— O sÅ‚odki Jezu… — powiedziaÅ‚ pobożnie rozpromieniony mÅ‚odzieniec...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- – Zgadzam siÄ™ – powiedziaÅ‚a nie ociÄ…gajÄ…c siÄ™ Colette...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparÅ‚, nie potrafiÄ…c ukryć pobrzmiewajÄ…cej w jego gÅ‚osie konsternacji...
- – PowinniÅ›my siÄ™ stÄ…d wynosić, nim orki zacznÄ… przetrzÄ…sać te ruiny – powiedziaÅ‚a Isaan...
- – MyÅ›laÅ‚em, że wÅ‚adza należy do rady – powiedziaÅ‚ Pahner...
- – Ale powiedziaÅ‚eÅ›, że trochÄ™ siÄ™ dowiedziaÅ‚eÅ› – ponagliÅ‚a podekscytowana Catti-brie...
- - MyÅ›lÄ™ - powiedziaÅ‚, z uwagÄ… dobierajÄ…c sÅ‚owa – że zamiast wydawać pieniÄ…dze na obce wojska, lepiej zrobiÅ‚byÅ› odtwarzajÄ…c milicjÄ™ wieÅ›niaków,...
- W tym miejscu nale¿y przynajmniej parê s³ów powiedzieæ o s³owie "zainteresowania", które obecnie w potocznym u¿yciu sta³o siê terminem wytartym i martwym...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
OperacjÄ™ powtórzono z Maćkiem, który również nie miaÅ‚ żadnych zaników pamiÄ™ci. UznaÅ‚am, że wystarczy tej zabawy w zgaduj–zgadulÄ™.
— No dobrze, proszÄ™ panów — zwróciÅ‚am siÄ™ do kierujÄ…cego imprezÄ… porucznika. — Wszystko piÄ™knie, ale o co tu chodzi? PogrążyliÅ›my tÄ™ podejrzanÄ… niedojdÄ™ czy przeciwnie? Co on zrobiÅ‚?
— Nic wÅ‚aÅ›nie — odparÅ‚ bez najmniejszego oporu porucznik. — PaÅ„stwo też nie mogÄ… być podejrzani, bo tak siÄ™ skÅ‚ada, że nasz pracownik przejeżdżaÅ‚ i widziaÅ‚ przelotnie te ćwiczenia na szosie. Samochód, motor i trzy osoby. Å»adna z tych osób nie mogÅ‚a być sprawcÄ….
— Czego sprawcÄ…?!
Porucznik najwidoczniej zapomniał, że w tej instytucji pytania zadaje tylko jedna strona, albo może spragniony był jakiejś odmiany, bo odpowiedział bez wahania.
— Zabójstwa. Mamy tu zabójstwo i ten WiÅ›niewski sam siÄ™ podÅ‚ożyÅ‚.
— Jaki Wi… A, on siÄ™ nazywa WiÅ›niewski?
— WiÅ›niewski Leonard. Ale nie ma siÅ‚y, spÄ™dziÅ‚ na tej szosie caÅ‚y czas, przyjÄ™ty przez lekarza. WiÄ™cej pani nie powiem, Å›ledztwo siÄ™ dopiero zaczyna…
Więcej usłyszeć nie musiałam. Przestałam mieć do niego jakiekolwiek interesy, przyszło mi jednakże do głowy, że konszachty z Dojdą mogą obudzić podejrzenia na nowo. Poprosiłam o chwilę rozmowy i poinformowałam go o zatroskanej siostrze, w którą już sama zaczynałam granitowo wierzyć. Uprzedziłam, że wykorzystam sytuację, wystąpię jako zbawczyni, a nie jako wtyczka rodziny. Porucznik przyjął komunikat do wiadomości i grzecznie odstawił mnie od piersi. Poczekaliśmy na Dojdę w samochodzie, w pobliżu komendy. Miał pewne kłopoty techniczne, usiłował bowiem we wnętrzu pojazdu paść na kolana. Patrzył w nas jak w obraz święty, uwielbiał nas, niepewny kogo bardziej, Maćka czy mnie. Stanowiliśmy zbiorowe bóstwo. Nigdy w życiu nikogo nie czcił w takim stopniu.
— Jezu mój, myÅ›laÅ‚em, że paÅ„stwo od razu gdzie pojechali! — wykrzykiwaÅ‚ półprzytomnie. — To koÅ‚o cholerne, w szczÄ™kÄ™ plute, z godzinÄ™ tam staÅ‚em jak Å›niÄ™ta ryba! Mnie siÄ™ dopiero jutro koÅ„czy zawieszenie, o mój ty Boże, recydywa, i jeszcze trup…!
— Wiemy — powiedziaÅ‚am sucho, ruszajÄ…c.
Dojda nie słuchał.
— Nie wierzyli mi, za Chiny Ludowe, dla Å›wiÄ™tego spokoju ten gliniarz poszedÅ‚ pytać, czy nie ma obcych z Warszawy, bo tyle wiedziaÅ‚em, że rejestracja warszawska i nic wiÄ™cej! Przez radio szukać, ale gdzie tam, dla takiego jak ja, recydywa, przypasowali mnie jak sztucznÄ… szczÄ™kÄ™ do milionera! Jak Boga kocham, myÅ›laÅ‚em, że po mnie! Raz w życiu siÄ™ wygÅ‚upiÅ‚em, na zawieszeniu jestem już cztery lata, do jutra…
— Wiemy — powiedziaÅ‚am ponownie, bardziej dobitnie. Dojda nagle zamilkÅ‚.
— Co?
— Wiemy, że jesteÅ› na zawieszeniu, synu. Wiemy, co to byÅ‚o za wÅ‚amanie poprzednio. Mnóstwo o tobie wiemy i dziÄ™kuj Bogu, że na nas trafiÅ‚eÅ› na tej szosie.
Dojda jakoś sklęsł w sobie na tylnym siedzeniu.
— O rany Boga żywego… — wyszeptaÅ‚ ze zgrozÄ…. ZaniepokoiÅ‚am siÄ™, że weźmie nas za kogoÅ› z szajki i w panice bÄ™dzie usiÅ‚owaÅ‚ wyskoczyć. Docisnęłam nieco, żeby go zniechÄ™cić.
— Nie pÄ™kaj, bracie, wszystko jest w porzÄ…dku — powiedziaÅ‚ uspakajajÄ…co Maciek. — JesteÅ›my po tej samej stronie. MyÅ›my tobie pomogli, a teraz ty nam pomożesz.
— Kurwa — powiedziaÅ‚ Dojda cicho i posÄ™pnie. Przypuszczenie, że siÄ™ wÅ‚amywaÅ‚ i zabiÅ‚ GobolÄ™, upadÅ‚o. Przed tajemniczym facetem uciekÅ‚. Sytuacja zaczęła mi siÄ™ rozjaÅ›niać.
— PrzestaÅ„ mieszać osoby — rozkazaÅ‚am surowo. — Jestem pewna, że rozpoznaÅ‚eÅ› tego kudÅ‚atego, który wam nadaÅ‚ tamtÄ… robotÄ™ na Siekierkach. NawiaÅ‚eÅ› przed nim, a nie przed ZÄ…bkiem. ZobaczyÅ‚eÅ› go tutaj i też zaczÄ…Å‚eÅ› nawiewać, jeszcze z tydzieÅ„, a pewnie byÅ› siÄ™ opatrzyÅ‚ w Bieszczadach. Zgadza siÄ™?
Dojdą zaczerpnął tchu, jakby przez dłuższą chwilę coś mu w tym przeszkadzało.
— SkÄ…d…?