— Dokąd tym razem?— Fort Bragg...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- da siy sprawiedliwoci, usprawiedliwiono si,iby sprawiedliwe i silne byy razem i aby bypokj, ktry jest najwyszym dobrem...
- Melanię to wszystko razem więcej śmieszyło, niż irytowało, Felicja była wściekła, miała własne poglądy na nakrycie stołu i nie przywykła, żeby nią ktoś...
- dzwonnica, a w rękach taką siłę, że błędnego rycerza w zbroi razem z koniem podniesie, to ma być najsłodsza księżniczka Dulcynea z Toboso? Nie powiem,...
- Patrzyła uważnie na mnicha, lecz tym razem na jego twarzy widziała tylko szczery wyraz troski...
- Jadak powiedział, że chciałby się widzieć z Zenn Bien, po czym usiedli razem z Poste'em, żeby zaczekać...
- Raz lub dwa razy w miesiącu, nie zawsze razem, chodzili na mszę do małego kościółka...
- Drżąc od stóp do głów, poszedł na górę do pokoju, skąd wywołano go ostatnim razem...
- Śniadanie przyjaciele spożyli razem; jako pierwszy jeść dostał Zuch...
- nieufnie; przechadzaliśmy się po ogrodzie, ale nie podjęliśmy już wspólnych wycieczek, nie przebiegaliśmy razem lasów i dolin...
- - Dlaczego? Proszę cię, Holden! Nie będę ci przeszkadzała, tylko pojadę razem z tobą...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— No to lećmy, zanim się przyzwyczaimy do ziemi pod stopami. — Potrzebował się umyć i ogolić, ale to też mogło zaczekać do Bragg. Kilka minut później trafili do kolejnego samolotu Sił Powietrznych, który wkrótce wystartował i skierował się na południowy zachód. Ten przelot był już szczęśliwie bardzo krótki i zakończył się w bazie Sił Powietrznych Pope, która przylega do Fort Bragg, siedziby 82. DPD oraz jednostki Delta i innych grup specjalnych.
Pierwszy raz ktoś pomyślał, żeby się zająć w odpowiedni sposób Wilem Gearingiem, pomyślał z zadowoleniem Noonan. Na pasie czekało trzech żandarmów, którzy od razu zabrali go do aresztu bazy. Reszta grupy udała się do kwater oficerskich.
Chavez zastanawiał się, czy ubranie, które wreszcie ściągnął z grzbietu, będzie się jeszcze kiedykolwiek nadawało do założenia ponownie. Wykąpał się i ogolił leżącą na umywalce świeżą maszynką do golenia, co pozwoliło mu wreszcie pozbyć się czarnej szczeciny, która w ciągu tej prawie doby w samolocie porosła jego — bardzo męską, nawiasem mówiąc, jak uważał — twarz. Wyszedł z łazienki i znalazł na łóżku świeże ubranie.
— Oddałem tamte do prania — powiedział Clark.
— Dzięki, John — odparł, wciągając oporne białe bokserki i koszulkę. Na łóżku leżał jeszcze komplet drelichowego umundurowania polowego, razem ze skarpetami i butami.
— Długi dzień, co?
— Cholera, John, wydawało mi się już, że to cały miesiąc — odparł, siadając na łóżku, po czym, po chwili namysłu, jednak rozciągając się na pościeli. — Co teraz?
— Brazylia.
— Jak to Brazylia?
— Tam wszyscy uciekli. Śledziliśmy ich, mam zdjęcia satelitarne tego miejsca, gdzie zatrzymali się.
— I co, jedziemy im złożyć wizytę?
— Zgadza się.
— W jakim celu, John?
— Żeby załatwić sprawę raz na zawsze.
— Nie widzę przeciwwskazań, ale czy to legalne?
— A odkąd to zaczęły cię martwić takie drobiazgi?
— John, jestem teraz ojcem rodziny, wiesz? Muszę się zachowywać odpowiedzialnie.
— Wystarczająco legalne, Ding.
— Dobra, skoro tak mówisz... To co teraz robimy?
— Ty się na razie idź przespać. Reszta ludzi przyleci za pół godziny.
— Co za reszta ludzi?
— Wszyscy zdolni do noszenia broni, synu.
— Muy bien, jefe — odparł Chavez i zamknął oczy.
