelizuje, Kościół głosi Chrystusa, który jest drogą, prawdą i życiem, Chrystusa, który jest jedynym Pośrednikiem pomiędzy Bogiem a ludźmi. I pomimo wszystkich ludzkich słabości Kościół jest w tym przepowiadaniu niestrudzony. Wielka fala misyjna, która podniosła się w ubiegłym stuleciu, skierowała się na wszystkie kontynenty, a w szczególności na kontynent afrykański..." (PPN 95). "Może być, że kiedyś okażą się prawdziwe słowa kardynała Hyacinthe Thiandum, który widział możliwość ewangelizacji starego świata przez czarnych i kolorowych misjonarzy" (PPN 96).