* * *
Boeing 737-700 British Airways spędził na ziemi minimalny czas potrzebny na zatankowanie z cysterny Sił Powietrznych i wystartował z pasa lotniska międzynarodowego Dullesa, gdzie jego obecność nie wzbudziła większych komentarzy. Żołnierze Tęczy odjechali podstawionym autobusem poza zasięg wzroku ewentualnych ciekawskich w miejsce, gdzie pozwolono im iść spać. To zaniepokoiło starych wyjadaczy. Jeśli w wojsku dają ci się wyspać, to znaczy, że zamierzają cię zaraz wysłać w miejsce, gdzie ten odpoczynek bardzo się przyda.
Clark i Alistair Stanley odbyli naradę w Dowództwie Operacji Specjalnych, w budynku nie rzucającym się w oczy, którego okna wychodziły na niewielki parking.
— Co jest grane? — zapytał pułkownik William Byron. Dla większości swych kolegów w mundurach był „Małym Willie’em”, co nijak się miało do jego postury — pułkownik mierzył ponad metr dziewięćdziesiąt i ważył dobrze ponad 115 kilogramów samych mięśni. Był chyba najpotężniej zbudowanym człowiekiem w całym Dowództwie Operacji Specjalnych, a ten przydomek pochodził jeszcze z czasów West Point, gdzie w ciągu czterech lat dobrego odżywiania i ćwiczeń urósł ponad piętnaście centymetrów i przybrał na wadze piętnaście kilo. Byron był zapalonym sportowcem i swoją karierę na uczelni zakończył jako filar drużyny futbolu amerykańskiego, która rozgromiła odwiecznego rywala, drużynę Akademii Marynarki w Annapolis aż 35:10 w jesiennych rozgrywkach na Stadionie Weteranów w Filadelfii. Mały Willie zachował akcent parobka z południowej Georgii, mimo dyplomu wydziału zarządzania Uniwersytetu Harvarda, który stawał się powoli najpopularniejszą szkołą wyższą wśród oficerów sił zbrojnych.
— Wybieramy się na piknik, o tutaj. — Clark podał mu zdjęcia satelitarne. — Potrzebujemy śmigłowca.
— A gdzie jest to zadupie?
— Brazylia, na zachód od Manaus, nad Rio Negro.
— Niczego sobie ośrodek. — Byron musiał założyć okulary, których nie znosił, żeby się przyjrzeć zdjęciom. — Kto to wybudował i kogo jedziecie odwiedzić?
— Ludzie, którzy chcieli wymordować cały pieprzony świat — odparł Clark, sięgając po telefon, który zaczął dzwonić. Znowu musiał zaczekać, aż systemy szyfrowe telefonów porozumieją się, zanim mógł wreszcie powiedzieć: — Clark, słucham.
— Ed Foley. Wojskowi zbadali zawartość pojemnika w Fort Detrick.
— I?
— Mówią, że to wersja wirusa Ebola, zmodyfikowana genetycznie przez dodanie materiału komórek nowotworowych. Według nich to wzmocniło tego pieprzonego wirusa. Poza tym wirusy zamknięte były w czymś rodzaju miniaturowych kapsułek, które pomagały im przeżyć na otwartej przestrzeni. Innymi słowy, wygląda na to, że wszystko, co mówił nam twój rosyjski kumpel, potwierdziło się.
— Co z nim zrobiliście?
— Wysłaliśmy do lokalu operacyjnego w Winchester — odparł Foley. Zwykle tam właśnie lądowali obywatele państw obcych, których Firma chciała chronić. — A przy okazji, FBI poinformowało mnie, że policja stanowa Kansas poszukuje go za zabójstwo pierwszego stopnia. Miał zabić niejakiego Fostera Hunnicutta z Montany, a w każdym razie o to jest oskarżany.
— Może im powiedzieć, że nie mógł nikogo zamordować, bo wtedy był cały czas ze mną? — zaproponował Clark. Musiał się teraz troszczyć o Popowa. Prawie wybaczył mu atak na żonę i córkę. No cóż, to był tylko biznes i nie po raz pierwszy wróg z KGB przekształcił się w przydatnego sojusznika.
— Dobra, mogę na to pójść — zgodził się Foley. To było tylko małe białe kłamstewko na tle wielkiej czarnej prawdy. Foley zastanawiał się, jak to się dzieje, że ręce mu się nie trzęsą, kiedy o tym wszystkim myśli. Przecież ci szaleńcy nie tylko chcieli zamordować cały świat, ale jak się okazało, dysponowali odpowiednimi środkami. To było coś nowego dla CIA, coś, czym powinni się zająć ze szczegółami, nowym poważnym zagrożeniem, którego poznawanie nie będzie rzeczą ani przyjemną, ani łatwą.